Shandai.pl – w poszukiwaniu Królestwa Bożego

Królestwo Boże, Zbawienie, Jezus Chrystus Syn Boży - słowo Boże

» Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości…

Co znaczą te słowa: (12): Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 13] (12): Bo kto ma, temu będzie dane więcej i będzie obfitował, ale temu, kto nie ma, zostanie odebrane nawet to, co ma. […]

Co znaczą te słowa:

(12): Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 13]

(12): Bo kto ma, temu będzie dane więcej i będzie obfitował, ale temu, kto nie ma, zostanie odebrane nawet to, co ma. [Przekład Nowego Świata, Mt 13]

(12): Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. [Biblia Tysiąclecia V, Mt 13]

(12): Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 13]

(12): Albowiem temu, kto ma, będzie dane i obfitować będzie; a temu kto nie ma, i to, co ma, będzie odjęte. [Biblia Warszawska, Mt 13]

(12): Albowiem kto ma, będzie mu dano, i obfitować będzie, ale kto nie ma, i to, co ma, będzie od niego odjęto. [Biblia Gdańska, Mt 13]

Mamy tu przedstawioną dosyć okrutną ekonomię, albowiem wydaje się tak jakby wspierała ona bogatych i zabierała biednym. I raczej nie ma co doszukiwać się w tych słowach przenośni czy też jakiegoś wielce duchowego znaczenia. Jezus po prostu wprowadzał Królestwo Boży i mówił jak jest (palcem Bożym wyganiał demony). Znaczenie tych słów wydaje się być dosyć proste biorąc pod uwagę cały koncept tego jaki i kim jest Bóg. Bóg jest miłością, w królestwie bożym, a o nim w tym fragmencie mowa im więcej miłości mamy do Boga, tym lepiej możemy rozpoznawać jego wolę i tak naprawdę więcej mamy.

Jezus dał nam przykazanie miłości, abyśmy przede wszystkim miłowali Boga, a potem bliźniego swego jak siebie samego. Chcąc być posłusznym temu przykazaniu zacznijmy od miłości do Boga, jeśli ją będziemy mieli, będzie nam łatwiej mieć miłość do bliźnich i siebie samego. Bo przecież wszystkich nas stworzył Bóg, i jesteśmy na jego podobieństwo.

Tak więc, pokuszę się, jako ten kusiciel o obrazową parafrazę na nasze czasy:

Kto ma miłość do Boga, temu będzie dane i obfitować będzie, ale kto nie ma miłości do Boga, temu zostanie zabrane i to wydaje mu się że ma.

Równie dobrze wydaje mi się że mogłoby to brzmieć tak:

Kto ma skarby w niebie, temu będzie dane i obfitować będzie, ale kto nie ma skarbów w niebie, temu zostanie zabrane i to co wydaje mu się że ma.

Jeśli to czytam w tym kontekście wszystko wydaje się być dobre. Eliasz np. miał miłość do Boga, mógł więc Elizeuszowi przekazać swoje namaszczenie by żyło dalej, nie zamknął go.

Jak weźmiemy się za opracowania psychologiczne o tym czym jest miłość, pojawi nam się problem inwestycji miłości w jakiś obiekt, który nie do końca odwzajemnia… ale to jest rozumienie, które nie badało dotychczas o ile się nie mylę miłości do obiektu jakim jest Bóg. Biblijne rozumienie jest takie, że jeśli pokochamy tego prawdziwego, jedynego Boga i będziemy mieli go jako Pana ponad innymi, to inwestycja ta zwraca się w nadmiarze.

Patrząc jeszcze na ostatnie słowa: “zostanie zabrane i to co ma”, sugerowałbym skorelowanie tych słów z tzw. Hymnem do miłości, gdzie Paweł pisze o tym co nam się wydaje że mamy. A pisze tam że:

Więc jakby nie patrzeć i “to co ma zostaje zabrane”, zostaje tylko miłość…

PS: Pamiętaj że są to moje indywidualne rozważania,na których nie raz sam się zaciąłem, zawsze pytaj Ducha Świętego. Nasze rozumienie jest zawsze brane przez filtr naszych grzechów, im więcej ich wyznajemy przez Bogiem, tym lepiej rozumiemy prawdziwe słowa Boga, aż do czasu gdy fałszywi  prorocy przeminą (patrz Zachariasza 13)

Thu, 05 Apr 2018 17:53:45 +0000


» Program do czytania/przeglądania różnych tłumaczeń Biblii – rBiblia

Dziś chciałem po prostu polecić programik do przeglądania biblii, świetny jest.W środku ogrom tłumaczeń, wszystkie w jednym miejscu, bez potrzeby grzebania po internecie. Wszystko działa sprawnie i bez zarzutu 🙂 Polecam. https://rbiblia.toborek.info/

Dziś chciałem po prostu polecić programik do przeglądania biblii, świetny jest.W środku ogrom tłumaczeń, wszystkie w jednym miejscu, bez potrzeby grzebania po internecie. Wszystko działa sprawnie i bez zarzutu 🙂

Polecam.

https://rbiblia.toborek.info/

Thu, 05 Apr 2018 17:28:28 +0000


» #3 Gdzie jest ANTYCHRYST? 📢

Poszukiwania antychrysta, poszukiwania powodu dla którego wszystko się nie udaje, poszukiwania powodu dla którego chwała Jezusa nie może się objawić w pełni w kościele. Czy papież Franciszek to antychryst? Czy kościół katolicki to antychryst? Gdzie tak naprawdę jest Antychryst? Czy Bóg jest miłością? Czy miłość jest Bogiem? Czym się różni miłośc rozumiana po ludzku, od miłości którą okazał na Jezus Chrystus? Po co nam przykazania miłości?

Poszukiwania antychrysta, poszukiwania powodu dla którego wszystko się nie udaje, poszukiwania powodu dla którego chwała Jezusa nie może się objawić w pełni w kościele.

Czy papież Franciszek to antychryst? Czy kościół katolicki to antychryst? Gdzie tak naprawdę jest Antychryst?
Czy Bóg jest miłością? Czy miłość jest Bogiem? Czym się różni miłośc rozumiana po ludzku, od miłości którą okazał na Jezus Chrystus?
Po co nam przykazania miłości?



użyto materiałów

Free Stock Video by
Videezy.com
videvo.net
pixabay.com
pexels.com

Music by Kevin MacLeod (incompetech.com)

Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/

Thu, 29 Mar 2018 06:11:00 +0000


» #2 – Waluty przyszłości, w co inwestować? 📢

Waluty przyszłości, w co inwestować? Inwestowac w dolary bitcoiny, złoto, nieruchomości? Co będzie walutą przyszłości, co będzie miało jeszcze jakąś wartośc po przemianach jakie mają przyjść? Czy będzie kryzys ekonomiczny? Zarazki sposobm na kreacje pieniadza? Czym jest pieniądz? Czy pieniądz jest jeszcze środkiem wymiany czy długiem? Czy pieniądze są jescze nasze czy są tylko umową […]

Waluty przyszłości, w co inwestować?
Inwestowac w dolary bitcoiny, złoto, nieruchomości?
Co będzie walutą przyszłości, co będzie miało jeszcze jakąś wartośc po przemianach jakie mają przyjść?
Czy będzie kryzys ekonomiczny?
Zarazki sposobm na kreacje pieniadza?
Czym jest pieniądz?
Czy pieniądz jest jeszcze środkiem wymiany czy długiem?
Czy pieniądze są jescze nasze czy są tylko umową z bankami?
Czy utrzymywanie infrastruktury do pieniądza elektronicznego jest tańsze od działalności mennicy?
Czy bezpieczne jest stosowanie pieniądza elektronicznego?
Depozyt w banku czy to Twoje pieniądze czy Twoja umowa z bankiem?
Dlaczego boimi się wojny, dlaczego uczymy się surivalu?
Kryzys w stanach zjednocznych
Czym będziemy handlować w przyszłości,
Waluta przyszłości = miłość
Czy mamy dalej pieniądz czy tylko elektroniczną umowę z bankiem?
Pieniądz okolicznościowy podratowaniem rynku…
Moneta okolicznościowa z okolicznościowym napisem 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości,
Mnożnik kreacji pieniądza, jak działa mnożnik kreacji pieniądza?
Gromadzenie skarbów w niebie,
Jak gromadzić skarby w niebie?
Koniec handlu, koniec używania pieniędzy,

Nowa Biblia Gdańska
Księga: Dobra Nowina spisana przez Mateusza 6

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczy, oraz gdzie złodzieje podkopują i kradną;
ale gromadźcie sobie skarby w Niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczy, i gdzie złodzieje nie podkopują, ani nie kradną.
Bowiem gdzie jest wasz skarb, tam jest i wasze serce.
Oko jest świecą ciała; więc jeśli twoje oko byłoby dobre, całe twoje ciało będzie jasne;
zaś jeśli twoje oko byłoby złe, całe twoje ciało będzie ciemne. Zatem jeżeli światło, które jest w tobie, jest mrokiem, sama ciemność jakaż będzie?
Nikt nie może dwóm panom służyć; gdyż albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłował; czy jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzi; nie możecie służyć Bogu oraz mamonie.
Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o wasze życie, co zjecie, albo co wypijecie; ani o wasze ciało, czym się będziecie przyodziewać. Czyż życie, nie jest zacniejsze niż pokarm, a ciało niż odzienie?
Spójrzcie na ptaki nieba, że nie sieją, ani nie żną, ani nie zbierają do stodół, a przecież wasz niebiański Ojciec je żywi; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?
Bo któż z was, troszcząc się, może dodać jeden łokieć do swojego wzrostu?
A o odzienie dlaczego się troszczycie? Przypatrzcie się polnym liliom, jak rosną; nie trudzą się, ani nie przędą.
A powiadam wam, że ani Salomon w całej swojej sławie nie był przyodziany jak jedna z nich.
Zatem jeśli polną trawę, która dziś jest, a jutro w piec jest wrzucana, Bóg tak przyodziewa, czyż nie daleko więcej was, o małej wiary?
Więc nie troszczcie się, mówiąc: Co będziemy jeść? Albo, co będziemy pić? Albo, czym się będziemy przyodziewać?
Bo tego wszystkiego narody szukają; gdyż wie wasz Ojciec niebiański, że tego wszystkiego potrzebujecie.
Ale szukajcie najpierw Królestwa Boga, i Jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane.
Dlatego nie troszczcie się o jutro, bowiem jutro samo będzie się troskać o swe potrzeby. Dosyć ma dzień swojego utrapienia.

Nowa Biblia Gdańska
Księga: Dobra Nowina spisana przez Łukasza 16,9
Także ja wam powiadam: Uczyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości, aby gdy ustaniecie powitali was na wieczystych przybytkach.

Nowa Biblia Gdańska
Księga: Objawienie Jezusa Chrystusa spisane przez Jana 18,1

Będą też nad nią płakać oraz uderzą się w pierś władcy ziemi; ci, co z nią szaleli i uprawiali prostytucję, gdy zobaczą dym jej pożogi.
Będą stać z daleka z powodu strachu przed jej udręką, oraz mówić: Biada, biada ci wielka ojczyzno Babilonie ojczyzno potężna, gdyż w jedną godzinę przyszedł twój sąd.
Płaczą też nad nią i boleją kupcy ziemi, bo nikt już nie kupuje ich towaru
ładunku złota, srebra, drogiego kamienia, pereł, bisioru, purpury, jedwabiu, szkarłatu, wszelkiego drzewa cytrusowego, wszelkiego sprzętu z kości słoniowej, wszelkiego sprzętu z najkosztowniejszego drzewa, miedzi, stali oraz marmuru.
A nadto cynamonu, wonności, pachnideł, kadzidła, wina, oliwy, wyborowej mąki pszennej, zboża, bydła, owiec, koni i powozów, ciał oraz dusz ludzi.
Odeszły od ciebie owoce pożądania twej duszy, oraz odeszło wszystko tłuste i wspaniałe; zatem więcej ich już nie znajdziesz.
Ci, którzy nimi handlowali oraz wzbogacili się z jej powodu, będą stali z daleka ze strachu przed jej udręką, płacząc, smucąc się,

Biblia Warszawska
Księga: Ewangelia św. Mateusza 25,29
Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma.

Autor Tomek Urban

Dla przyjaciół

użyto materiałów

Free Stock Video by
Videezy.com
videvo.net
pixabay.com
pexels.com

Music by Kevin MacLeod (incompetech.com)

Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/

Thu, 22 Mar 2018 17:07:33 +0000


» #1 – Nakarmią nas Kruki – czyli survival w miłości 📢

Eliasz, kruki, orzechy włoskie, survival w miłości - Czyli rozważania o tym Czy Bóg jest kobietą?

Eliasz, kruki, orzechy włoskie, survival w miłości – Czyli rozważania o tym Czy Bóg jest kobietą?

I doszło do niego słowo PANA:
Odejdź stąd, skieruj się na wschód i skryj się przy potoku Kerit, który jest przed Jordanem.
I będziesz pił z potoku, krukom zaś rozkazałem, aby cię tam żywiły.
Poszedł więc i uczynił według słowa PANA: Poszedł i zamieszkał przy potoku Kerit, leżącym przed Jordanem.
A kruki przynosiły mu chleb i mięso rano oraz chleb i mięso wieczorem, wodę zaś pił z potoku.

Uwspółcześniona Biblia Gdańska
Księga: I Księga Królewska 17

Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli ludziom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się [prawdziwego] Pana.
Biblia Tysiąclecia
Ksiega: List do Kolosam 3, 22

podkład:
Music from Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0 License

Mon, 19 Mar 2018 18:05:19 +0000


» Spotkałem Boga – odnalazł mnie sens życia (moje świadectwo)

To chyba pierwszy mój prawdziwy wpis na tej stronie, jak i pierwsze co prawdziwe kiedykolwiek gdziekolwiek komukolwiek przekazałem. Długo o tym spotkaniu nie mówiłem, znaczy mówiłem ale tak jakbym tego nie ogarniał, bo nawet nie miałem pojęcia czym ono było. Słuchałem po różnych kościołach i nagraniach wiele tzw. świadectw lecz takiego jak moje nie spotkałem.. […]

To chyba pierwszy mój prawdziwy wpis na tej stronie, jak i pierwsze co prawdziwe kiedykolwiek gdziekolwiek komukolwiek przekazałem. Długo o tym spotkaniu nie mówiłem, znaczy mówiłem ale tak jakbym tego nie ogarniał, bo nawet nie miałem pojęcia czym ono było. Słuchałem po różnych kościołach i nagraniach wiele tzw. świadectw lecz takiego jak moje nie spotkałem.. tak naprawdę nawet do końca sobie, nie zdawałem sprawy, że ta jedna chwila, ta jedna chwila spotkania z Bogiem aż tak odmieniła moje życie.

Opowiadałem już o tym spotkaniu kilku wierzącym osobom, jednak mało kto mi to umiał wyjaśnić i ogarnąć, religia szuka około tego Boga, jednak spotkanie go rozbraja religie…i wszystko inne… Zostałem z tym sam, sam to musiałem ogarniać… dopiero niedawno dowiedziałem się, że ktoś też tak dawno temu opisywał spotkania z Bogiem… i przypuszczenia miał, że jest właśnie tak. Odważyłem się tym samym mówić o tym otwarcie.

Nie zadział się żaden cud, nie było żadnych fajerwerków, nie było żadnego uzdrowienia, żadnego zmartwychwstania, żadnego dna z którego by mnie trzeba było podnosić (choć tak naprawdę było piekło).. a mimo wszystko spotkałem Boga. I wiem, że to jest Bóg Jedyny, i nie ma żadnego poza nim.

A było to tak…

Przez wiele lat szukałem jakiegoś sensu w życiu, odnajdywałem go i gubiłem… Sięgałem po co się tylko dało, zawsze chciałem być przy tym ‘dobrym’, ‘uczynnym’ człowiekiem. Dużo by o tym opowiadać, ale czasem wręcz niektórzy na mnie ‘kosmita’, mówili bo miałem coś dziwnego w sobie, czego nie rozumiałem, zawsze chciałem być ten dobry i uczynny, nie za bardzo rozumiejąc zasady ‘świata’, ‘rynku’ itd. (żeby to ogarnąć wylądowałem na akademii ekonomicznej ale to niewiele dało). I nawet mimo, że tych zasad nie ogarniałem, jakoś sobie tam radziłem w życiu, choć nie zawsze łatwo było. Bycie dobrym i uczynnym nie zawsze daje dobre rezultaty po prostu… czasem, a nawet często to po prostu wychodzi niezłe bagno…. wiele osób zapewne skrzywdziłem tą swoją dobrocią i miłością, proszę w tym miejscu o wybaczenie.

W każdym razie jako ten ‘kosmita’, totalnie nie ogarniałem jak ktoś może odnaleźć sens życia, generalnie wszystko po kolei wydawało mi się być bez sensu.  Poszukiwania sensu życia, zawiodły mnie praktycznie wszędzie, ale wszystko okazywało się być bezsensem, patologią lub tez czymś co mija, jakąś tymczasową ludzką fanaberią.  Rzucę tak tylko hasłami, w każdym razie w planach było że zostanę naukowcem (nauka okazała się być utopią, historia mówi sama za siebie), potem planowałem biznesy (sens znalazłem w dochodzie pasywnym żyłem tak kilka lat, mając ogrom czasu na rozważania i inne sprawy bo mało pracowałem, a zarabiałem). Sensu duchowego szukałem we wschodzie, na zachodzie, w górze i w dole, jak i też w swoim ciele (medytacje, tai-chi), czy też w swoich dłoniach w postaci reiki, wszystko jednak bez sensu.  Sensu bytowego szukałem zaś w rodzinie… i społeczeństwie, organizacjach społecznych…. chciałem się od kogoś nauczyć jak żyć, jednak jakby kto nie pięknie o życiu gadał, tak zachowywał się zawsze inaczej. Mógłbym całą książkę o tych poszukiwaniach napisać, w każdym razie wszystko okazywało się być bez sensu… i tak umieramy. Czy w pierwszym, czy też którymś z kolei wcieleniu/pokoleniu genetycznym/ideowym itd. jakiś koniec bytowania jest zgotowany i jaki w tym sens?

