Shandai.pl – w poszukiwaniu Królestwa Bożego

Królestwo Boże, Zbawienie, Jezus Chrystus Syn Boży - słowo Boże

» #5 Dzieci ekonomii – dobrobyt, raj – tego nikt nie chce! 📢

Ostatni weekend spędzony na pomoście na mazurach... trochę w wodzie trochę nad wodą. Chwilowo nic nie nagrywałem, zastanawiałem się czy ktoś tych rozkminek słucha i czy jest dla kogo to nagrywać, a jednak nadal czuje że mam je nagrywać od tak nie wiadomo co i jak po co. No ale w końcu wystarczy że dla jednej osoby to nagrywam, więc jeśli jesteś tą jedną osobą to bardzo mi miło. Tym razem moje myśli poszły w kierunku owoców i pogody... co by było gdyby w tym roku rośliny w naszym klimacie zrobiły nam niespodziankę i zaoowocowały dwa razy w roku. Co jakby nie patrzeć jest bardzo możliwe, mamy wyjątkowo wczesny maj, owoce które zwykle owocują znacznie później w tym roku trochę przyspieszyły, czarne porzeczki z zimnych mazur które w zeszłym roku jadłem w drugiej połowie sierpnia w tym roku już zaraz będą. Widywałem kiedyś jabłonie kwitnące we wrześniu... więc coś tam się w naturze czai czego nie znamy, jak się domyślam :) Pytanie tylko czy podwójne owocowanie roślin to byłoby dla nas coś dobrego? Od razu miałem przed oczyma protesty rolników i innych grup społecznych które cierpią z powodu tego, że na owocach nie da się już dorobić! Ceny musiałyby polecieć w dół i to szybko... jaki rynek zniósłby nadmiar towaru! Niewiele się myliłem, jeszcze podwójne owocowanie w sferze marzeń a rolnicy już protestują od poniedziałku z tego co czytam, powodem protestu jest tegoroczne obrodzenie malin :P Ceny spadły, malin na rynku za dużo, ktoś musi być winny, kogoś trzeba obwinić no i trzeba protestować! - a tym samym zaprzestać zbiorów, niech część zgnije na krzakach produkcja się zmniejszy, ceny wzrosną i efekt dobrobytu padnie. Zdrowego rozsądku w tym nie ma, może jedynie jakieś głupie prawa ekonomiczne... bo zdrowy rozsądek tylko w Bogu.., tylko w ranach Chrystusa. co musieli pomyśleć rybacy i piekarze widząc rozmnożenie się chleba i ryb, gdy Jezus błogosławił jedzenie. Co działo się w każdym który poprzedniego dnia ciężko harował na zdobycie choćby kromki chleba... co się musiało zadziać w sercach ludzi, którzy zobaczyli tego cieślę, który zamiast ciężkiej pracy podniósł trochę jedzenie do ręce i już.... efekt pracy kilku miesięcy w jedną chwilę... Jak tu kochać kogoś takiego.... Czy cena chleba i ryb tego dnia spadła? czy gdyby Jezus tak codziennie błogosławił nas jedzeniem czy cena jedzenia by spadła? Czym wtedy byśmy się zajmowali? Czy rybacy z innych wiosek by nie protestowali?

Ostatni weekend spędzony na pomoście na mazurach… trochę w wodzie trochę nad wodą. Chwilowo nic nie nagrywałem, zastanawiałem się czy ktoś tych rozkminek słucha i czy jest dla kogo to nagrywać, a jednak nadal czuje że mam je nagrywać od tak nie wiadomo co i jak po co. No ale w końcu wystarczy że dla jednej osoby to nagrywam, więc jeśli jesteś tą jedną osobą to bardzo mi miło.

Tym razem moje myśli poszły w kierunku owoców i pogody… co by było gdyby w tym roku rośliny w naszym klimacie zrobiły nam niespodziankę i zaoowocowały dwa razy w roku. Co jakby nie patrzeć jest bardzo możliwe, mamy wyjątkowo wczesny maj, owoce które zwykle owocują znacznie później w tym roku trochę przyspieszyły, czarne porzeczki z zimnych mazur które w zeszłym roku jadłem w drugiej połowie sierpnia w tym roku już zaraz będą. Widywałem kiedyś jabłonie kwitnące we wrześniu… więc coś tam się w naturze czai czego nie znamy, jak się domyślam 🙂

Pytanie tylko czy podwójne owocowanie roślin to byłoby dla nas coś dobrego?

Od razu miałem przed oczyma protesty rolników i innych grup społecznych które cierpią z powodu tego, że na owocach nie da się już dorobić! Ceny musiałyby polecieć w dół i to szybko… jaki rynek zniósłby nadmiar towaru! Niewiele się myliłem, jeszcze podwójne owocowanie w sferze marzeń a rolnicy już protestują od poniedziałku z tego co czytam, powodem protestu jest tegoroczne obrodzenie malin 😛 Ceny spadły, malin na rynku za dużo, ktoś musi być winny, kogoś trzeba obwinić no i trzeba protestować! – a tym samym zaprzestać zbiorów, niech część zgnije na krzakach produkcja się zmniejszy, ceny wzrosną i efekt dobrobytu padnie.