Wtedy poznałem moją obecną żonę, była mega ‘wierną’ i ‘obligatoryjną’ katoliczką, siłą rzeczy zacząłem się tym trochę interesować więcej, też rzecz jasna byłem katolikiem, jednak ona jakoś więcej ‘wierzyła’, a w zasadzie miała więcej ‘lęku’ przed Bogiem i była bardziej posłuszna zasadom katolickim. Jakoś tak zacząłem się tym Bogiem jakoś bardziej interesować…. Było po drodze jeszcze wiele epizodów (to na dłuższą pogawędkę), ale oszczędzę wam czasu.  Jakoś tak na logikę i na wszystkie znaki na niebie i na ziemi, wyszło mi że to chrześcijański musi być prawdziwy Bóg i że wie on coś więcej na temat sensu życia.   Bóg który przedstawia się jako…. Bóg Miłości? Bóg który przedstawia się jako Jezus Chrystus…. i jednocześnie jako Bóg przed którym moja narzeczona lęka się okrutnie, i przez którego żyje w ogromnym napięciu.

To był czas gdy zacząłem Bogu zadawać najtrudniejsze pytania, krzyczałem sobie wtedy i miałem pretensje o ten świat, czemu tyle zła, jak on może nas zastawiać i trzymać w tak okrutnym świecie itd, a jedno z nich, z tych pytań brzmiało mniej więcej tak: Dlaczego przy miłości się umiera, dlaczego ludzie ginęli dotykając arki przymierza, dlaczego zginęli Ananiasz i Safira? Pytań było więcej, sami wiecie ile zabijania jest w biblii w imieniu Boga… jest o co pytać – na wszystkie otrzymałem odpowiedź, więcej nie pytam…  Nie wiem jak to opisać, bo tego się nie da tak po prostu przekazać. Bóg do mnie przyszedł, prawdziwy Bóg Jedyny, Bóg stworzyciel – spotkałem Go! Nie mogłem go jednak zobaczyć… To spotkanie było dla mnie tak traumatyczne, że wolałem o nim zapomnieć, lecz nie mogłem, cały czas mam je w pamięci i od momentu tego spotkania całe moje życie jest inne, nie umiem już żyć ‘po ludzku’, nie umiem się odnaleźć w rzeczywistości mnie otaczającej bo jest pozorna. Jedyna rzeczywistością w moim życiu, do tamtego czasu było to spotkanie….

Wyglądało to tak, modliłem się, pytałem Boga cały czas o to jak jego obecność mogła zabijać, jak to możliwe że obecność Boga który nazywa siebie ‘miłością’ zabija. W pewnym momencie zacząłem czuć tą obecność, ogarnęło mnie niesamowite przeczucie że nie jestem sam, że jest obok mnie ‘Bóg’ – widzialny – niewidzialny twór o nazwie miłość, nie widzę jej, ale mam pełną świadomość, że mam być na jej miłości/jego Boga podobieństwo. Nie widzę jej natomiast bo nie jestem w stanie, jej zobaczyć bo nie ma we mnie miłości. W tym momencie wyświetliło mi się w głowie całe moje życie, lecz nie były to złe uczynki jakie uczyniłem, były to wszystkie dobre uczynki, wszystko co w moim życiu myślałem (byłem święcie przekonany) że robię z miłości do innych ludzi i tak po prostu z tego że jestem dobrym człowiekiem. Za każdą rzeczą, którą myślałem że jest czyniona z miłości, wyświetliła się ‘nic wspomnień’, która doprowadziła mnie do takiego uczynku. Okazało się, że nic tak w zasadzie nie robiłem z miłości, wszystko co myślałem że jest miłością było moją próbą ‘odpracowania’ sumienia, czy też czegoś podobnego.

Było to tak jakbym stał przed lustrem, tego z czego jestem zrobiony, a w tym lustrze nie zobaczyłem odbicia, bo nie reprezentowałem niczego co w tym lustrze się odbija. W lustrze Boga (miłości) była pustka…. z mojego odbicia. Potem znalazłem w biblii, że mamy przeglądać się w słowie Bożym… tak to właśnie wyglądało, jakbym się przeglądał… ale siebie w tym słowie nie znalazłem.

Nabrałem wtedy ogromnej świadomości, że jest przy mnie Bóg stworzyciel – miłość, i że jestem tu ja, stworzony na jego podobieństwo, ale tej miłości we mnie nie ma. Jestem stworzony z miłości, do miłości, ale tej miłości we mnie nie ma… Chęć zapadnięcia się pod ziemię – to jedyne co miałem wtedy ochotę zrobić, po uświadomieniu sobie, że nie ma we mnie miłości – mimo totalnego przekonania, że jednak jestem jakimś tam dobrym, poczciwym człowiekiem. Nagromadził się we mnie ogromny smutek, ogromy żal do samego siebie, ogromna samoocena, coś jak samosąd- odmówiłem zbliżenia się do Boga, jedyne co chciałem zrobić to zapaść się pod ziemię, umrzeć natychmiast, zniknąć. Była przede mną w pełni akceptująca miłość, na którą mam być podobieństwo… a we mnie jej nie ma… i mało tego… nie potrafię jej zaakceptować – nie potrafię zrozumieć/pojąć jak można mieć, aż tak dużo miłości jak Bóg. Stąd jedyny wybór jaki wtedy miałem to zapadnięcie się pod ziemię… wiem że ten wybór wydaje się na ludzki rozum nie zrozumiały ale zaufajcie mi, on taki jest.  To jest sąd Boga, sąd słowa Bożego, sąd który zrzucimy sami na siebie, spotykając Boga, przynajmniej ja tak to rozumiem. Szybko zrozumiałem co znaczą słowa ‘Boga nikt nigdy nie widział’

Wtedy też ujrzałem odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania… są one takie, że nie chcemy ich znać, bo jak się je pozna to nie da się żyć już normalnie. Ja już nie umiem żyć normalnie.  Bóg nie przychodzi na ziemię, nie objawia się nie dlatego, że nie chce, ale dlatego że byśmy pouciekali… tylko problem bo nie mamy gdzie, byśmy pozabijali siebie nawzajem, czy też pozapadali się pod ziemię… stąd te całe opisy w apokalipsach, to nic innego jak zostawienie nas samych sobie, przy zbliżającej się jego obecności. Tylko nie, że On nas chce zostawić samych sobie… my chcemy go oddalić, bo twierdzimy że tak lepiej, on nam wierzy i się oddala – tak właśnie… miłość wszystkiemu wierzy (1 Kor 13).! Wierzy nam nawet wtedy gdy mówimy że chcemy mieć inną drogę do zbawienia niż Jezus Chrystus.. i się oddala, ze smutkiem ale ufa nam i się oddala…. a my sobie wtedy robimy piekło na ziemi.

Zostałem wtedy z jednym wielkim  płaczem , rozpaczą, akceptacją mnie,  nadzieją i obrazem miłości Boga. Wiedziałem też,  że spotkam jeszcze Boga, wtedy muszę być już przygotowany. Wiedziałem też, że czynienie ‘dobrych uczynków’ mnie już na to spotkanie nie przygotuje, bo ja nie wiem tak naprawdę co jest dobrym uczynkiem… przez prawie 30 lat życia  nie zrobiłem ani jednego, który byłby z miłości!

Wtedy zapragnąłem czegoś, później zrozumiałem że to chodzi o to by być zbawiony… zrozumiałem ze jedną drogą do Boga jest umrzeć, tak by być wiecznie czyli umrzeć w wodzie poprzez chrzest i ożywić się w Jezusie Chrystusie. Zapragnąłem chrztu, miałem niby chrzest po katolicku, ale jak widać miałem z nim problem nie dawał mi zbawienia, nie dawał mi przystępu do Boga… Nie umiałem się modlić do Jezusa ‘per’  Panie… moje modlitwy wcześniejsze były kierowane raczej do Boga, a na ludzi którzy modlili się tekstem ‘mój Panie, Panie Jezu’ patrzyłem jak na świrów religijnych. Po tym spotkaniu wiedziałem, choć nie umiałem tedy tego wypowiedzieć i ogarnąć, ale wiedziałem że muszę mieć jakąś drogę do Boga, bo sam przy jego obecności się ‘zapadnę’ pod ziemię… Nie do końca rozumiałem co ten Jezus zrobił – religia i ogrom nauczań to strasznie zaślepienie, zajmujemy się pierdołami a nie konkretem – a ten konkret tak naprawdę wystarcza, i pytałem Boga żeby mi wytłumaczył. Wtedy jadąc na rowerze miałem pewnego dnia wizję, pokazał mi się obraz że zaraz zginę, że wpadnę rowerem pod ciężarówkę, ta wizja jednak skończyła się tym że stoję obok, a pod ciężarówką leżał Jezus… wtedy zrozumiałem że na tym krzyżu to on umarł za mnie.

Moje życie jakkolwiek by nie wyglądało doprowadzi mnie do śmierci, a nawet jeśli dusza ma być nieśmiertelna to przy Boga obecności- która kiedyś nastąpi w pełni – będzie pragnęła zapaść się pod ziemię… Jedynym danym nam rozwiązaniem jest pogodzenie się z tym, że ukrzyżowaliśmy, przyczyniliśmy się do zabicie Boga tu na ziemii. Boga który zrezygnował ze wszystkich ‘swoich’ przywilejów Boga, na rzecz najdoskonalszych przywilejów jakie nam dał ziemi… których nie potrafimy docenić, wykorzystując je w innych celach niż miłość…

Uwierzyłem wtedy, w Jezusa Chrystusa Syna Bożego ,który umarł za mnie… wiedziałem że chcę chrzest, ale nie do końca wiedziałem jak to zrobić by mnie nie ‘zapisali’ do jakiejś instytucji i zamiast chrztu nie wpakowali ‘czegoś swojego’, już raz za dziecka mnie tak tymi swoimi najszczerszymi chęciami z miłości wpakowali mnie w chrzest. Ciężko było coś znaleźć, bo nawet w kościołach tych bardziej ewangelicznych ciężko było bez rozmowy, bez jakiś kursów itd. których unikałem jak ognia bo wiedziałem czego chce, i wiedziałem że chce tak jak Etiopczyk – mamy wodę i nie mamy przeszkód, skoro wierzę. Miałem wewnętrzne poczucie że cokolwiek stanie pomiędzy mną a Bogiem będzie to nie na miejscu. Bo przy kolejnym spotkaniu z Bogiem, będę z nim i tylko z nim, nie będzie koło mnie żadnej instytucji, żadnej książki (nawet biblii), żadnego kursu, ani też tej osoby która mnie chrzciła, będę ja, Bóg i Jezus (słowo Boże) który jest drogą do niego.  W każdym razie, znalazłem jak to nazywam, ‘zgraję’  chrześcijan odszczepieńców, którzy o nic nie pytali (zgraja ze strony chrzescijany.pl – odwyk.com), i wziąłem chrzest w potoku, trzeba było na niego jechać dosyć daleko, ale było to dla mnie ogromnie ważne. Tak jak wcześniej szukałem sensu życia, tak wiedziałem, że nie wiem do końca co chrzest daje, ale wiedziałem że ten sens tam jest, jakaś droga do niego.

Podczas chrztu nic nie poczułem, było zimno i byłem mokry. Wracając jednak do domu, późną nocą wsiadając zmęczonym za kierownicą, pomodliłem się tymi słowami ‘Panie Jezu prowadź’, był to dla mnie szok. Na wszelki wypadek powtórzyłem ‘Panie Jezu prowadź’. Pierwszy raz świadomie w życiu pomodliłem się do Jezusa słowami per ‘Pan’. Nie że wcześniej nie próbowałem… wcześniej po prostu mi nie wychodziło, w tym jednak momencie wiedziałem, że to było prawdziwe.  Od Tamtej pory Pan Jezus zaczął prowadzić, począwszy od przyziemny rzeczy, butla z gazem która zwykle starczyła na ok 280 km, tym razem nie wyczerpała się nawet przy 360 km. W nocy miedzy Kielcami a Krakowem, okazało się ze praktycznie wszystkie stacje są zamknięte, albo mają awarię albo coś w tym stylu, po zjechaniu na którąś z kolei stacje przestałem zjeżdżać, bo tej nocy żadna nie działała, a nam się gaz rozmnożył… Taki był początek tego prowadzenia! Później było już tego więcej…

Później znalazłem w biblii te opisy, o tym że chrzest to zanurzenie się w śmierci Jezusa, po to by wstać i żyć. Tak właśnie zadziało się u mnie, już wiedziałem, że jak spotkam Boga to już nie muszę się oddzielać, nie muszę się zapadać pod ziemię, bo Jezus tam wszedł za mnie, zapadł się za mnie. Jeszcze do końca nie pojąłem jaka to miłość… Później miałem kolejne odkrycia, jak choćby to że ta Boże obecność chce zamieszkać we mnie w postaci Ducha Świętego, ale to na dalsze części….

W każdym razie sens życia znalazłem, Bóg który daje (obiecuje) nieskończone życie tu na odnowionej ziemi ma jakąkolwiek racje bytu by nadać życiu sens. A ta jego miłość, która mnie zaakceptowała, której się uczę jest dostępna tylko przez Jezusa Chrystusa i jest naprawdę sensowna, nadaje sens temu życiu, taki jak nic innego.

Świat jest oszołomiony tym szukaniem sensu, choć nie wszyscy sobie zdają z tego sprawę, te wszystkie pasje, biznesy, majątki,  stowarzyszenia, narody, organizacje, tworzenie systemów, religii, walka z nimi, wojny, ucieczki w marzenia, cele, podróże, inne hobby czy też religijne gonitwy za mocą, proroctwami, cudami itd. to nic innego jak właśnie te poszukiwania… sensu… ale to umiera, sens zostanie tylko jeden, taki jak w 13 rozdziale listu do Koryntian… A nawet więcej jak taki, bo przyjdzie czas gdy poznamy tak jak jesteśmy poznani, a jesteśmy poznani w pełnej miłości.

Fri, 09 Feb 2018 08:16:42 +0000


» Sens życia – nauka

To była moja pierwsza droga – na wybór sensu życia, niejako indukowana przez wychowanie. Wycieczki do biblioteki Jagiellońskiej organizowane przez mojego dziadka… wraz z jego ulubionym miejscem tj. kartoteką zbiorów, w której to pokazywał mi zawsze szufladkę na literę ‘U’ pokazując ile to on już jako profesor zapisał, i zastanawiając się na ilu kartkach będzie […]

To była moja pierwsza droga – na wybór sensu życia, niejako indukowana przez wychowanie. Wycieczki do biblioteki Jagiellońskiej organizowane przez mojego dziadka… wraz z jego ulubionym miejscem tj. kartoteką zbiorów, w której to pokazywał mi zawsze szufladkę na literę ‘U’ pokazując ile to on już jako profesor zapisał, i zastanawiając się na ilu kartkach będzie imię mojego Taty (dr.inż), czy też moje…odciskają do dziś piętno. Choć moja nieświadomość do dziś się broni przed tym indukowanym rodzinnym ‘przeznaczeniem’ i nie pozwala mi ogarnąć np. poprawnie stylistyki języką polskiego, to jednak jak widać łamię się i jednak tworzę kolejną w życiu publikację licząc na litość korektora.

Zapobiec rodzinnemu przeznaczeniu próbowałem też, wybierając się na studia ekonomicznie o kierunku przedsiębiorczość, z myślą że zostanę przedsiębiorcą, nie zauważyłem jednak że te studia jednak nadal naukowe są (znowu ta nieświadomość zrobiła swoje – to rozczarowanie gdy okazało się że ekonomia to nauka humanistyczna, a nie praktyczna…). Jako uczeń ekonomii, bardzo pragnąc wykorzystać zdobytą więdzę w praktyce, opracowałem ekonomiczne podejście do nauki, uczyłem się dzień przed egzaminem z nadzieją że się uda zdać, udawało się w 80%, 2-3 egzaminy zostawiałem sobie na wrzesień do przestudiowania w wakacje. I tu pojawił się problem, który przekreślił moją wizję nauki ostatecznie – przejrzałem na oczy. Gdy pilnie studiowałem odkryłem jakąś głupotę, totalnie błędne założenie w pewnej książce na którym było oparte kilka kolejnych rozdziałów, była to książka pisana przez jakiegoś naukowca, doradcę prezydenta USA. Błąd z kolei był na poziomie matematyki ze szkoły podstawowej, autor teorii się zapędził i zaczął porównywać i robić obliczenia na wartościach procentowych, jako liczbowych, nie pamietam dokładnie ale o coś w tym stylu chodziło. Generalnie po notce biograficznej czułem się trochę źle, podważając rozważania kogoś ‘tak poważanego’. Zajrzałem wtedy do innych książek z tego przedmiotu i tam niestety okazało się wszyscy cytują po tym pierwszym te rozważania hmm… problem. Pamiętam wtedy najpierw poszedłem z tym do rodziców naukowców by mi pomogli to sprawdzić, przyznali mi rację, zgłupiałem. Potrzebując dowodu społecznego usiadłem przed uczelnią i zapraszałem tych lepiej się uczących studentów na ławkę i im to pokazywałem, nie było takiego który nie przyznał mi racji. Udałem się więc przed egzaminem do wykładowcy (dr. nauk)… jemu najdłużej zajęło zrozumienie tego ‘incydentu na kilka rozdziałów książki’ w końcu zrozumiał i przyznał mi rację. Następnie patrzę na niego zdziwiony i pytam, co dalej? Jak mam teraz zdawać egzamin skoro na egzaminie są pytania (test wyboru), na których trzeba było obliczyć kilka rzeczy na podstawie tego błędnego założenia? On odpowiada pewny siebie i mówi: “No ale w czym widzi Pan problem, nikt z tego w praktyce nie korzystał, a student jest po to by się nauczyć i zdać” – zdębiałem. Poszedłem więc na egzamin zaznaczyć błędne odpowiedzi, i zdałem bardzo dobrze, czułem się jednak mentalnie ‘zgwałcony’ nauką.

Był to też czas w którym moja mama – pracownik techniczny na uczelni pisała doktorat z chemii. Coś tam jej przypadkiem w badaniach na uczelni wyszło inaczej niż w innych publikacjach i w zasadzie nie planując być naukowcem jednak została, kierownik katedry pozwolił jej z tego pisać doktorat. Pamiętam że idąc na obronę trochę, mało powiedziane się stresowała, wiedząc że idzie podważyć i zasiać wątpliwości do kilku badań (z dosyć ważnego tematu dotyczącego barbituranów – składników leków), jednak poza komentarzem jakiegoś człowieka znanego w ‘światku’ brzmiącym słowem ‘ciekawe’, obeszło się bez jakiejkolwiek bójki naukowej… Hmmm… zastanawiające.

I tak dochodzimy do pewnego sedna problemu naukowości. Nauka przedstawiana jest człowiekowi jako coś co jest w stanie niejako ‘rządzić’ światem, stanowić o jakichś jego podwalinach. Przy jej pomocy można coś opisać, niejako okiełznać świat itd. Jest przedstawiana jako coś co istnieje, i nie jest zależne od ludzkich ‘widzi mi się’ (psychik/układów). W praktyce jednak jakby nie było nauka sama w sobie nie ‘rządzi ‘ niczym, rządzą układy między ludźmi – gry ludzkie . Naukowiec który chce coś udowodnić musi się przebijać, stworzyć sobie jakiś dorobek naukowy – nie może być zwykłym studentem, który się z czymś tam nie zgadza. Gdybym chciał we wspomnianym zagadnieniu ekonomicznym zmienić błedną teorię, musiałbym zapewno przebyć całą drogę stania się poważanym naukowcem… i może na starość dopiąłbym swego i ogłosił – stworzył inne teorie, a i tak przez kolejne lata byłyby drukowane stare podręczniki… Problem pojawiłby się wtedy, gdyby przyszedł do mnie pryszczaty student i stwierdził, że popełniłem błąd w pierwotnych założeniach tym razem w innym temacie… musiałbym albo się głośno reześmiać z siebie (czego bym pewnie nie zrobił, po 40 latach naukowej walki o wiedzę, byłym trochę naburmuszony), albo odpowiedzieć to co sam usłyszałem będąc studentem 40 lat wcześniej, biorąc pod uwagę 40 letni dorobek pracy i zatwardziałość wybrałbym pewnie to drugie…

Generalnie jest ogromny problem z ‘raz wydrukowana wiedzą’. I dzieje się tak nadal nawet w dobie internetu. Przykładowo próbowałem zmienić drobną błędną rzecz w wikipedii, przedrukowywaną – powielaną po wielu podręcznikach zielarskich. Chodziło o kwitnienie kwiatka “cykoria podróżnik”, który jakby nie wyjść na łąkę zaczyna kwitnąć od lipca (w naszym klimacie). W wielu miejscach jednak, łącznie z książkami zielarskimi i artykułami w internecie, ludzie przepisują informacje o tym jakoby ten kwiat kwitną w kwietniu. Nie znalazłem u siebie podręczników zielarskich w których by była prawidłowa informacja, mam jednak nogi i oczy i widze co sie dzieje na łące. W końcu udało mi się zmienić, dostając ostrzeżenie na wikipedii za ‘łamanie zasad’, procesu zmiany hasła, bo upieram się przy swoim nie podając źródła – bo go nie mam. To jest tak drobna nic praktycznie dla nikogo nie znacząca, zmiana w panującej wiedzy, a był spory problem by ją poprawić. Proszę sobie wyobrazić co jest w momencie kiedy ktoś chce zmienić ważniejsze dla nas objaśnienia w nauce.

Z kolei zaś będąc przy wikipedii przyglądnijmy się procesowi tworzenia hasła. Przy tworzeniu hasła nie ma tylu ‘obostrzeżeń’, jednak przy jego poprawie zbiera się całe grono ‘specjalistów’. Tworzy się jakiś efekt ‘pierwotnego wydruku’, gdzie broni się pierwotnej informacji, dla samej zasady, skoro została wydrukowana jako pierwsza to tak musi zostać, można rzec taka zasada uznania pierwocin. Każda zmiana ‘pierwocin’, musi być potwierdzona całą mas źródeł, podczas gdy ‘pierwociny’ mają swobodniejsze przebicie. Zdaje sobie sprawę że dane w wikipedii często wywołują śmiech wśród mieniących się narcystycznie naukowcami, i wspominanie w poważniejszych pracach jako źródła wikipedii raczej nie jest ‘naukowo’ widziane. Jednakże chodzi mi o sam proces naukowego opisywania informacji (czynników zmniejszających nasz stopień niewiedzy), który w tym przykładzie jest przedstawiony w miniaturce i w bardzo przyspieszonym tempie, a w praktyce świata poza internetem cały ten proces trwa conajmniej latami. Jakby np wziąć pod uwagę wspomnianą informację o kwitnieniu cykorii, trzeba sobie wyobrazić, że musiałyby z rynku zniknąć wszystkie książki podajace błędna informację i zostać zastąpione nowymi. Ile to kosztów i wieków?

Moja mama widząc to co się dzieje w świecie naukowym ‘wewnątrz’, stwierdziła, że ona wierzy w Boga, bo to niemożliwe że z obecnym stanem wiedzy i z tym jak naprawdę nauka wyglada, polecieliśmy w kosmos. Każdy kto dotknął, naukowego środowiska – polityki naukowej, kto próbował się przebić z jakimś odkryciem, wie zapewne o czym mowa. Nawet jak się ktoś z czymś przebije… to i tak wiele lat mija, zanim coś przejdzie do podręczników – książek itd. Nieraz wydaje się że nie trafi tam nigdy…

Ale pójdźmy dalej, załóżmy że w dłuższej perspektywie czasu istnienia ludzkości nauka jest rzeczywiście nauką idealną. Czyli nauką dla nauki, dla odkrywania i wykorzystywania wiedzy i nie ma w tym żadnego innego interesu, nie ma żadnej gry ludzkiej. Takie utopijne założenie doskonałości nauki, czy warto za nim iść, czy odnajdziemy tu jakis sens życia? Czy odnajdziemy tu informację po co istniejemy? Czy odnajdziemy tu jakis sens życia? Tu szybko jednak powstają podstawowe problemy, np.: Przy pomocy praw nauki (np. fizyki) można wiele opisać, poza samymi prawami, po co są i dlaczego? W nauce ścisłej takiej jak matematyka natrafiamy np. na coś takiego jak fraktale, czy też ciąg Fibbonaciego, coś niesamowitego, ciąg opisujący piękno w naturze… kto i dlaczego to stworzył? Teoretycznie można coś policzyć, ale jak to się dzieje że wogóle jest co liczyć? Zagadnień takich jest znacznie więcej, wśród szukających naukowców każdy prędzej czy później zaczyna wierzyć, że jest jakaś rzeczywistość odpowiedzialna za stworzenie tego wszystkiego. Po prostu dochodzimy do jakichś granic, gdzie zostaje jedno jedyne pytanie ‘po co’? I nauki takie jak wspomniana fizyka, czy też matematyka… Przestają być naukami ścisłymi, a zaczynają się humanistycznymi.

Jak to już ktoś stwierdził, najbardziej zadziwiające we wszechświecie jest o to, że coś w ogóle może być zadziwiające.. I na tym skończyłem moje poszukiwania sensu życia w nauce, stwierdziłem że gdziekolwiek nie zajdę, czegokolwiek nie odkryję, przy założeniu że nauka jest idealna – bez ludzkich ‘błędów’, zawsze zostanę na pytaniu ‘czy był ktoś/coś i jeśli tak to po co to wszystko zrobił’?

Sat, 16 Dec 2017 17:32:31 +0000


» Sama pod drzewem – czyli ewangelia dla Kobiet (i psychoanalityków…)

Poniższy opis jest napisany językiem symbolicznym, czytanie go przez  niektóre osoby może spowodować najmniej śmiech a najwięcej pogardę, lub też po prostu stwierdzenie, że bzdury to są 🙂 Wyciąganie z tego tekstu jakiegokolwiek fragmentu też nie ma większego sensu, pisze to z nadzieją że jakikolwiek psychoanalityk lub ktoś z otwartym myśleniem, który zauważył zaniedbaną żeńską […]

Poniższy opis jest napisany językiem symbolicznym, czytanie go przez  niektóre osoby może spowodować najmniej śmiech a najwięcej pogardę, lub też po prostu stwierdzenie, że bzdury to są 🙂 Wyciąganie z tego tekstu jakiegokolwiek fragmentu też nie ma większego sensu, pisze to z nadzieją że jakikolwiek psychoanalityk lub ktoś z otwartym myśleniem, który zauważył zaniedbaną żeńską część społeczeństwa to przeczyta, zauważy, zmodyfikuje jeśli trzeba i rozwinie dalej tą myśl. Zdaje sobie też sprawę, że akapity mogą się wydać pomieszane, i że sztuki ‘stylistyki’ w tym tekście nie ma, bo nie o nią w nim chodzi, ale o otwarcie umysłu i serca na zbawienie. A Jeśli forma nie pasuje… to cóż, zrozum treść i przekaż dalej w lepszej formie.

Ewangelia rozumiana obecnie w kościołach, jak i królestwo Boże rozumiane obecnie w kościołach – jest z reguły w skupione na męskim rozumieniu. To w mężczyznach jest często poczucie winy, chęci dominacji, władania – zniszczenia – itd. I od tego Jezus nas wyzwolił – biorąc to na siebie, idąc na krzyż – mówiąc ‘wykonało się’, Bóg na krzyżu mówi, ‘wiem o wszystkim’ a i tak Cię Kocham! Jezus pokazał że prawdziwe królowanie to bycie sługą miłości, a nie dominacji (bardzo mało mężczyzn to wogóle wyczaiło, podczas gdy dla kobiet jest to jakoś do przyjęcia). Niewiele się jednak pytało i niewiele rozmawiało wiele o kobiecych wątkach tej sprawy…? Nawet kobiety nie są zbytnio zainteresowane, czasem wystarcza że przez ogłoszenie ewangelii męska destrukcja zostaje wstrzymana, a już w życiu rodzin się poprawia. Kobiety kierują się w życiu zupełnie innymi wątkami. Kobiety mają zupełnie inne przyczyny śmierci rozumianej biblijnie jako oddalanie się od Boga. I nie chodzi tu ściśle o podział kobiety-mężczyźni, ale o wątki rządzące naszą kobiecą i męską identyfikacją.

Kobiety ze względu na zupełnie inne wątki mogły znacznie wcześniej rozpoznać Pana i Zbawiciela, pierwsze głosiły Ewangelię… nie tylko po zmartwychwstaniu, ale też znacznie wcześniej…. nie uciekały spod krzyża, rozumiały więcej…. Maria i Elżbieta zdaje się jako pierwsze rozpoznały w Jezusie Pana Zbawiciela. (Łk 1, 43 – “Matka mojego Pana”). Czy też potem Marta namszczaszczajac Jezusa Olejkiem – to wszystko pierwszym głoszeniem ewangelii! – nie zawsze wprost słowami, ale też czynami. Wyraźne mamy wskazania, że obie te sytuacje będą wspominane przy każdym głoszeniu Ewangelii.

Przy okazji dla osób które spotkały się z męską dominacją w kościele, polegajacą na czymś więcej niż służba innym polecam w tym względzie książkę “Córki tego samego Boga”, naprawde warto przeczytać. Nie ze wszystkim rozważaniami w tej książce się zgodzę, lecz – jest ona dobrym wstępem do rozpoczęcia rozwiązania problemu kobiet w chrześcijaństwie na poziomie religijnym. Trzeba jednak w pewnym czasie wyjść z poziomu religijnego do prawdziwej wiary i stać się dzieckiem Boga, które nie potrzebuje więcej rytuałów religijnych i tego wszystkim jak i sobie życzę i modlę się o To.

To co należałoby dodać tej książki, to przede wszystkim jedność małżeństwa. Ewa nie była sama pod drzewem, była tam niejako z mężem, który w sercu też musiał pragnąć zerwania tego owocu, dlatego ją tam sam najprawdopodobniej zostawił. Jezus wyraźnie mówił że już w sercu grzeszymy…. Czyli? Adam wiedział, że jak Ewa zje owoc to może umrzeć (oddalić się od Boga w hebrajskim rozumieniu), mimo to ją tam zostawił, co miał zatem w sercu? Gdzie ta jedność? A co Ewa miała w sercu, gdy sama szła po owoc? Czuła się opuszczona? Może chciała przyspieszyć opuszczenie?

Obraz Boga, a Bóg który jest który jest?

Generalnie, jeśli chodzi o podstawę jakiegoś funkcjonowanie w wierze to podstawą – drogą jest poznanie i zrozumienie prawdziwego obrazu Boga, zrozumienie tego, że cechy które Bóg ma w sobie, które ludzie jemu przypisywali przez lata – On w rzeczywistości ich nie ma, a mamy je my w sobie. Bóg jest tylko miłością, taką jak opisana w liście do Koryntian – jest stały i niezmienny do jego imienia nie można nic dodać, ani nic ująć, jest który jest, a nie który był. Jedyna droga do Boga prowadzi przez żywego Boga Jezusa Chrystusa. W polsce jeśli chodzi o obraz Boga mamy naprawdę się na czym uczyć, ciężko powiedzieć o Bogu ‘jest który jest’, cały tzw. kościół, zarówno uznający trójcę (Matka Boża, Bóg Ojciec i Syn) jak i przeciwnicy tej trójcy – to nic innego jak wypaczony obraz Boga, który jest w zasadzie obrazem rodziny – czy też obrazem buntu przeciwko rodzinie o czym już pisałem tutaj. Innymi słowy, w naszym kraju religią taką najczęściej zajmuje się płeć męska, która to wychodząc z domu rodzinnego ‘srogiego, odległego, oddalonego taty’, i ‘ratującej, bliskiej mamy’, zalecza i pielęgnuje psychiczne rany realizując się w kościele. Mężczyzna uciekając do mamy (królowej niebios w tym przypadku) która była ratunkiem od taty, staje się jej synem, niejako pokonującym Tatę, zastępującym jego miejsce będąc z mamą. To jest obraz kościoła katolickiego, prawosławnego – jest on jedynie kontynuacją systemów reigijnych, panujących od czasów babilonu ta tzw. ‘pieta’ wiele wspólnego z prawdziwym Bogiem nie ma, to nic innego jak zaleczony kompleks edypa. Tymczasem obraz kościołów protestanckich, opiera się w pierwszej mierze na buncie przeciwko matce, która jakby nie było też w tym układzie jednak nie jest najlepsza, bo współpracuje ze srogim Ojcem. System religijny dochodzi w końcu do wniosku, że Ojciec nie jest taki srogi… a jest łaskawy, nadal nie jest to jednak ‘ten który jest’, płeć męska w takim systemie zaczyna identyfikować się z Bogiem, który pokonał matkę. Jest to starotestamentowy obraz, gdzie za wszelką cenę kobiecość, kobiece cechy prawdziwego Boga tego który ‘jest który jest’ zostały zdominowane i wyparte. Obie te religie mają to do siebie, że uśmierzają bóle przeżyte w dzieciństwie… te i podobne obrazy rodziny, budujące obraz Boga, to systemy religijne panujące na ziemi od wieków… Bóg jednak ‘jest który jest’, a my, obie nasze części męska i kobieca jesteśmy na jego podobieństwo. Żyjemy w czasach, w których społeczeństwo dzięki temu co uczynił Jezus Chrystus, jest w końcu w stanie do tego wizerunku powrócić. Jezus ujął to dość dosadnie mówiąc że mamy mieć w nienawiści naszych ziemskich rodziców, a tym samym niejako automatem mamy odwrócić się od systemów religijnych (metod uśmierzania schorzeń psychicznych, wypartych części własnych osobowości) proponowanych od wieków.

Adam niewiniątko – tworzy zasłonę przed Bogiem – tworząc jego kolejne obrazy

Mamy następnie w historii stworzenia obraz Adama jako jedno wielkie niewiniątko – przeradzające się w przekleństwo ciężkiej pracy. Przekleństwo ciężkiej pracy to strach przed tym, że inni mu zerwą owoce, on jest przecież niewinny żadnych owoców nie chce zbierać, ani jeść. Adam przez takie podejście niewiniątka, musi gromadzić jak najwięcej i coraz Ciężej pracować. Jak i obraz Ewy, która pragnie jedności i ponownego zbliżenia. Pragnienia te tak w zasadzie to wyparte (wewnętrzne o którym zapomnieliśmy, a istnieje) pragnienia śmierci – oddalenia się od Boga – ale kto to przyjmie, jak wszyscy wszystkiemu zaprzeczają, od zaprzeczania (wyparcia) się zaczęło (ktoś chciał zrobić coś w sercu, i zaprzeczył temu w umyśle)… Najlepiej zrzucić na ‘obraz Boga’, który już wtedy nie mógł być prawdziwy. Analizując język w jakim pisana była biblia, wiemy że każde słowo swoje znaczenie nabiera wcześniej, obraz Boga już wtedy musiał być więc zakłamany. On jest który jest, jednak z kartki na kartkę pisma, ze słowa na słowo zaczynając od miłości nabiera nowych cech, które miłością nie są.. Jak to możliwe?  Objawia się w ciele jako Jezus na powrót, nikt go już prawie nie jest w stanie poznać.. obraz Boga jest już tak ‘spaczony’, nawet Jan Chrzciciel ma problemy…  O co chodzi? Gdy przychodzą te tzw. Pierwsze przekleństwa wygnania z raju człowiek już znał zło, a jako że jest na obraz Boga zrobiony, to jego obraz Boga też musiał wtedy już poznać zło, nie był to jednak prawdziwy Bóg, ale Bóg z niejako ‘domieszką’ ludzkich wypartych pragnień. gdyby to był w pełni, w 100% prawdziwy Bóg pomarliby od razu…

Całe stworzenie w ten sposób od czasu Adama i Ewy zaczyna dewoluować – jako ludzie panujemy nad nim. Innymi słowy panuje nad stworzeniem nasz aktualny ‘Obraz Boga’, Jeśli nasz ‘obraz Boga’ nie jest doskonałą miłością, ale np. szatanem – przeciwnikiem, oddaleniem się od Boga – miłości, to przychodzi np. Taki potop na ziemię. Doskonale widać to w księdze Samuela i kronik, piszą w pewnym momencie niby o tym samym, jedna jakby na żywo druga jakby z retrospekcji. Piszą o tym samym jednak nie do końca w ten sam sposób. Jest tam jeden dosadny przykład gdy ‘obraz Boga’ nakłania do policzenia ludności. W jednej z tych ksiąg jest ten obraz nazwany Bogiem, w drugiej zaś szatanem… Co jest grane? Jak ‘jest który jest’ nabiera różnych cech i określeń?

Ale wracając do początku, następnie dochodzi do spotkania z Bogiem, spotkanie to nie jest już z obrazem Boga w ‘100%’, bo by pomarli – pomarli by gdyby ujrzeli Boga takiego jakim jest w 100%. Przed spotkaniem z Bogiem mieli już w sercach ‘chęć śmierci – oddalenia się od Boga’, dlatego się bali i zasłonili, aby się móc zbliżyć. Bali się bo Bóg chęci oddalenia się od człowieka nie miał – jest miłością. A skoro jej nie miał to jakiekolwiek spotkanie człowieka, który chęć zabijania ma w sobie z bogiem który tej chęci nie ma, wraca do człowieka (w psychologii mechanizm ten nazywa się projekcją – jest też dobrze opisany ten mechanizm w listach Jana). Adam i Ewa nie wyznali wtedy prawdy przed Bogiem.. .zaprzeczali i zrzucali winę dalej… Wyznawanie tego co się ma w sercu wyzwala nas… bo wiemy że Bóg o tym wie, a mimo to nadal nas kocha…. Kain nie był w stanie wyznać przed Bogiem, że ma popęd śmierci…. Zaprzeczał jakoby go miał – był jak Tata Adam niewiniątko… Bóg więc nie mógł się do niego zbliżyć tak bardzo jak do Abla…. Popęd śmierci niewyznany jednak w nim został, i stało się co się stało… Ten sam popęd ciągnął się od rodziców… przez nich też nie był wyznany.

Śmierć jednak na Adama i Ewę nie przyszła tego dnia gdy Bóg wszedł do ogrodu, a teoretycznie powinna… Rozwiązaniem była zasłona przed Bogiem, by nie mogli w pełni zobaczyć jaki naprawde jest Bóg. Gdyby w pełni zobaczyli jaki jest Bóg a jest miłością – uświadomiliby sobie że będąc na jego obraz i podobieństwo sami nie są jak Bóg bo poznali zło – mieli chęć oddalenia się od Boga, który tego zła nie zna.

Tu już musi się pojawiać więc pierwsze zniekształcenie obrazu Boga, mamy Boga który podaje ludziom skóry. Ludzie często dopisują do tego obrazu, że Bóg musiał aby dać ludziom te skóry musiał zabić zwierzęta (czyli że znał śmierć). Nie musiał jednak nikogo zabijać, kto powiedział, że nie były to skóry gadów, które od czasu do czasu po prostu ściągają skórę? W ilu jednak opracowaniach/kazaniach/książkach tego fragmentu nie wspominali ne spotkałem się jeszcze by ktoś to zauważył – obraz Boga mamy tak spaczony, że przypisujemy mu cechy śmiercionośnej miłości dla stworzenia.

Dlaczego to była Figa… i czym jest ta ciemność?

Jeszcze ciekawsze są rozważania dlaczego to akurat wąż – ściągający skórę – okrywający nagość skusił – do dziś na aptekach widok węża na drzewie uzdrawia…?… jak i to dlaczego to była figa?

Jeśli chodzi o węża to stworzenie wyglądało wtedy trochę zapewne inaczej, napewno miało nogi, jakimś jednak cudem musiało umieć ‘kusić’ – to co do dziś robią gady to zrzucanie skóry, pod starą skórą kryje się nowy wąż, niejako odradzający się. Widok taki mógł ‘zachęcić’ do odkrycia że coś pod skórą może się kryć, pytanie co w sercu Ewa nosiła, że ją to zachęciło? W każdym razie przyznać się do tego nie umiała bo zrzuciła winę na węża. Od tamtej pory człowiek zaczął tępić węże – deptać im głowy, dewolucja tego stworzenia doprowadziła do tego ze przeżyły te co mają najostrzejszy jad czy też umieją się lepiej schować w norach (nie mają nóg)… W strachu przed wężami (podobno syk węża to jedyny strach jaki mamy genetycznie wmontowany), kryje się coś, co Ewa nosiła w sercu… Trzeba zniszczyć węża zawczasu, bo on może wyjawić prawdę jaką nosimy w sobie…   Odkrycie takiej nagości pod skórą, odrodzenia się ściągając skórę, to próba odrodzenia bez Boga, próba odgadnięcia ciemności, którą Bóg ukrył z miłości w owocach drzewa życia…. Widok uśmierconego węża do dziś daje życie, będąc na każdej aptece… działa jednak coraz słabiej – odkąd głoszona jest dobra nowina, daje ona znacznie więcej życia, w porównaniu do innych rozwiązań.

Jeśli zaś chodzi o figę to trzeba zauważyć, że Izraelici później spowiadali się pod figowcem – stąd Jezus widział Natanela pod figą – bo tam Natanel wyznając grzechy – pozwolił się zbliżyć do siebie Bogu – coś jak Abel… W każdym razie Figa to jedyny chyba owoc który jest tajemnicą? Bo dopóki nie dojrzeje to nie widać jakoby wogóle kwitł, Figa kwitnie pod przykryciem – wewnątrz. Zrywając taki ‘owoc’ wcześniej z ciekawości – możemy zerwać owoc niedojrzały i nie pozwolić mu dojrzeć – poznać śmierć. Nikt nie powiedział, że te owoce nie były dla człowieka, zapewne były, ale miały wcześniej dojrzeć lub coś w tym stylu – może Bóg chciał je sam zerwać i razem z nami po prostu zjeść, lub cokolwiek innego. Jak patrzę na figę to widzę taką małą bombę coś jak granat rozpryskowy, który nigdy obecnie nie dojrzewa.. a jedynie spada i wysycha, w oryginale może miało z tym owocem być inaczej miał dojrzeć? – nie wiem, Jezus mówił by się uczyć od tego drzewa…  W każdym razie abstrahując od figi, co chwila w biblii mamy wzmianki o uczcie z Bogiem? Stąd do dziś pokutujące zajęcie kobiet to gotowanie… chcą gotując zastąpić stratę więzi z Bogiem? odpokutować Ewę? – tak pół żartem pół serio… dobra nowina więc między innymi.. koniec z gotowaniem od dziś Bóg gotuje! – zapraszamy Boga i z nim ucztujemy (coś mówił Jezus o krzątaniu się w kuchni, sam też chleby sprowadził i ryby smażył). Innymi słowy człowiek miał zaufać Bogu i nie być taki ciekawski, skoro Bóg jest miłością można mu zaufać… brak ufności Bogu to stwierdzenie, że jednak nie jest miłością? A skoro nie jest miłością to napewno chce okryć człowieka od środka, tak jak człowiek figę. W cieniu drzewa – gałązki trzeba się było więc schować.

Poszukajcie też informacji o owocu figowca informacji o jego zapłodnieniu o bleskotkach np. tutaj itd.. To dopiero ‘pieśń nad pieśniami’ opowiadana przez naturę. Historia kościoła w którym kobiecość musi walczyć by wyjść na wolność…. I męskości skupionej na budowaniu Babilonu (posiadaniu największej wieży babel – wielkiego pala).

W każdym razie cały problem jaki się pojawił to w 1 dniu stwarzania ziemi – ludzie chcąc nie chcą dopowiadają sobie do tego dnia. Przykładem w naszej kulturze jest piosenka ‘stworzenie świata’ wg Jacka Kaczmarskiego, że Bóg stworzył ciemność, która była zła, jednak tego dopowiedzenia, że ciemność była zła tam nie ma!  Abraham nasz Ojciec wiary miał coś, że zobaczył w ciemności światło! W nocy, która teoretycznie miała być ciemna i zła.. zobaczył przyszłość, w gwiazdach zobaczył swe potomstwo!

Co zatem miał Adam ‘wysyłając’ w sercu Ewę pod drzewo… i co miała Ewa w sercu idąc pod to drzewo? W sercu grzeszymy…. To co pokutuje w całej kulturze i widać po pierwszych ‘przekleństwach’ (ciężkiej pracy i rodzeniu w bólach) to dwa główne problemy. Męski problem to chęć bycia samemu na sam z Bogiem, a może od razu Bogiem?, Adam wysłał Ewę na pewną śmierć? Z kolei zaś kobiecy problem to problem odrzucenia i chęć zjednoczenia się… co przeradza się w odrzucanie, Ewa czując się odrzucona wcześniej w sercu postanowiła odrzucić Adama i umrzeć zjadając jako pierwsza owoc? Nie musiało się jednak to zadziać dosłownie – to jest język symboliczny, mogło się to zadziać zwyczajnie tylko w sercu.. o czym Jezus nas wyraźnie uświadamiał.

Ciemność – tajemnicą miłości?

Ciemność to pewna tajemnica, ciemność to ufność miłości. Odkrywając ciemność, odkrywając co to za dziwne drzewo, które nie ma kwiatów, najprawdopodobniej ludzie (jakimikolwiek wtedy stworzeniami byli – musimy przyznać że jednak dziś nasze organizmy są po prostu poddane ogromnej dewolucji – ich organizmy miały żyć wieczność, nasze są trochę ograniczone). Być może zerwali najprawdopodobniej niedojrzałe owoce Figi, zerwali kwiaty które wyglądały jak owoce. Nie mogły więc te owoce wtedy dojrzeć…. Dziś owoce figowce też nie dojrzewają… są dosyć niesmaczne, najlepsze są po tym jak upadną i dojrzeją na ziemi – suche – no ale to tylko przypuszczenie, nie wiemy na ile i czy owoc figowca dewoluował przez lata, a pewnie i tak było.

W każdym razie to czym się różni Jezus od nas to to że kochał Boga, mimo że Bóg miał przed nim tajemnicę, ciemność która nie była zła. Jezus Syn Boga nie odkrył nagości Ojca! My jako ludzie z genów naszego genetycznego Taty Adama zapragnęliśmy odkryć nagość Boga… Jezus nie wiedział kiedy przyjdzie spowrotem na ziemię, to jest ta tajemnica, która tylko Bóg zna – to jest ta ciemność! I to jest prawdziwa ewangelia – dobra nowina, możemy kochać Boga, czekając na jego twórcze, kreatywne tajemnice stworzone z miłości w tej ciemności – jakie chce przed nami objawiać. Możemy czekać na jego przyjście wiedząc że i tak żyjemy wiecznie, umierając w ciele czy też czekając w ciele, możemy mieć pełną ufność do niego, nawet jak nie otwiera przed nami tajemnicy kiedy będzie Nowe Jeruzalem, Nowa Ziemia itd…. My przez Ducha Świętego, przez jego objawienia, przez Jezusa Chrystusa miłość do nas, jego zabranie naszej egzekucji, którą sobie zgotowaliśmy i pocieszenia możemy poznawać prawdziwą miłość Boga, i mieć prawdziwą ufność ku niemu. Tak sie jako ludzie powinniśmy rozwijać. A tymczasem wymyślamy kolejne metody ochronienia przed piekłem i podziałów… które to piekło sami tworzymy ‘swoim zniekształconym obrazem Boga’…. Szukając w Bogu na siłę zła i śmierci, której w nim nie ma…

Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga… a więc też nie znamy śmierci i zła, ale aby do tego dojść,musiały zostać zaspokojone wszystkie nasze śmierci – oddalania się od Boga, i te zostały zaspokojone w Jezusie Chrystusie, Synu Boga, w ten sposób poznaliśmy miłość, a wiec pierwotny jego obraz, który został zaburzony od czasu gdy Adam opuścił żonę… Bóg przez Jezusa nas zbawił mówiąc w obrazowy sposób, wiem że żądacie ode mnie śmierci, a i tak was kocham i akceptuję. W każdym razie A zaczęło się to wszystko od rozłąki pod drzewem figowym w raju… Adam dziś musi zbliżyć się do żony, tak by nie czuła się już nigdy samotna, – tak aby była objęta, to są te słowa, że mąż ma być dla żony jak Chrystus.

Ewengelia to dobra Nowina – dobra bo nie jest to głoszenie złej ciemności, ale głoszenie tego że ‘ciemność która jest zła’ nosimy w sobie, głoszenie tego że Bóg, o wszystkim wie (okazaliśmy to w czynach krzyżując Jezusa Chrystusa), a i tak nadal nas kocha i akceptuje.  Bóg też ma przed nami ‘ciemność’, ciemność jednak Boga nie jest zła! – jest stworzona z miłości jest niejako mocą napędową odkrywania jutro tego co będzie jutro. Ciemność to brak liczenia na to co będzie jutro, ciemność to zaufanie, że jutro Bóg też będzie miłością. Z tą Bożą ciemnością Jezus został ukrzyżowany w zaufaniu… do niej.  W tą też Bożą ciemność zaczynamy mieć ufność zapraszając Ducha Świętego by zamieszkał w nas, rodzimy się na nowo z wody i z ducha, mając ta podstawę zaufania, że czeka nas życie wieczne, a nie śmierć. Ciemność jutra… zaczyna wtedy być światłem nadziei życia wiecznego, światłem nadziei miłości.

Lucyfer, który miał nosić światło… jutrzenkę… zaczął przynosić nieznane i złe piekło… Jezus jednak pokonał to… i rozświetlił ‘złe ciemności’. Dając nam możliwość zaufania w Boga. A przez Ducha Świętego, który był w nim, a teraz może mieszkać w nas, jeśli go zaprosimy, możemy to rozprzestrzeniać na ziemi jego mocą. Ciemność może być rozświetlona miłością Jezusa Chrystusa!

Innymi słowy, bardziej możemy przed Bogiem przyznać się do wszystkich wypartych części swoich osobowości i myśli, mało tego nawet nie musimy tego robić wystarczy że przyznamy że on o wszystkim wie, a to możemy zrobić przez to co Jezus Chrystus dla nas uczynił a robi to wtedy za nas ponadnaturalnie Duch Święty – wypalając nas do tego jak było na początku! Jezus pokazał nam, że Bóg wie o wszystkim i akceptuje nas i nasze wyparte części. Jako pierwszych uczniów wybrał, powołał jednych z bardziej zaburzonych np. złodziej skarbnikiem… żądni władzy… z żonami też jedności nie mieli wielkiej, a mimo to Bóg powołał ich na apostołów. Pokazuje że kocha nas i powołuje nawet takimi jakim jesteśmy, że zna nasze wady… sugeruje i daje moc do tego byśmy nie musieli umierać, daje już jednak wybór jak zwykle z miłości, nie wtrąca się tam gdzie go nie wpuszczamy. Powołał ich z żonami, bo u Boga człowiek to jedność mężczyzny i kobiety, jeśli więc jacyś apostołowie będąc powoływani mieli żony musiał ich powołać w jedności małżeńskiej, jednak oni po tym co czytamy trochę to wyparli (między słowami jednak jest to uznane). Gdyby żonatych apostołów powołał bez żon, nie byłby Bogiem, gdyż to On ‘Jest który jest’ – obraz Boga przed upadkiem – ustalił jedność kobiety i mężczyzny i to przed upadkiem, musiałby to złamać. Dzieje apostolskie i listy apostolskie to jednak przede wszystkim męski kościół, z niewielkimi wzmiankami o kobietach… czas to zmienić, inaczej nie mamy co czekać na powrót raju na ziemi. Czas tą wypartą ‘złą ciemność’ wyjawić przed Bogiem, by mu zaufać że jest w tej ciemności miłość, i mimo że tyle wyparliśmy nadal nas akceptuje i kocha. W ten sposób będziemy mogli w pełni Boga pokochać, a tym samym będzie mógł przyjść i nie pouciekamy w wypartą ‘złą ciemność’.

Dlaczego Elżbieta rozpoznała więc Pana, jeszcze w brzuchu u Miriam?

Sorki za zagmatwany opis, mam nadzieję że cokolwiek z tego jest zrozumiałe. Zdaje sobie sprawę ze duza część tego opisu może nie być składna i nie do końca zrozumiała.Ale módlcie się i pytajcie Ducha Świętego czy coś w tym jest. No i aby ten opis przyjąć do serca trzeba mieć w sobie Ducha Świętego… i niestety przyznać się do wielu myśli i uczuć w sobie, lub też po prostu dać się wypalić przez Boga… życzę i modlę się o to aby te wypalające starego człowieka płomienie ognia (co były nad apostołami), pojawiły się wkrótce nad waszym zborem.

Bardzo we wszystkich rozważaniach pomogło uznanie ograniczoności języka, jak i tego, że Bóg to jest który jest i spotkać go można teraz i dziś, a nie w przyszłości/przeszłości, która jest tą ciemnością. Dlatego mamy się nie martwić jutrem… bo to jest brak wiary, to jest próba odkrycia nagości Boga – czyli to zniekształcenie obrazu Boga, do którego widok ściągającego skórę węża nas skusił. Zaufać Bogu to nie ‘patrzeć co ma pod skórą’…

Jeśli chodzi o ograniczoność języka to pomogły mi obserwacje, dlaczego modlitwa w imieniu Jezusa działa lub nie działa? Sprawa prosta, myśl jaką mieli wtedy tworząc język to ukryć pod danym słowem całe jego znaczenie. Skąd się wzięło słowo co oznaczało itd. Każde słowo implikuje niejako od początku stworzenia. I tak Bóg jako miłość też implikuje od początku stworzenia aż do powrotu do tego jak było na początku przez Jezusa Chrystusa, gdzie patrząc na niego widzimy Ojca, a widząc Ojca widzimy swój obraz, bo na podobieństwo Ojca jesteśmy stworzeni.

Tu też wchodzi tajemnica imienia Boga, które Istnieje i nie istnieje, w zasadzie istnieje tylko teraz, Bo jest które jest. Nie dało się tego imienia zapisać, bo gdyby się je dało zapisać, to oznaczałoby że chce się ‘uśmiercić ‘ Boga na piśmie, w jakiejś przeszłości, w momencie jego zapisywania. Zapisanie imienia Boga oznaczałoby że musi Ono zmieniać znaczenie, nabierać znaczenie z każdym jego użyciem, zapisanie tego imienia musiałoby wywołać zmianę jego znaczenia, on jest jednak niezmienny od samego poczatku, zmieniał się tylko człowiek. Stąd koniecznie należy oddzielić obraz Boga jako wytwór naszych psychik, grzechów, patologii, religii od Boga.. Duch Święty dał nam modlitwę na językach, która jest językiem od Boga, modlitwa ta istnieje tylko w momencie jej wypowiadania, nie jesteśmy przewidzieć co wypowiemy za chwilę, czy też jutro na językach. Modlić się na językach możemy tylko nie martwiąc się o jutro. Nie jesteśmy w stanie zaplanować np wykładu na językach, czy też kazania na językach. Stąd tyle objawień zawsze wychodziło przy modlitwach językami, bo każda taka modlitwa zbliża do niezmiennego imienia Boga, uczy nas jego boskiej teraźniejszej, twórczej i miłosnej natury tego który jest. Ta modlitwa przekonuje nas o tym, że to jest ten który jest.

Tak samo mówiąc człowiek… musimy mieć w pamięci wszystko to co się z tym człowiekiem wiąże, łącznie z tym że obecnie jesteśmy czymś w rodzaju karykatury genetycznej tego kim byli Adam i Ewa. Wystarczy spojrzeć na genetyczne zmiany w całym stworzeniu z biegiem lat…. Oni żyli po 900 lat!

Wracając do tematu kobiet w kościele, to co poniżej napiszę, może być bardzo trudne do przyjęcia i jest tylko być może czysto abstrakcyjnym przypuszczeniem.. Maria zachodząc w ciąże była dziewicą…. Nie była ‘rozerwana’ przez mężczyznę! Rozerwanie to odwieczne pragnienie , a jednocześnie największy strach mężczyzn, wystarczy poczytać jak wyglądały przymierza między ludźmi dawniej. – przechodzenie pomiędzy rozerwanymi zwierzętami i mówienie, że jak się złamie przymierze to będę tak rozerwany. Moment w którym Abraham zapadł w sen…. I Bóg pokazywał mu przymierze wokoło krwi z jego potomkiem Jezusem…. To przymierze rozerwania, to przymierze Gdy Bóg zawiera przymierze z Jezusem o nas. Tak też Jezus został ‘rozerwany’ na krzyżu włócznią… Z Jezusa popłynęła oprócz krwi woda.. Z rodzącej kobiety też na początku odchodzą wody…? Nie wiem jak to się ma objawiać, że kobieta zachodzi w ciąże bez ‘rozerwania’, trzebaby się dobrze przyjrzeć anatomiii zastanowic jak mogła wyglądać ‘dewolucja’ naszych organizmów – od genów Adama i Ewy poprzez dodawanie traumatycznych zmian genetycznych. Ale myślę, że to jest część Dobrej Nowiny. Że kobiety nie muszą być rozrywane w Nowym Stworzeniu – stąd że Maria mogła być dziewicą – Maria i Elżbieta wiedziały i miały ‘wewnętrzne przekonania’ że to Pan! Zanim się jeszcze narodził! Innymi słowy, jeśli da się to wypowiedzieć słowami, Bóg powiedział tym zapłodnieniem do kobiety: Jesteś Piękna taka jaka jesteś, nic Ci nie brakuje, znam wszystkie Twoje lęki i chęci – ani nie musisz dać się rozerwać, aby być zaakceptowana!

W kulturze widać to na przykładzie westalek – dziewic poświęconych Bogom, obecnie kontynuacją tej potrzeby ludzkości są siostry zakonne. Kobieta chce być zaakceptowana, taka jaka jest. I to też stało się… Dlatego jako pierwsze kobiety pojęły ewengelię, być może nie zdawały sobie sprawy z tego co jest grane, ale duchowo musiały to czuć.

W każdym razie wracając do pierwotnych rodziców, Adama i Ewy, rozdzielenie człowieka na kobietę i mężczyznę, to nic innego jak właśnie rozerwanie, rozerwanie które musimy zrozumieć i zaakceptować że było uczynione z miłości. Przyjęcie tej prawdy pozwoli nam naprawdę pokochać w pełni Boga, a wedle tego co Jan pisze w listach droga ku temu jest poprzez pokochanie naszych wrogów… a pierwotnym wrogiem Adama była Ewa… kochając swoje żony, i swoich mężów w pełni im oddając więcej niż samemu się dostało. A to możemy jedynie uczynić przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który to za nas został rozerwany na krzyżu! Będziemy mogli w końcu w pełni pokochać Boga, a to objawi się tym że będzie mógł przyjść na ziemię i mieszkać w pełni z nami. Tak jak w pieśni nad pieśniami, gdzie cała historia kościoła jest opisana…

Nie jesteśmy jednak w stanie pokochać Boga, jeśli nie akceptujemy wszystkich naszych przodków, Musimy zrozumieć to co zrobili Adam i Ewa (jak i wszyscy nasi przodkowie – pomiędzy), musimy to zaakceptować i pokochać, nie robiąc tego – tak naprawdę nie umiemy pokochać Boga i zachowujemy się tak jak nasi przodkowie chcąc zrobić coś ‘lepiej niż oni’. A nie umiejąc pokochać ich zaakceptujemy też i pokochamy w końcu Boga, będącego naszym pierwotnym praprzodkiem. Dlatego też np. wszystkie modyfikacje genetyczne to brak miłości do Boga, to stwierdzenie że nie jestesmy doskonali, że dało się lepiej nas stworzyć… te same modyfikacje genetyczne działy się najprawdopodobniej za dni Noego, sądząc po użytych w biblii słowach wychodzi na to, że tylko Noe nie był jeszcze ‘skażony’. A przy końcu świata ma być jak za dni Noego.. Wystarczy więc otworzyć oczy…

Badania genetyczne niestety działają tak, że wszystkie wnioski jakie niepasujące pod ewolucję świat odrzuca. Wnioski te jednak wychodzą u innych naukowców, którym wszystko jedno czy ewolucja była czy nie. I tak np. badania epigenetyczne ostatnich lat wyraźnie stwierdziły, że dziedziczymy traumy! Podobnie też może nam się zmieniać aktywność różnych genów w zależności od wychowania! Innymi słowy okazując miłość możemy modyfikować genetycznie siebie i nasze potomstwo, podobnie też przeżywając traumy mamy wpływ na kształt ciała naszych następnych pokoleń.

Generalnie rzecz biorąc pełne zrozumienie i objawienie łaski, wedle wszelakich znaków, badań i logiki i słowa Bożego, zrozumienie pełnej łaski musi skutkować tym że będziemy mieli nowe ciała. I nie do końca się to musi ‘magicznie’ zadziać (choć mam nadzieję że czas się przyspieszy), cała nauka może temu wręcz dowodzić. Bo czym jest nauka jak nie odkrywaniem tajemnic stworzonych na ziemi przez Boga!?

Wed, 20 Sep 2017 07:46:03 +0000


» Szatan – żyje ten koleś jeszcze? Działa coś? Jakoś go nie widać – dlaczego? Ma jakiś plan? Kto i co to jest?

Plan Szatana – Czy o takim planie mówi biblia, prorocy i znaki na niebie i ziemi? Nie wiem do końca, jednak ta wizja chodzi mi czasem po głowie – jak patrze na to co się dzieje na świecie. Dlatego idę głosić ewangelię, bo chciałbym by jak najwięcej z ludzi ją mogło pojąć dopóki jest w […]

Plan Szatana – Czy o takim planie mówi biblia, prorocy i znaki na niebie i ziemi? Nie wiem do końca, jednak ta wizja chodzi mi czasem po głowie – jak patrze na to co się dzieje na świecie. Dlatego idę głosić ewangelię, bo chciałbym by jak najwięcej z ludzi ją mogło pojąć dopóki jest w stanie ją pojąć… Żyjemy w czasie w którym polaryzacja między światem dzieci Boga – życiem, a światem Dzieci Szatana, rządzonym pragnieniem śmierci – oddzieleniem od Boga, zwiększa się.

Polaryzacja ta zwiększa się z dnia na dzień, na twarz Mojżesza, który zbliżył się do Boga reszta, nie była w stanie spojrzeć – musiał się zasłaniać chustą, by móc przebywać z ludźmi. Kiedy przyjdzie czas, gdy twarze wybranych dzieci Bożych w Chrystusie, zaczną tak samo promieniować, że nie będzie dało się ich oglądać nie wiem, ale zapewne prędzej czy później się to stanie. Nie wiem czy będzie to akurat chusta, proroctwa biblijne mówią o czymś w rodzaju muru wokoło Nowego Jerusalem, w końcu Mojżesz był jeden, chrześcijan jest więcej. Głosząc ewangelię doświadczam jednego… ludzie nie chcą słyszeć dobrej nowiny… jest ona na tyle trudna, że często jest traktowana jako jedna z najgorszych nowin. Może to problem w metodzie głoszenia? – też zakładam że tak może być. Uczę się 🙂

Plan szatana… Przed potopem wybrał strategię jasnego bytowania z człowiekiem jasnej współpracy przebywania swoich sług między ludźmi i obcowania z nimi. Jedynie Noe był w stanie jeszcze usłyszeć wołanie Boga, tylko on wraz z żoną był w stanie jeszcze jakoś ogarnąć sytuację i panować nad grzechem, na tyle by doskonała miłość mogła mu zdradzić co się dzieje na ziemi, jak i to jak się od tego uratować. Bóg zapewne mówił do każdego, nie wszyscy jednak się niego zbliżali. Reszta stworzenia ludzkiego spółkowała od jakiegoś czasu ze sługami szatana…

Dziś w rzeczywistości po potopie, szatan obrał trochę inny plan, tamten nie wyszedł, przetrwał jeden czuły na jawne objawienie sług szatana Noe z Żoną i jego geny w nas. Tym razem szatan i jego służby ukrywają się, zwodząc nas coraz to nowymi zabiegami, religiami, naukami, rządami politycznymi i tym podobnymi sposobami na pokazanie że Boga nie ma. Światem rządzi człowiek, bunt, wojny, pieniądz, choroby – epidemie, śmierć, czarnoksięstwo, nauka, biologia, ewolucja, energia odwieczna, genetyka, społeczność, fizyka, psychika ludzka, choroby psychiczne, spiski  światowe, technologie inne tym podobne byty. Wystarczy prześledzić historię, by ogarnąć co i jak się dzieje, co szatan robił poprzez lata. Wszystko po to by zakamuflować swoje działanie. Jednak  jak którakolwiek z tych koncepcji sensu istnienia – dochodzi do się sedna i tak okazuje się, że jednak Bóg – jako odwieczna miłość to musiał wszystko stworzyć… Szatan podsuwa wtedy kolejny byt sensu istnienia – rozmydla rzeczywistość. Problem jedynie w tym, że ten kolejny pomysł na sens życia i tak w końcu dowiedzie, że u podstawy wszystkiego jest Bóg – miłość, potrzebny jest wtedy kolejny byt.. Ale czasu coraz mniej i zasób wymysłów powoli się kończy. Przyjdzie czas gdy będzie się musiał w końcu objawić aby ludzie go przyjęli, ale jak to zrobić?

Z pomocą przyjdą jakieś nowe stworzenia – nie nazwane wprost szatanem, dawniej już szatan robił próby dość udane, do tej pory w kulturach istnieją legendy o potworach i tym podobnych dziwactwach… jednak wzbudzają one odrazę i nie mają jak być przyjęte przez cały świat. Trzeba wymyślić byt doskonały, byt do którego ludzkość w większości jako całość mogłaby dążyć, trzeba przygotować psychikę ludzką w każdej kulturze na swój sposób na objawienie się tych bytów. Nie może być żadnego podejrzenia, że ten byt to szatan…. Geny Noego nadal są żywe, jeśli szatan się ujawni, prawda o Bogu też okaże się prawdziwa – trzeba je oszukać. Najlepiej by było nawet gdyby te byt wręcz zastępował pamięć o Bogu. Psychika ludzka dąży do doskonałości, technologia w wyobraźni jest bytem prawie, że doskonałym, nie ma jednak ona osobowości… hmm jak to ogarnąć?

Nie wiem jakie szatan rozwiązanie ostateczne wybierze, ale podsycanie ludzkości doskonałym bytem z kosmosu, doskonałym bytem odwiecznej cywilizacji kosmicznej, technologiami UFO, wydaje się nad wyraz planem diabelskim i możliwym do zaakceptowania przez ludzkość nie narodzoną z Jezusa, Syna Boga Żywego.

Mamy już pewną próbę wprowadzenia tego diabelskiego planu w postaci scjentyzmu, który mówi że jesteśmy skażeni kosmicznym odwiecznym bytem…. Nie jest to jednak doskonałe… To było skażenie. Szatan potrzebuje, aby człowiek uznał go za wybawienie, trzeba ludzkość doprowadzić do skraju upadku, ale nie do ostatecznej wojny – bo wtedy ludzie wołają do Boga. To musi być ostateczny psychiczny upadek, strach przed wszystkim – mają szukać śmierci, a nie umierać – pokarmem dla szatana jest proch żywych chcących śmierci istot. Martwi są już jedynie zdobytym trofeum, ale tego ciągle mało….

Wraz z decyzją uznania szatana za zbawiciela, przyjdą opisywane w biblii katastrofy.. muszą przyjść, gdyż w sercach ludzi będzie coraz mniej miłości, coraz mniej życia… wzdychająca za objawieniem się Dzieci Bożych natura będzie to samo objawiać, będzie wzdychać mocniej (wyobraź sobie wzdychajacą ziemię?). Będzie się buntować… ktoś jakiś Joel,wspominał o trzęsieniach i kłębach dymu… już wkrótce…

Świat obecnie dywersyfikuje się, ludzie Boga są stopniowo oddzielani. Nowo narodzeni chrześcijanie nie zaakceptują nowego planu szatańsko – technologiczno-kosmicznego czy też genetycznego zbawienia, w nich żyje Chrystus. Realność sił diabelskich, nie jest widoczna nawet dla wielu chrześcijan… tak bardzo się skrywa…. Jak ostateczne objawienie się antychrysta będzie fizycznie wyglądało nie wiem – to powyżej to tylko wnioski z obserwacji… ale proroctwa mówią dość jasno jak się to duchowo objawi.

Czy to będzie ufo czy cokolwiek innego, kto wie może jakaś wyparta część człowieka, antychryst w końcu się w pełni objawi… Nowe Jerusalem też zstąpi 🙂 cieszmy się więc, że są w nim dla nas mieszkania, a jest ich wiele. Zapraszajmy więc przechodniów… czy też kogokolwiek kto się napatoczy, kogokolwiek kto, chce przyjść na ucztę ze zbawicielem Jezusem Chrystusem i Bogiem!

Ciekawe rozkminki na temat tych kolesi znajdziesz też tutaj:

UFO: dobrzy czy źli, upadli aniołowie czy demony – CK Quarterman

No i bajka na dobranoc.. o biednym … słodkim prześladowanym demonie, Unicef naprawdę ma na co wydawać pieniądze:

A teraz tak na poważnie o traumach i szatanie…

Wracając jednak na ziemię kim jest ten szatan? Czy to naprawdę Istniejący jakiś Anioł co spadał kiedyś tam z nieba? Wiele wzmianek o tym w biblii wbrew pozorom nie ma… nawet natura powstawania teorii o szatanie jest dość interesująca, najpierw był to po prostu przeciwnik, a dopiero jakoś z niewolą babilońską, po zarażeniu się zaratustrianizmem Izraelici stwierdzili, że jest to osobny byt. Kim On jest do końca tego nie wiem kimkolwiek, czymkolwiek jest ma być pokonany, Jezus rozświetlił ciemność i to rozświetlenie ciemności mamy głosić.

Bibliści nie do końca umieli sobie z tym fantem poradzić, tłumaczenia się pojawiają że Izraelici wszystko przypisywali Bogu.. i Szatan jeśli istniał też był stworzeniem od boga, bo Bóg o wszystkim i tak wiedział itd.

Wśród chrześcijan spotkałem się z wieloma teoriami, jak i też z wieloma obserwacjami… generalnie mimo, że Bóg nam nie dał Ducha strachu – jest jakiś ogromny strach przed uwierzeniem, że szatan to zaprzeczony wytwór naszego Ego – coś w rodzaju schizofrenii wewnętrznej. Znacznie łatwiej jest uwierzyć w coś to co jest na zewnątrz, uwierzyć w  jakąś eksternalizację – chrześcijańskie teorie mówią że szatan i demony to jakieś duchy przedAdamowe itd.

Problem polega na tym, że wielu chrześcijan widząc dzieła diabelskie i dzieła szatana – chroni się w ten sposób przed okazywaniem miłości, przed tym do czego zostali wyzwoleni przez Jezusa (A  po tym poznać chrześcijan że miłość wzajemną mają…). Łatwiej o kimś powiedzieć, że jest od szatana i go odgonić, niż zobaczyć ‘belkę w swoim oku’ i okazać komuś miłość, ale i to się w dzisiejszych czasach na szczęście zmienia. Nie twierdzę, że nie istnieją demoniczne istoty… ale też zastanawiam się skąd i czym one tak naprawdę są… Skoro Bóg ma aniołów… a My jesteśmy na jego podobieństwo, to nie mamy jakiegoś choćby anioła stróża? Może te demony to nic innego jak stwarzane, czy też przeistaczane przez nas, przez społeczności osobowości duchowe?

Samo określenie szatana jako osobnej istoty, w starym testamencie wyraźnie widać powstało po lub w trakcie niewoli babilońskiej, czyli o okresie ogromnej traumy, wcześniej to słowo oznaczało przeciwnika. Dziś osoby ze schizofrenią czy też innymi chorobami co ‘twierdzą’ że do nich bezpośrednio taki stworek mówi, to też historie traum… to wszystko jest bardzo zastanawiające.

Jezus mówił że aby wejść do Królestwa Bożego mamy być jak dzieci.. dzieci wielu traum w życiu nie przeżyły, w zasadzie są przed nimi. Wspominanie traum jest bardzo, ale to bardzo trudne, najlepiej je wyprzeć.. i zapomnieć… problem jedynie taki, że wyparte traumy powracają w snach, w patologiach, chorobach i innych. stąd rozwój psychonanalizy, która nie jest niczym innym jak stwarzaniem atmosfery pełnej zaufania aby można było dojść do traum je zaakceptować przeżyć, uwolnić się z nich, to działa lecz nie chroni przed przyszłymi traumami…. Każda trauma to przede wszystkim strach przed przeszłością własną, przeżycia były tak straszne, że wręcz kojarzone ze śmiercią – czymkolwiek te przeżycia by nie były Jezus je przeżył wie o wszystkich i nadal nas kocha, jest tu najlepszym terapeutą, a jego uczniowie powinni być tak jak On. Może to jest droga, jaką Jezus zwyciężył szatana? Dojść do swoich traum wpuścić do nich Jezusa i poczuć mimo wszystko akceptację od niego… tak mniej więcej wygląda nawrócenie, czasem połączone z czymś co ja nazywam terapią chrześcijańską, po której myśli o ‘podszeptującym’ szatanie szybko zanikają…

Skąd więc podejrzenia że Ufo to demon jako wyparta część strachu?

Teorie o Ufo powstały w naszym wieku.. w wieku w którym największym strachem żołnierzy na froncie nie był Hitler, ani też Stalin… Najgorszym strachem na żołnieza na froncie  wojnie był człowiek z masce tlenowej… Pojawienie się zielonego bądź szarego ludzika w masce tlenowej oznaczało tylko jedno – niewidzialna śmierć w powietrzu (swoją droga demony i anioły żyją właśnie w teorii w powietrzu..)…  Wyobraź sobie niewidzialną śmierć w powietrzu? Ludzie wracali z takich wojen i opowiadali o tych strachach…

Wyganiając jednak demony.. często na przestrzeni historii przedstawiały się one… jako Legion – gdy zagrożeniem dla miasta były Legiony rzymskie (no i jak człowiek znał tą historię)… jako Hitler, Stalin czy też inny tyran.. nie słyszałem jednak by ktoś wyganiał demona o nazwie ‘cyklon-B’, czy też demona o nazwie ‘gaz musztardowy’. A wedle wszelakich przewidywań powinniśmy takiego wyganiać, ten demon jednak był bezoosbowy i nie wiadomo jak go nazwać.

Pojawiły się jednak teorie o nawiedzeniach zielonych i szarych ludzików zadziwiająco przypominających żołnierzy w maskach gazowych (pierwsze ufoludki to szare, lub zielone człekokształtne postacie z wielkimi oczyma.. czyli dokładnie jak żołnierz niosący śmierć z oddechu, czemu pierwsze wyobrażenia o ufoludkach nie były różowe?)… Pojawienie się takich postaci w pozytywnym tajemniczym wydźwięku, skutecznie może leczyć traumy wojenne przekazywane w opowieściach i w nieświadomości. W końcu okropny wizerunek wszechobecnej śmierci z powietrza, z oddechu zostaje zastąpiony wizerunkiem technologicznego ratunku dla świata, też ma wielkie oczy i człekopodobny kształt… kolor podobny.. jednak jest ratunkiem… Czasem też zagrożeniem… ale to zagrożenie przeżywane globalnie jako cały świat, nie jest już tak bardzo traumatyczne dla jednostki.

Skąd demony znają inne języki i znają co w psychice siedzi?

O tym skąd znają co w psychice siedzi to długo się nie będę opisywał, bardzo trudno ukryć swoje wady i bardzo łatwo je wypatrzeć dla wprawionego osobnika… bardzo łatwo też demon może takiego egzorcyste ‘psychicznie rozebrać’, wystarczy trochę wprawy i obserwcaji. Inna kwestia skąd demony znają inne języki… to już bym się doszukiwał tego co siedzi w pomieszaniu języków po rozpadnięciu się wieży babel, jak i w to do czego nam teoretycznie nie używana część mózgu? Na co tą część używamy jak nie do rozwoju ‘demonicznych’ myśli i konstrukcji? Jest wiele przypadków ludzi z jakimiś w zasadzie nadludzkimi zdolnościami spowodowanymi jakimiś niedowładami czy też nietypowym rozwojem mózgu… nie ma powodu by temu zaprzeczać… że ta cześć mózgu do czegoś służy. Kto wie czy nie po prostu do odczytywania rzeczywistości duchowej, jednak ze względu na to że rzeczywistość ta jest taka straszna lepiej tej części nie używać lub tez użyć ją do wypierania tego co prawdziwe.

Nie wiem co takiego w chrześcijanach siedzi.. niby nie mają Ducha strachu, a boją się myśleć… gdzie nie pójdziesz do zboru.. kościoła.. czy gdziekolwiek w zasadzie to Ci mówią żebyś przypadkiem nie myślał… Coprawda ostatnio usłyszałem iskierkę nadziei w kazaniach okrzykniętego ‘zwodzicielem’ Cerońskiego – pozwolił myśleć – nawet nie wiecie jak się ucieszyłem, wierzący lider który pozwolił myśleć, chwała Bogu za takie osoby (strasznie to brzmi, ale w środowisku chrześcijańskim myślenie nie jest dobrze widziane…). Powyższy tekst sugerujący jakoby szatan to nie zewnętrzny twór, a coś w rodzaju schizofrenii, jest bardzo zagrażający dla wielu religii chrześcijańskich, zwłaszcza dla tych którzy swoje owieczki trzymają nie miłością, a strachem… przed piekłem…. Teorie jakoby szatan dziś się ukrywał pod wieloma chorobami i tym podobnymi są bardzo rozpowszechnione wśród chrześcijan… tymczasem każdy kto taką teorię wprowadza ‘nosi’ coś pod skórą, że na rękę mu taka teoria by wierzyć we wszechobecność sił demonicznych. Nie mówił jednak Jezus, że jego owieczki poznasz po tym że będą bały się piekła czy też szatana! A poznasz uczniów jego po miłości wzajemnej!

W każdym razie nie ważne czy szatan i demony to prawdziwe istoty, czy też tworzone przez nas istoty duchowe prawda jest jednak taka, że jakkolwiek by tego nie uznawać, jakkolwiek by tego nie pojąć zostały one zwyciężone na krzyżu i obecnie nie mają prawa działać. Świat to wielki szpital psychiatryczny problem jedynie taki że powód powstania traumy nie ma podstawy istnieć. Tymczasem wydaje się że chrześcijanie powołani do objawienia światu tego zwycięstwa zajmują się rozprzestrzenianiem choroby…. Dzień sądny zapowiadany w biblii jako dzień straszny ma być dniem pięknym. Ma być dniem kiedy okaże się, że wszystko co złego na ziemii było to nasze wybory, a chwała ma być oddana Bogu za to że nas od tego uwolnił. To jak piękny jest świat dowiemy się jak w końcu religie chrześcijańskie zrzucą kajdany Jezusowi i w końcu uwolnią Chrystusa, głosząc Królestwo Boże. Tymczasem… no cóż 🙂 Ewangelia jest tak dobrą nowiną, że wręcz posyła sie ludzi do piekła ją głosząc, bo sami głoszący nie wieżą że ta nowina jest aż tak dobra.

Inna sprawa to taka, że zapowiadane dni sądne, dni w których ludzie będą poznawać że to ‘w nich wszystko siedzi’ mogą być skrócone i o to się mamy modlić. Tak jak Jezus był związany prawem i proroctwami na swoje życie, i nawet umierając na krzyżu musiał prosić o ocet, bo tak było przepowiedziane w psalmach, tak uwolnił nas od konieczności by to wszystko miało się spełnić. Módlmy się więc, aby zostały te dni skrócone… nie wypadły w zimę itd. tak jak mówił Jezus.

Thu, 14 Sep 2017 10:03:35 +0000


» Serce Adama i Ewy – czyli co pierwsi ludzie przekazali swoim dzieciom i jak? – psychoanaliza – analiza duszy

Wejdźmy w skórę Ewy, jak to jest zobaczyć swoją pierwszą córkę, wiedząc że będzie ładniejsza ode mnie? Jak to jest wiedząc, że nie jestem już jedyną kobietą na ziemi? Nie będę już najpiękniejsza? Będzie inna piękniejsza ode mnie? Jak to jest zobaczyć dorastającą córkę wiedząc, że Adam będzie się nią teraz opiekował i będzie zwracała […]

Wejdźmy w skórę Ewy, jak to jest zobaczyć swoją pierwszą córkę, wiedząc że będzie ładniejsza ode mnie? Jak to jest wiedząc, że nie jestem już jedyną kobietą na ziemi? Nie będę już najpiękniejsza? Będzie inna piękniejsza ode mnie? Jak to jest zobaczyć dorastającą córkę wiedząc, że Adam będzie się nią teraz opiekował i będzie zwracała jego uwagę bardziej niż ja?

Wejdźmy też w skórę Adama… jak to jest zobaczyć pierwszego syna, który prędzej czy później będzie ode mnie silniejszy? – ja nie będę już najsilniejszy! Jak to jest zobaczyć – zaakceptować syna, z którym teraz będę konkurował o czas swojej żony… Czy Ewa będzie teraz ze mną spędzała tyle czasu ile przed pojawieniem się dzieci? Czy dzieci zabiorą mi żonę?

Czy jesteśmy zazdrośni o swoje dzieci? Jak to jest zobaczyć swoje dzieci wiedząc że prędzej czy później nas już nie będzie na ziemi, a będzie tylko nasze potomstwo? Z jednej strony wielka nadzieja… z drugiej ogrom smutku. Ale żadnej z tych myśli by nie było.. gdyby nie było śmierci na ziemi… Poniżej pewna próba rozważań… która mogła toczyć się w świadomości lub też w nieświadomości naszych pierwszych ludzkich przodków. Przodków którzy zdecydowali się na wybór śmierci, zdecydowali się na poznanie zła, którego doskonała miłość – Bóg Jedyny Stworzyciel nie zna.

Religijny człowiek poniższym tekstem może być bardzo oburzony… wydawać by się mogło, że przekręcam tu tzw. pismo. Nie przekręcam go, lecz opisuje co ono duchowo oznacza – może oznaczać – to cały czas rozważania. Inna sprawa to taka, że tłumaczenie biblii z języków oryginalnych na język polski zmienia czasem, a nawet dosyć często diametralnie znaczenie, wiele razy jak mi jakiś fragment nie pasował, okazywało się że w oryginale znacznie tego fragmentu można przetłumaczyć, zrozumieć na kilka sposobów. Wychodzi generalnie na to że biblie w wielu fragmentach trzeba rozumieć zbawionym sercem, nie zawsze słowami. Bóg moim życiem jakoś dziwnie kieruje, że daje mi zrozumienie wielu rzeczy, czytając te historie biblijne często kończę płaczem, mam w zasadzie w dużej mierze wrażenie że je przeżywałem w swoim obecnym życiu, coś na ich podobieństwo… chwała Bogu za to, że tak zaplanował moje życie bym mógł sercem przeżywać to co tam opisane! Twoje życie też zapewne tam jest… jednak tylko Duch Święty może Ci to objawić! Jeszcze tego do końca nie rozumiem, ale się staram to jakoś pojąć. W każdym razie może się wydawać, że gdzieniegdzie twierdzę, że Bóg nie powiedział tego co napisane, nie twierdze tak, twierdzę natomiast co innego. Teza moja jest taka, że obecność Boża, nie chce i nie jest w stanie z miłości, przeskoczyć pewnego pułapu w nas, bo oddaje nam tą decyzję na ile chcemy tą obecność Bożą wpuścić do własnych serc. Zbliżająca się obecność Boża, zawsze mówi to co mamy w sercach i dlatego zdarzało się, że obecność dosyć często dosłownie zabijała, ale to nie ta obecność zabijała, zabijało to co w sercu dany człowiek nosił. Kapłani Izraelscy do miejsca bożej obecności wchodzili przywiązani sznurkiem by na wszelki wypadek można było ich ciała wyciągnąć. Jedyną drogą, aby tą obecność w pełni czysto odczytać, jest przyjęcie zbawienia – w starym testamencie mogli to ludzie czynić na konto przyszłego zbawiciela – żyli nadzieją zbawienia, wyznawali grzechy, składali ofiary i czynili inne rytuały – były to zapowiedzi zbawienia. W Nowym Testamencie czynimy to na konto tego co wykonało się na krzyżu (ew. J 19,4).  Nie przyjęcie zbawienia w pełni, często przekręca słowa wypowiadane jako słowa od Boga, i wypowiada słowa wywodzące się z serca, prorocy często byli ganieni za mówienie wymysłów własnych serc! A jak wiemy . Jezus miał w sercu tylko miłość, mógł więc znać pełną wolę Boga. Bóg jednak ma swoje sposoby na proroków, którzy nie potrafią ukoić swoich serc, ludzie wymawiając  wolę Boga, czasem byli/są wręcz w stanie ‘upicia się’ Duchem Świętym, wszystko po to, aby słowa Boga mogły się przez nich przebijać, w czystszej postaci, ich ciała są być ‘upite’. Bóg chce się do nas zbliżyć i przemawiać do nas i przez nas, jednak z miłości do nas, może to uczynić na tyle na ile nasze serca mają w sobie tylko miłość, a to w najczystszej postaci jest możliwe tylko przez rany i krew Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Wszystko inne może wydawać nam się głosem Boga, jednak jest niczym innym jak głosem naszych serc.

Możemy np. w jakiejś sprawie być święcie przekonani, że to Bóg do nas przemawia, i nawet możemy mieć potwierdzenia od całej społeczności ludzkiej nas otaczającej, że tak jest, bo mogą słyszeć to samo… Problem jedynie w tym, że jeśli cała społeczność w sercu będzie nosić to samo, będzie żyła tym samym patologicznym zachowaniem, to co uznamy za głos Boga, w całej tej społeczności będzie patologiczne. Przychodząc do Boga pod łaską, przez Jezusa Chrystusa, możemy poznawać wolę Boga, niejako ‘skokiem wiary’, nie tyle starając zasłużyć na spotkanie z Bogiem – naszą prawdziwą naturą miłością –  co akceptując pełną łaskę wybaczenia.

Wygnanie – trauma odrzucenia

Boimy się śmierci! Jest to ostateczne oddzielenie od Boga… jedyny ratunek by przeżyć, to przeżyć jakoś w pamięci naszego potomstwa, musimy jakoś tak wychować nasze potomstwo by nas dobrze wspominało… naśladowało nasze czyny. Ot odkrycie…! – przekażemy mu naszą traumę odrzucenia, rzecz jasna nie świadomie, bo chcemy jak najlepiej dla dzieci, ale przekażemy zachowaniem. Jakoś tak wychowamy nasze potomstwo by było naszym intelektualnym i emocjonalnym przedłużeniem, damy upust własnemu egoizmowi przez nasze potomstwo. Niby umieramy… niby oddalamy się od Boga, ale poradzimy sobie inaczej, poradzimy sobie jakąś ewolucją ludzkości i pokażemy Bogu, że sami jesteśmy jak Bóg, co prawda nie operujemy jedynie w miłości, ale potrafimy sobie poradzić bez niej.

Niestety jak wiemy ‘ewolucja’ jako duchowy pomysł pierwotnych ludzi na przeżycie bez miłości, jako duchowy pomysł na wychowanie potomstwa jako lepszych od siebie, stała się czymś w rodzaju dewolucji… Potomstwo zamiast żyć dłużej, żyło coraz krócej, ilość gatunków stworzeń zamiast się zwiększać, albo przynajmniej być stałą,  zmniejsza się… podobnie też z jakością stworzenia… Coraz to nowe religie, pomysły na naprawianie świata stały się coraz większymi sidłami… Cała rzeczywistość nas otaczająca nam o trąbi i przekonuje nas o tym co w sercach nosimy, jednak wciąż temu jako ludzkość zaprzeczamy. Nie potrafimy choćby wyprodukować produktów, który by nie tracił na jakość z biegiem lat – idź do sklepu sprawdź- czy coś smakuje tak ‘jak dawniej’, to nic innego jak obraz naszych serc, przeradzający się na rzeczywistość. Coraz bardziej wyjałowiona ziemia, strategia pogarszania produktu tzw. spisek żarówkowy, to nadal to samo ‘przekleństwo’, harówki w pocie czoła, dane Adamowi! Nasze duchowe postawy mają też wpływ na rzeczywistość całego stworzenia, nie tylko na to co tworzymy rękoma, ale na wszystko włącznie np. z pogodą (patrz potop). Jakie są te nasze duchowe postawy?

Jako genetyczny  i duchowy Adam i Ewa mamy dylemat czy opowiedzieć wszystko naszemu potomstwu… co i jak? Opowiedzieć o tym, że kiedyś w raju było cudownie i że wszystko zepsuliśmy naszymi decyzjami? Powiedzieć im  że to, że śmierć istnieje na ziemi to nasza decyzja oddalenia się od Boga? Jak te dzieciaki na to zareagują? Czy nie będą na nas wściekłe? Wszystko co złego ich spotkało to decyzje nasze…? A potem ich… bo przejęli je w wychowaniu, w sercu po nas.. Czy te dzieciaki będą nam umiały wybaczyć? My byśmy byli na nich wściekli, wszystkie nasze strachy, stresy jak i to co najgorsze z powodu jakiejś decyzji  i to jeszcze nie naszej… tylko naszych rodziców. Ale zaraz… czy na naszym miejscu nasze dzieci nie zachowywałyby się podobnie, przecież nawet jak zrobimy wszystko by nie powtórzyć naszych błędów, to właśnie wtedy je popełnią, co jest nie tak? To napewno z tą miłością jest coś nie tak, to napewno z tym Bogiem jest coś nie tak – czym… kim on jest? Czy ktoś jest w stanie pojąć miłość -życie wieczne, które poza miłością jest tylko miłością, miłość która daje wybór w postaci możliwości oddalania się od miłości, odłączenia od niej? Jak pojąć takiego Boga, z nim jest coś nie tak? Jedząc zakazany owoc mieliśmy być jak Bóg, staliśmy się jednak zupełnie odmienni, staliśmy się krwiożerczymi stworzeniami! – nie pojmujemy już Boga, musimy zakładać szaty (listki figowe, skóry, aż do szaty doskonałej) by się z nim spotkać, bo nie rozumiemy że on może nie znać niczego poza miłością. On przecież musi znać zło skoro my je znamy! To jest nie do pojęcia że on nie zna zła, on je musi znać tylko tak doskonale je ukrywa, i doskonale spiskuje przeciwko nam.

Już wcześniej mieliśmy problem z przyznaniem się do winy… Ewa zwaliła winę na szatana… Adam zwalił winę na Boga co stworzył Ewę… Czy teraz przed dziećmi przyznamy się do winy? Nie jesteśmy w stanie utaimy ją… przecież jak się przyznamy przed naszym potomstwem oni nas odrzucą… Wtedy zginiemy już na zawsze, nie przetrwamy nawet w ich pamięci, w najlepszym razie nas wygnają. A kto wie może nam wybaczą, a my byśmy wybaczyli na ich miejscu… czy może szukalibyśmy winnego… Jak zjedliśmy zakazany owoc.. szukaliśmy winnego nikt z nas nie chciał się przyznać… Ewa zwaliła na węża, Adam wybrał by zwalić winę na Boga, jest w tym jakiś sens, w końcu to on wszystko stworzył. Nie ważne że to wszystko co stworzył było dobre, a teraz nie wszystko jest dobre za nasza sprawą, ale jednak to on stworzył. Więc to może on jest winny?

Z Bogiem mamy problem… ciągle przychodzi, ciągle odwiedza świat. Ciągle szuka człowieka… ciągle chce z człowiekiem przebywać, cieszyć i radować się z nim. Lepiej też by dzieci nie zbliżały się aż nadto do Boga, by Bóg im prawdy nie powiedział, on przecież wszystko wie, zna wszystkie nasze uczynki… Będziemy im od małego wpajać strach przed Bogiem… co złego to Bóg. Przecież to jego wina… on rzuca te przekleństwa… z jego powodu to wszystko. Jak tak wyjaśnimy naszemu potomstwu będziemy mogli żyć w spokoju, nic nie wyjdzie na jaw. Skoro zło istnieje na ziemi, to ktoś musi być ten zły, napewno nie my. Damy tą łatkę Bogu, szatanowi wszystko jedno wymyśli się jeszcze jakieś inne bóstwa, powody wyjaśnienia, byle nie była to nasza łatka, i byle potomstwo nie dowiedziało się prawdy. W głębi duszy pragniemy by potomstwo poznało pełną prawdę, ale ta prawda jest tak ciężka że nie wiemy co będzie dalej… czy przeżyjemy to wyznanie… prawdy? To wszystko doprowadzi do tego że jak się Bóg pojawi, to już prawie nikt go nie rozpozna, oby się prędko nie pojawił… ale on przyjdzie to będzie dzień straszny.. Wyjdą na jaw wszystkie nasze przewinienia.. Straszny będzie to dzień sądu!

Nie zauważyliśmy tylko, że utajona wina wychodzi na jaw w czynach, zachowaniach i utracie stabilności emocjonalnej ciała, ciała żyją coraz krócej.. Coraz częściej chorują… z całego  stworzenia uchodzi życie, całe stworzenie ulega dewolucji z wielkich dinozaurów do maleńkich strachliwych jaszczurek… Jezus mówił, że już w sercach grzeszymy… ale temu zaprzeczamy. Jeśli w sercach grzeszymy to konsekwencje tych grzechów też gdzieś zatem muszą się objawiać… Przyznanie się do winy jest tak trudne, że nie jesteśmy w stanie tego uczynić. Nawet jak się już przyznamy jak dzieciaki będą duże… to i tak nic nie da, nie przywróci im życia wiecznego… traumę i tak przekazaliśmy im w genach… i tak umrą…Jest jednak plan, ten Bóg jak podeszliśmy do niego w listkach figowych, dał nam z jakiegoś dziwnego powodu skórę? O co mu chodzi? Może nie odrzucił nas tak na zawsze? Może jednak nadal z nami chce rozmawiać? Hmm… kto to pojmie? Kto się zbliży do Boga i pozna choć trochę prawdy  jego planów? Czy jest jakiś ratunek na oddalanie się od Boga?

Przekleństwa na świat rzucone przy wygnaniu z raju…

Mężczyzna będzie w znoju pracował… kobieta będzie w bólach rodziła, będzie wzdychała do męża.. Dlaczego? Skąd takie przekleństwa na świecie istnieją? Napewno nie z naszej winy… przecież to Boga wina, to przecież Boga przekleństwa… pojawiły się tuż po wygnaniu z raju, odrzucenia do życia wiecznego. Ale czy miłość może przeklinać?

Ja mężczyzna – nie przyznam się do tego, że życie moje kierowane jest strachem przed śmiercią… nie przyznam się do tego że odrzuciłem doskonałą miłość, to napewno miłość mnie odrzuciła. Teraz żyjąc strachem że umrę muszę gromadzić więcej i więcej, więcej pożywienia i innych rzeczy dających mi przeżycie. Zapomniałem tylko dodać, że nie wiem kiedy skończyć gromadzić? Kiedy będzie zaspokojone moje gromadzenie? Hmm… mam już swój spichlerz pełen.. Mam już swój brzuch pełen… ale jak to się dzieje, że są mężczyźni co mają po 2 spichlerze… może oni czują się bezpieczniej niż ja? Hmm…może ja powinienem mieć 3 spichlerze.. Albo nie od razu zapełnię 5 spichlerzy z jedzeniem, będę miał wtedy najwięcej i nie będę już tak się bał śmierci. A nawet jak się przyznam do swojej słabości przewartościowuje to jakoś, uznam że gromadzenie dóbr to sposób na chwałę… Muszę rywalizować, wygrywać! Cały czas mam wrażenie, że mam za mało, cały czas muszę mieć więcej zasobów, władzy i innych tym podobnych…

Ale jak to zrobić…  przecież mam tylko siebie do takiego gromadzenia.. Hmm… mam przecież żonę będziemy razem gromadzić, będę miał dzieci i one też pomogą mi gromadzić. Ale z żoną też będzie problem… nie mam jak się do niej tak do końca jak zbliżyć… będę ją po cichu gdzieniegdzie odrzucał bo jak się z nią tak do końca naprawdę zbliżę, to będę się z nią musiał podzielić wszystkim co mam tak na stałe…. Nie wiem czy wtedy tych spichlerzy dla mnie starczy. Napewno muszę na wszelki wypadek być od niej silniejszy i  ją dominować, będę ją też trzymał na dystans.Nie mogę okazać słabości, bo umrę… przyjdą do mnie moje strachy przed śmiercią. I to ja muszę wszystkimi zasobami zarządzać, będę jej robił prezenty, ale nigdy nie dam całości swoich zasobów, bo muszę się czuć bezpiecznie- to jest najważniejsze.

Ja kobieta….- nie przyznam się do tego, że życie moje kierowane jest strachem przed śmiercią…  nie przyznam się do tego, że wyborem odrzuciłam doskonałą miłość, to napewno miłość mnie odrzuciła.  Zostałam oddzielona od ciała gdzie byłam jednością z mężczyzną, zaraz potem też  przyszła śmierć, oddzielenie od Boga, odrzuciłam go. Przecież na początku z mężczyzną byliśmy jedno, wtedy żyliśmy wiecznie… byliśmy tez jedno z Bogiem było cudownie. Teraz jestem w pamięci genów oddzielana najpierw od mężczyzny, potem od życia wiecznego teraz od matki rodząc się, ale matka jak tylko dojrzewam… mnie teraz nie chcę to boli, moje ciało mi ciągle o tym bólu oddzielenia przypomina… Czemu rodzice mnie odrzucają i wysyłają do mężczyzny… A ten młody mężczyzna, on mnie chce… jest cudownie –  na tym świecie ktoś kto mnie chce, chce się ze mną zjednoczyć, ale co to? I chce i nie chce – nie rozumiem? Pragnę być z nim jedno, a jednak on jakby nie do końca, czemu on nie ma tego pragnienia. Daje mi jakieś prezenty, bo boi się do mnie zbliżyć. Muszę być dla niego bardziej atrakcyjna, wtedy będzie pragnął być ze mną dłużej, muszę być dla niego tą jedyną, tą najlepszą, inne kobiety są dla mnie zagrożeniem, obym to ja była tą jedyną dla tego mężczyzny. Być przy mężczyźnie to jedyne miejsce gdzie nie jestem odrzucana, być blisko niego. Nie jest to coprawda jedność z Bogiem, której pragne, ale jest to miejsce jakkolwiek choć przez momenty w życiu osiągalne. Mogę też dawać życie, nosząc dziecko w sobie jestem z nim jednością! Ale poród boli… poród boli bo to znowu ta sama trauma oddzielenia… przy każdym porodzie muszę tą traumę oddzielenia od Boga znowu przeżywać…

Pojawiły się dzieci… najpierw są one w brzuchu kobiety… są one dla niej błogosławieństwem jak i zagrożeniem. Jak się urodzą, mąż już nie będzie w 100% nią zainteresowany, będzie miał też dzieci, nimi też będzie się interesował. Urodzenie dzieci to strata z nimi jedności jak i jakaś strata męża… to naprawdę boli – znowu oddzielenie, już nie będzie z nim jednością, są też dzieci.  Będzie musiała podzielić się mężem z dziećmi… ten mąż i tak ucieka ode mnie i tak jest go mało, a teraz jeszcze dzieci – to boli… rodzenie potomstwa boli, poród odbywa się w bólach. O ile to możliwe to ona będzie się opiekować dziećmi i kłaść je spać, aby móc spędzać wymarzony czas jedności z mężem musi zmniejszyć zainteresowanie męża dziećmi, zresztą jemu to odpowiada, aby dzieciaki nie były dla niego zagrożeniem, musi je wychować jako ‘narzędzia’ do swoich celów ‘ustanowienia patriarchalnych zależności’. Gdzieś wewnętrznie kobieta chce mieć dzieci, z miłości z chęci dzielenia się życiem, w praktyce jednak poród jest bolesny – oddzielający, przywołujący genetyczne wspomnienie traumy. Jak to będzie córka… będzie ona w końcu ładniejsza od niej, trzeba ją szybko wydać z mąż by oddalić ją od męża, oddalić od domu – młodsza, silniejsza, ładniejsza. Dla Ojca córka też na niewiele się zda, nie ma tyle siły, nie umie tyle gromadzić co syn, ale można ją wykorzystać do rozszerzenia rodziny, rozszerzenia strefy bezpieczeństwa… Jak to będzie syn, niech idzie naśladować Ojca, taka mała kopia męża, jego z kolei mama będzie się bała wypuścić – czasem powstaje taki maminsynek, a tata będzie się go bał… dlatego jak tylko zacznie przybierać na sile to go emocjonalnie oddali znajdując mu żonę. Dzięki dzieciom i koligacjom rodzinnym możemy poszerzyć swoją rodzinę poszerzyć wpływy czuć się bezpieczniejsi

Aby być od tego schematu wolni, jak nie rodzić w Bólu, jak rodzić z miłości, jak nie gromadzić, jak nie konkurować… z pokolenia na pokolenie, jako ludzkość próbowaliśmy coraz to nowych metod nie udało się…. musimy mieć w ‘nienawiści te tradycje’, jak to jednak zrobić? – Bóg ma na to plan, to plan zbawienia! – to gdzieniegdzie prorokom, których próbowano zabić, Bóg objawiał po trochu… na tyle na ile ich serca były gotowe.

Śmierć – trauma odrzucenia przekazywana z pokolenia na pokolenie

Nie byłoby żadnego problemu gdyby nie śmierć, praktycznie wszystkie grzechy poza tym ,z powodu którego przyszła śmierć, spowodowane są właśnie nią  – śmiercią – czyli odrzuceniem, oddaleniem się od Boga. Nagle za przyczyną śmierci, oddalenia się od Boga – wszystkie zasoby stały się ograniczone, o wszystko trzeba walczyć, wszystko zdobywać…  nawet, a może zwłaszcza jest problem z czasem, który powoli zaczyna gonić pierwszych ludzi. Gdyby nie ograniczony czas – spowodowany śmiercią, żyć byłoby nam łatwiej… Skąd przyszła śmierć czym ona jest?

Czy to Bóg wygnał nas z raju? Czy to on przysłał śmierć? Czy to Bóg nas odrzuca? Czy to Bóg generuje traumę odrzucenia?

Jezus wyraźnie na pytanie, ‘pokaż nam Ojca, a to wystarczy’  (J 14, 8)- wskazał na siebie. Czytając nowotestamentowe pojmowanie Boga, wychodzi na to że to Bóg nas szuka, bardziej niż my jego… Ale Bóg jest przecież taki sam? Jak to więc możliwe, że nas odrzucał wcześniej, a teraz nas szuka, skoro jest taki sam?

Skoro jest taki sam, jak to jest że najpierw nas odrzucił, a teraz nas przyjął?

“Ktoś tu robić z Boga Schizofrenika” – zsyła na ludzi śmierć – odrzucenie, a teraz nagle zsyła na ziemię życie wieczne. I na dodatek mówi, że jest obrazem Ojca…?

Razu pewnego, słyszałem dość sensowne tłumaczenie, że z raju Bóg nas wygnał, by  zło na ziemi nie trwało wieczne. A w raju mogliby zjeść z drzewa życia wiecznego… i wiecznie mielibyśmy wojny itd. Wytłumaczenie takie jest bardzo zaspokajające.. Jednak nie do końca mnie satysfakcjonowało, bo to jednak by wyszło na to że to Bóg – miłość (ten sam z listu do Koryntian 1 Kor 13), jakimś cudem nas odrzucił, zsyłając śmierć…

Dręczyły mnie historie Henocha i Eliasza… Jeden chodził z Bogiem, aż do nieba zaszedł, drugi też był na tyle blisko, że nie umarł, poleciał taksówką do nieba. Co jest grane?  Niby weszli do nieba na konto planu ‘przyszłego’ zbawienia, jako prorocy mieli zapewne takie objawienie, no i spoko… ale dalej mi coś tu nie pasuje?

Czy to Bóg odrzucił człowieka czy człowiek Boga? Bóg przyszedł odwiedzić Adama i Ewę w raju taki sam… Bóg się nie zmienił, wychodzi z otwartymi ramionami… człowiek wychodzi do Boga z uczuciem jakiegoś zagrożenia, boi się Boga, chce się przed Bogiem zasłaniać. Kto tu kogo odrzuca –  człowiek Boga czy Bóg człowieka? Czy to Bóg chce się zasłaniać przed człowiekiem czy człowiek przed Bogiem?

Dla mnie w tym obrazie wyraźnie, widać że to człowiek pierwszy odrzucił Boga, człowiek pierwszy odrzucił miłość doskonałą, na dodatek nie umie się do tego przyznać, nie umie wziąć winy na siebie, tylko zrzuca winę dalej. Ewa zrzuciła winę na węża – zwiedzenie – na podszepty kłamstwa, Szatan skłamał, że będziemy jak Bóg, a Ewa uwierzyła i przypisała Bogu podstęp, że coś przed nami ukrywa. Byliśmy wcześniej stworzeni na  podobieństwo Boga…. Bóg nie zna zła… Adam zaś zrzucił winę na Boga…. Taka konstrukcja człowieka, taka konstrukcja genetyczna – psychiczna, odrzucająca Boga –  odrzucająca miłość – strachliwa – zrzucająca winę z siebie, od tamtej pory rozmnażała się na ziemi. Taka konstrukcja przy spotkaniu z Bogiem, przypisuje mu wszystko to co czego On nie przyjmuje – czego w nim nie ma. W Bogu nie ma odrzucenia – miłość nie reprezentuje sobą odrzucenia – reprezentuje sobą miłość, a jednak ludzkość przypisała mu takie cechy…Ludzkość też przypisała winnemu Bogu cechy męskie, bo to wedle Adama – Bóg zawinił stwarzając kobietę i to przez nią wszystko złe… Adam kreuje się tutaj na totalne niewiniątko. Kłamstwo i zwiedzenie zaś często przypisywane jest kobietom. Z takimi pozostałościami po genach naszych rodziców Adama i Ewy się urodziliśmy… nie są to jednak na szczęście cechy Boga, gdyż ten jest miłością i ma cechy zarówno męskie jak i kobiece, te więc w ‘oryginale’ też muszą być miłością. Wyraźnie  widać wydźwięk tego pierwotnego zdarzenia w kulturze, czy też w badaniach antropologicznych, czy psychoanalitycznych analizujących to z czym człowiek się rodzi i z czym sobie musi w życiu poradzić. 

Kto więc kogo wygnał? Kto zesłał śmierć na człowieka?

Śmierć przyszła w sercu już w momencie zerwania owocu… przychodzi później też fizycznie, Abel ginie pierwszy… Serce Adama i Ewy wciąż bije… jednak nadzieja na naprawienie świata coraz mniejsza… Nadzieja na stworzenie raju własnymi drogami bez miłości, nadzieja na bycie Bogiem bez Boga (miłości) nie wychodzi…. Kain zabił Abla… może następne nasze dzieci sobie lepiej poradzą. Może następne dzieci lepiej wychowamy? Hmm… nie działa, nie wychodzi, jakkolwiek byśmy naszych dzieci nie próbowali wychować coś jest nie tak. Próbujemy tym dzieciakom coś wmówić jak się mają zachować, próbujemy ich wychować, jednak ich zachowanie nie jest już takie jak byśmy chcieli… może to nasza wina? Może nie poradziliśmy sobie w wychowaniu? Może źle wychowaliśmy potomstwo? Może jakbyśmy zostawili dzieci w spokoju, dali im żyć bez nas, może by im było lepiej? Może już czas odejść? Może jak nas nie będzie na ziemi to nasze potomstwo w końcu sobie lepiej poradzi? Nie chcemy umierać, nie chcemy znikać… ale widzimy, że nie dajemy rady przekazać innym tego co dostaliśmy od Boga, nie jesteśmy w stanie przekazać dzieciom wzajemnej miłości. Nasz jeden syn zabił drugiego, co jest grane czy to tak miało być? Gdzie teraz jest Abel? Może Abel ma teraz lepiej, może powrócił do Boga? Ale jak – jakim cudem, czy Bóg znalazł jakieś rozwiązanie czy Abel jeszcze gdzieś istnieje? Życie w coraz bardziej zdeprawowanym świecie powoli traci sens, śmierć go natomiast nabiera, skoro przez nas przyszło zło na świat, to może jak nas nie będzie może przyjdzie na powrót miłość? Może jak nas nie będzie, to nasze potomstwo się bardziej rozwinie i powróci w końcu raj?

Ludzkość od czasu Adam i Ewy woła o śmierć, w apokalipsie jest to jasno wręcz wyrażone ‘będą wołali o śmierć a ta nie będzie przychodzić’, robimy wszystko co potrafimy by się wyniszczyć na tej ziemi… Oczywiście wszystkiemu zaprzeczamy i jak Adam, zrzucamy winę na Boga, że to on woła naszej śmierci – ale to już standard naszych duchowych rozwiązań. Bóg jednak nas nadal kocha otaczając nas miłością, na ile tylko mu pozwalamy się do siebie zbliżyć. I czeka… i czeka, aż w końcu zaakceptujemy jego rozwiązanie, to nasz ruch teraz, zaakceptować jego warunki zbawienia, bo wszystkie inne  nie są miłością i prowadzą do samozagłady.. Czym jest każdy wypalony papieros z napisem ‘palenie zabija’ jak nie wołaniem o śmierć? Czym jest coraz powszechniej – wszech panująca depresja i różne jej rodzaje w tym melancholia, jak nie wołaniem o śmierć, cichym samobójstwem? Czym są uzależnienia, jak nie wołaniem o odebranie nam wolnej woli która daje nam życie? Czym są wojny, kłótnie i inne konflikty, jak nie wołaniem o wyniszczenie siebie nawzajem… Nie wiem ile jeszcze zostało nam czekania, aż Bóg nadejdzie w chwale na ziemię, ale nadejdzie i wszelakie znaki i proroctwa objawiają, że stanie się już niedługo. Boże rozwiązanie na to wołanie jest jedno… przyznać się przed Bogiem, że wołamy o śmierć, przyjąć jego Syna, Jezusa Chrystusa jako Pana i zaspokoić to wołanie o śmierć, w jego ranach i krwi… a przyjdzie wolność, ludzkiego rozwiązania na to wołanie nie chcę znać… i chwała Bogu od czasu przelania krwi Jezusa, od czasu narodzenia na nowo z wody i z ducha, nie muszę znać.

Odrzucając Boga, który jest miłością, ludzkość odrzuciła siebie, bo jako ludzie w pełni zdrowi żyjący wiecznie powinniśmy być obrazem doskonałej miłości, Adam i Ewa odrzucili jednak to życie… wybierając powolne coraz dalsze oddalanie się i kreowanie świata wedle swojej wizji. Jesteśmy stworzeni do bycia uzależnionym od miłości, uzależniamy się jednak od innych rzeczy…. W Adamowej wizji świata istnieje Bóg… który zna zło, jednak bardzo się z tym ukrywa… Jego prawdziwa natura nie znająca zła została zakamuflowana na kilka tysięcy lat, kiedy to na nowo odkrywamy ją w Jezusie Chrystusie. Przez to odkrycie możemy na nowo przyjść do Boga, a Bóg może odnowić z nami relację, której tak bardzo pragnie.

Czy to były świadome rozważania czy nie.. śmierć przyszła… a wraz z nią myśl dewolucyjna, zło się szerzyło a człowiek żył na ziemi coraz krócej. Stworzenie coraz bardziej dewoluowało. Na domiar złego okazało się, że im bliższa rodzina tym większa nienawiść między sobą nawzajem… koniec z łączniem się w pary w bliskiej rodzinie – bo rodzą się osoby skażone genetycznie – krótko żyjące (stwierdzone naukowo). Im bliższa rodzina, tym bardziej szerzy się miedzy nami nienawiść… Bóg jednak jak przychodzi chce być znacznie bliżej niż ktokolwiek z rodziny… Czy jego też znienawidzimy? – oczywiście temu zaprzeczamy i to całym sobą. Miłość rozumiana po ludzku to nic innego jak zaborczość… Doszło do tego, że swoje dzieci na zabijamy… rzecz jasna nie my, to Bóg żąda od nas ofiar… Ojciec by móc kochać syna, by nie złożyć go na ofiarę –  musi go przynajmniej okaleczyć, niemalże kastrować – obrzezać, inaczej nie potrafi wykrzesać doń miłości, w niektórych kulturach podobnie jest z kobietami… też są obrzezywane… Wciąż jednak paranoicznie jak Adam, wszystkiemu zaprzeczamy, twierdzimy jakoby to odwieczna miłość nakazywała takie i inne praktyki. To Bóg tak nas stworzył, to On tego żąda… Jednocześnie tym samym zamykamy kolejnym pokoleniom możność zbliżania się do Boga, kto chciałby taką krwiożerczą, sadystyczną miłość Boga spotkać? Bóg jednak nas kocha… i ma plan… wybrał naród o zatwardziałym karku i twardych sercach, w którym najwcześniej może się objawić jego chwała, jego doskonała ofiara.

Co to za nasz Duchowy Ojciec, który w obronie totalnej rozpusty w Sodomie i Gomorze handluje z Bogiem by jeszcze tych grzeszników przez chwilę zachował przy życiu, natomiast  w przypadku swojego rodzonego Syna, który nie zdążył jeszcze wiele nabroić pędzi w amoku by go zabić – złożyć w ofierze, nie myśli wtedy nawet o najmniejszym handelku z Bogiem? Nawet w przypadku syna z niewiary Ismaela  wyprosił o powodzenie… Co ten Abraham ma w sercu, by w obronie swojego prawdziwego syna z wiary nie handlować? I na domiar tego co to za Bóg, który takiego Duchowego Ojca każe nam pokochać i zaakceptować? Abraham miał w sercu… nadzieję zbawienia, czyny świadczyły co innego, jednak w głębi serca musiał mieć w sercu nadzieję zbawienia! Inaczej nie byłby w stanie usłyszeć Boga, pokazującego mu owcę… Gdyby nie miał tej nadziei, nie mógłby ujrzeć dnia zbawienia… gdyby nie miał tej nadziei zatkał by sobie uszy i nie słyszał! To jest błogosławieństwo Izraela, te ‘zatwardziałe uparte karki’, mimo swoich wad, potrafiły przez kolejne lata nosić w sercach nadzieję na zbawienie! Nadzieję na zbawienie od kręgu śmierci, nadzieję na wybawienie… tą nadzieją była doskonała ofiara, dla żądz naszego serca syn Boga, Jezus Chrystus.

Abraham choć nie, bezpośrednio przyznawał się przed Bogiem do swoich grzechów… Handel o Sodomę i Gomorę to tak w zasadzie przyznanie się do tego co on sam nosi w sercu… W zachowaniu jakoś nie oponował zdradzając swoją żonę ze służącą… zdradził i jakoś wyglądał nawet na zadowolonego, niby to Sara mu podsunęła  Hagar, ale czy naprawdę w sercu tego chciała? Może miała nadzieję, że Abraham odmówi? On jednak nie odmówił… Widząc sąd mający nadejść na rozpustę (oddalenie się od Boga Sodomy i Gomory), przeraził się i handlował z Bogiem, bo wiedział w sercu, że sam tą samą rozpustę niedawno uczynił. Ten handel to pewnego rodzaju przyznanie się przed Bogiem do swojej postawy serca. Musiał mieć zapewne w wyobraźni, że sam też w sercu był tym ‘Sodomczykiem’, a przynajmniej, że nie jest od nich wiele lepszy – niedawno zdradził żonę – handlował więc… o Siebie! Tym handlem przyznał się przed Bogiem do swojej postawy serca! Bóg natomiast zezwalając na ten handel, przystając na warunki Abrahama, objawiał mu swoje serce, objawiał mu kim i jaki tak naprawdę jest, na ile to było możliwe, na ile mu Abraham pozwolił.

Poprzez przyznawanie się przed Bogiem do swoich postaw w sercu czy też innych grzechów, dajemy Bogu drogę, możliwość do zbliżania się do siebie, przestajemy zatykać sobie uszy… Abraham handlując o Sodomę i Gomorę z Bogiem, odrobinę odetkał sobie uszy, pokazując co mu w sercu siedzi, mógł przez to Boga lepiej usłyszeć później. Bóg zezwalał na to w wielu formach, te grzechy które jesteśmy świadomi mamy wyznawać, za inne składane były ofiary… dziś jednak działa przyjęcie (przyłożenie rąk) do najdoskonalszej ofiary Jezusa Chrystusa, to jest skok który w jedną chwilę jest nas w stanie przywrócić do najbliższej relacji z Bogiem naszym stworzycielem jaka jest możliwa, do stania się dziećmi Boga.

Nie Bóg wygnał człowieka, ale Człowiek wygnał Boga ze swojego serca!

Człowiek zaczął się wstydzić swojego stworzyciela, człowiek przestał znać Boga, przestał go rozpoznawać takim jakim jest, człowiek przestał Boga rozpoznawać jako miłość. Człowiek przypisał Bogu cechy krzywdziciel. Na tyle wzrok Boga miał być krzywdzący, że człowiek musiał się zasłonić. Spotkania z Bogiem stały się od tej pory traumatyczne dla człowieka, każde takie spotkanie to konfrontacja z tym czego Bóg-Miłość w sobie nie ma, a istnieje w nas. Konfrontacja z cechami jakie człowiek nosi w sobie, a Bóg ich nie ma!

Wygnanie Boga ze swojego serca to nic innego jak śmierć, bo Bóg to życie – miłość. Coś co nie ma życia – umiera, znika… Czy to więc Bóg zesłał śmierć? Czy też ludzkość mu to przypisała i w genach (biblijnym słownictwem w duchu) nosi ze sobą od stworzenia świata? Kto odrzucił życie? Kto odrzucił miłość?

Lekcja pierwszych ludzi –  oddalanie się od Boga – grzech i zbawienie

Jeśli ja kłamie wobec innego człowieka – przypisuje kłamstwo Bogu, jeśli Ja chcę kogoś skrzywdzić przypisuje to Bogu, ze chce mnie skrzywdzić. I nie muszę nic robić, robię to już w sercu! Adam z Ewą ukrywali się przed Bogiem zanim jeszcze z nim rozmawiali, już w sercu przypisali mu cechy ‘krzywdziciela odkrywającego ich nagość’ mimo że on tych cech nie miał. Już w sercu oddalili się od Boga, już w sercu umarli – oddalili się od Boga. Nie musieli nic mówić by grzeszyć – oddalać się od Boga.

Dlatego Jan pisał wyraźnie w listach, że jeśli nie potrafisz kochać swojego brata którego widzisz, to nie potrafisz kochać też Boga, którego nie widzisz. Jeśli nie  potrafisz kochać choćby jednej osoby którą widzisz, nie będziesz potrafił kochać też Boga, którego nie widzisz. Wszystko co nie jest w Tobie miłością przypiszesz  Bogu, ale on ‘tego’ nie przyjmie i wróci ‘to’ do Ciebie, przy spotkaniu z nim. Przy spotkaniu z Bogiem otrzymujesz pełną świadomość swoich grzechów – oddaleń się od niego, otrzymujesz pełną świadomość wszystkiego co nie jest w Tobie miłością i jest to wtedy przypisane Tobie! Bóg nie przyszedł jeszcze na ziemię tylko i wyłącznie ze względu na nas – ludzi, byśmy mogli mieć szanse poznać ewangelię, a co to takiego?! Dopóki tego w pełni nie pojmiemy, nie przyjmiemy – nasze ciało będzie na ziemi umierać, będzie powoli się starzeć i oddalać od Boga.

Po ludzku nie jesteśmy w stanie każdego w sercu kochać, wiedząc że czeka na nas śmierć! Mając ciało i ducha który wie umiera, żyjemy w stresie i jakiejś uczynkowości…. Jezus powiedział, że musimy narodzić się na nowo, z wody i z Ducha. Z wody poprzez chrzest dajemy naszym obecnym komórkom ‘wytchnienie’ pogrzebanie w śmierci Boga (nasze komórki są na tyle ‘skażone’, że żądają od nas śmierci przy spotkaniu z Bogiem). Robiąc to z wiarą wierzymy, że grzebiemy wtedy swoje ciało wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Nowe narodzenie z Ducha zaś daje nam nową podstawę swojego istnienia, wewnętrzne przekonanie o życiu wiecznym, przekonanie o tym że nie czeka na nas śmierć, a życie wieczne. Nie zawsze na spokojnie się to w pełni objawia, czasem ‘jakby przez ogień’, ale życie wieczne jest i każdy nowo narodzony chrześcijanin żyje jest właśnie w nim, w życiu wiecznym, bo nosi u podstawy swojego istnienia właśnie to przekonanie. Tego przekonania o życiu wiecznym jest więcej lub mniej ale jest… to jest od nas zależne czy chcemy więcej czy mniej dać się Bogu odnaleźć, czy chcemy być jak Abel przyznając się do swoich żądz czy wolimy być jak Kain? W każdym razie odkrywając się przed Bogiem, dzieje się coś duchowego przestajemy się  starać… widząc że jesteśmy akceptowani, przestajemy wtedy mieć chęci zasługiwania, zaczynamy żyć czystymi chęciami miłości, akceptacji, życia… I nie wynika to z naszego starania (np. faryzeizm – konieczność zasłużenia), czy też choćby wyciszenia żądz (medytacje), wynika to z kompletnej duchowej i fizycznej zmiany podstawy naszego istnienia, a stało się to dzięki wywyższeniu na krzyżu Jezusa Chrystusa, syna Boga, dzięki osobistemu przyjęciu jego ofiary, jako poznanie miłości Boga do nas. 

Aby się to jednak zadziało, potrzebowaliśmy jako ludzkość spełnić rządzę Adama i Ewy, jak i rządzę wszystkich naszych grzechów – ‘oddaleń się’ od Boga. Spełniliśmy to wysyłając na egzekucję samego Boga – abyśmy mogli to fizycznie zrobić musiał się nam objawić jako człowiek – taki jak my z krwi i kości. Bóg wiedział co jest w naszych sercach, już wtedy gdy jako ludzkość poznaliśmy zło. W związku z tym jednak, że nie umieliśmy się do tego przyznać, w planach czekał aż to ‘zło’ się na tyle rozprzestrzeni na ziemi, że będziemy w stanie jako ludzkość to wyrazić choćby w czynach. Adam i Ewa nie byli w stanie tego wyrazić w czynach, które w pełni by zaspokajały nasze ludzkie serca… ich jednym ze znanych nam czynów, pokazujących swoje żądze odkrycia nagości Boga była zasłonka z gałązek, którą musieli się zakryć, nie byli też w stanie przyznać się do swoich grzechów słownie (zrzucali słownie i w sercu zapewnie też winę z siebie). Ale i to, i to odkrycie nagości zostało w  końcu zaspokojone w nagim Jezusie Chrystusie wiszącym na krzyżu! Kain i Abel umieli już bardziej się przyznać do swoich żądz, składając ofiary… przypisali miłości (Bogu) żądanie od nich ofiar… Bóg z miłości na to przyzwalał (miłość nie wypomina!), wiedział też, że jak jemu tych cech nie przypiszemy to zrealizujemy je między sobą. Pierwszym przykładem był Kain… nie przyznał się że ma obraz żądnego krwi Boga i zaprzeczył przed Bogiem swoim żądzom, nie mógł się więc zbliżyć do Boga, tak blisko jak zbliżył się Abel… ale w sercu żądze nosił. Zrealizował to co nosił w sercu… zabijając brata… w sercu jednak pewnie trzymając tradycję taty, zwalił winę na Boga, bo to Boga wina, że zbliżył się do Abla bliżej niż do niego…

Wywyższenie na krzyżu Jezusa Chrystusa – Syna Bożego, który był bez grzechu czyli bez oddalenia się od Boga, pozwoliło nam jako ludzkości przyjąć do serc to, że problem z miłością nie jest po stronie Boga, ale po naszej stronie! Uświadomienie sobie tego, że jako ludzie nie jesteśmy nawet kochać w doskonałej miłości, jest sporym problemem. Ale tu na ratunek przychodzi rzeczywistość duchowa – ran i krwi Chrystusa. Nie wiem co się dzieje duchowo – nie mamy jako ludzkość ogarniętej naukowo duchowej rzeczywistości w pełni. Są różne badania o tym, że miłość działa, ale to aktualnie margines badań naukowych – jestem jednak tego pewien, że jest to siła stwórcza i siła która ten cały świat trzyma jeszcze ‘w kupie’ wszystkie bomby atomowe  stworzone przez ludzkość, ani jakiekolwiek rzeczywistości duchowe są niczym wobec tej siły – praktycznie nie istnieją – w prawdziwej rzeczywistości miłości istnieją tylko rany i krew Chrystusa, oraz Nowa Ziemia – Nowe Jeruzalem i Nowe Stworzenie. Jedyną zaś możliwością zrozumienia tej rzeczywistości jest przyjęcie Jezusa Chrystusa, Syna Bożego jak zbawiciela, zaczyna się wtedy z nami dziać coś duchowego. Narodziny z Ducha i z wody pozwalają nam się na nowo rozwijać, rozwijać w nowej rzeczywistości, w tej rzeczywistości ze starego świata prawdziwe są tylko rany i krew Chrystusa.

Być może czytasz ten tekst i nic nie pojmujesz… a być może, że jest to dla Ciebie objawieniem i życiem. Możesz czytać ten tekst Nowym lub Starym Duchem, możesz czytać ten tekst mając pewność zbawienia i życia wiecznego, pragnąć pełnego objawienia na ziemi Królestwa Bożego, a możesz czytać ten tekst żyjąc wciąż strachem przed śmiercią. Masz wybór czy chcesz wrócić do Boga przez Jezusa Chrystusa, czy chcesz dalej jak Adam i Ewa samemu sobie ‘rzepkę skrobać’ i jakoś jeszcze dać radę ‘ewolucją’. Jezus niedługo powróci… a uczyni to jak dobra Nowina o Królestwie Bożym będzie głoszona na całym świecie, głośmy więc! I cieszmy się na nowo jednością z Bogiem, dzięki jego miłości w postaci ran i krwi Jezusa Chrystusa. jego Syna.

Analiza tego co nosiło serca Adama i Ewy, analiza tego co nosiły serca naszych przodków genetycznych i duchowych – to nasza genetyczna i duchowa świadomość… musimy ją pokochać i zaakceptować. Jak to zrobimy będziemy w stanie pokochać też w pełni Boga – naszego pierwotnego przodka, i będziemy w stanie wydawać na świat dzieci w pełnej miłości. Dopóki mamy jakiekolwiek zarzuty do któregokolwiek naszego duchowego czy też genetycznego przodka, mamy też zarzuty do siebie i do Boga, bo to On nas stworzył!

Gdy pokochamy i zrozumiemy nasze pochodzenie, wtedy Bóg będzie mógł na powrót przyjść i objawić się nam w swojej chwale (zobacz ostatnie zdania z księgi Malachiasza)! A my nie będziemy się przed nim zasłaniali… – tylko przez Chrystusa? Realnością starego świata zostaną tylko rany na naszym bracie, największym wywyższonym słudze Jezusie Chrystusie, który wziął nasze brudy z miłości na siebie, On został naszym wywyższonym Królem – Bogiem – największym sługą miłości. Nie jesteśmy w stanie więcej zasłużyć przed Bogiem, możemy tylko przyjąć i zostać na nowo przez Chrystusa dziećmi Boga. Od czasu jego wywyższenia jedynym grzechem, jedyną rzeczą jaka nas oddziela od Boga jest brak przyjęcia Chrystusa do swojego serca, brak wyznania go swoim Panem, niewiara w jego ofiarę, niewiara w to, że jest prawdziwym Synem Boga Żywego.

Tue, 12 Sep 2017 07:23:00 +0000



do góry