Zdrowego rozsądku w tym nie ma, może jedynie jakieś głupie prawa ekonomiczne… bo zdrowy rozsądek tylko w Bogu.., tylko w ranach Chrystusa. co musieli pomyśleć rybacy i piekarze widząc rozmnożenie się chleba i ryb, gdy Jezus błogosławił jedzenie. Co działo się w każdym który poprzedniego dnia ciężko harował na zdobycie choćby kromki chleba… co się musiało zadziać w sercach ludzi, którzy zobaczyli tego cieślę, który zamiast ciężkiej pracy podniósł trochę jedzenie do ręce i już…. efekt pracy kilku miesięcy w jedną chwilę…

Jak tu kochać kogoś takiego…. Czy cena chleba i ryb tego dnia spadła? czy gdyby Jezus tak codziennie błogosławił nas jedzeniem czy cena jedzenia by spadła? Czym wtedy byśmy się zajmowali? Czy rybacy z innych wiosek by nie protestowali?

Wed, 20 Jun 2018 15:40:30 +0000


» Czy zezwolić Bogu na przetwarzanie moich danych?

Kiedyś byłem racjonalnie myślącym człowiekiem, dziś już sam nie wiem co myśleć, wolę poddać sie mądrości nie swojej. Preambuła tej ustawy, mówi nam o tym że moje dane w niewłaściwych rękach mogą stanowić dla mnie zagrożenie bezpieczeństwa. Czyli innymi słowy, ktoś wiedząc coś o mnie co jest ‘wrażliwe’ może być dla mnie zagrożeniem, podobnie ja […]

Kiedyś byłem racjonalnie myślącym człowiekiem, dziś już sam nie wiem co myśleć, wolę poddać sie mądrości nie swojej.

Preambuła tej ustawy, mówi nam o tym że moje dane w niewłaściwych rękach mogą stanowić dla mnie zagrożenie bezpieczeństwa. Czyli innymi słowy, ktoś wiedząc coś o mnie co jest ‘wrażliwe’ może być dla mnie zagrożeniem, podobnie ja dla niego. Hmm… ciężko się połapać, ale wiem jedno chciałbym by wszyscy wiedzieli o mnie wszystko co tylko sobie życzą… chciałbym nie mieć nic do ukrycia, przed Bogiem i innymi…

To jest pierwsze odstąpienie od Boga, chęć do ukrycia czegoś… Adam z Ewą zasłonili się przed Bogiem bo wyprojektowali na niego, że ten chce ich “odkryć”… ale Bóg nie miał tej cechy, bo nie mógł jej mieć.. to czysto nasza wybrana cecha.

Jakiś czas temu umieściłem na stronie wideo ze świadectwem Marleny, dziewczyna podróżuje po świecie jak jej Duch Święty powieje, żyjąc całkowicie z wiary – mógłbym powiedzieć współczesny apostoł. Jak z nią rozmawialiśmy, pytaliśmy o wiele rzeczy, moja żona psychoterapeutka uwierzyć nie mogła, że dziewczyna z tak traumatyczną przeszłością jest dziś tak zdrowa, ja z kolei uwierzyć nie mogłem że można żyć życiem takim jak w bibli, by o nic się nie martwić a wszystko zawierzyć Bogu, jedyne co miała to torbę z kilkoma ubraniami i paszport. Nie miała telefonu, zgromadzonych pieniędzy, nic kompletnie… wszystko rozdała, a wszystko miała. A przede wszystkim miała szczęście i spokój w każdej sytuacji, wytchnienie którego wszyscy szukamy.

A pytania jakie zadawaliśmy nie były łatwe… można się domyśleć jakie pytania może zdać ciekawski wścibski polak – Ja, i zafascynowana psychoanalizą psycholog moja żona. Na trudniejsze pytania Marlena odpowiadała słowami: “nie mam nic do ukrycia” i mówiła dalej… Tak to już jest, że jak się pozna Boga, odkrywamy że tak naprawdę moment w którym on o nas wszystko wie, w którym mówimy mu prawdę o sobie, jest momentem wyzwolenia.

Ale nic na siłę… Bóg nie chce nic o nas wiedzieć, jeśli nie chcemy mu sie przedstawić… Ludzie przedstawiają Boga, jako np. ‘oko opatrzności’ przed którym nic się nie ukryje, przedstawiają Boga, przed którym trzeba się na siłę spowiadać – tymczasem… Tymczasem moje doświadczenia są zupełnie inne, rzeczywiście wyznawanie tego co siedzi w naszym wnętrzu przynosi ulgę, ale prawdziwą ulgę przynosi jeśli wiemy że po drugiej stronie jest wizerunek Boga, który nie chce nas przejrzeć, ale wizerunek Boga, który dał się nam przejrzeć dosłownie w całości na krzyżu… dlatego Mówią że to jedyna droga…

U mnie zaczęło się od drobnostek…

Pewnego razu modliłem się w domu… jak to można tak nazwać siedziałem na fotelu i rozmyślałem. Nagle usłyszałem jakiś wewnętrzny głos, żeby iść i spotkać Jarka. Jarek był naszym niedawno poznanym kolegą, nawet dobrze się nie znaliśmy, ale taka myśl mi przebiegła przez głowę. O myśli zapomniałem, ale gdy nadchodził wieczór nagle mnie ogarnęła myśl, że mam iść na miasto, na spacer spotkać Jarka. I tak też się stało, pojechaliśmy na spacer na stare miasto, mieszkaliśmy wtedy w Krakowie (zwykle na spacer jeździmy poza miasto).

Spacerując ul Grodzką, nagle z za rogu wyskoczył Jarek z tekstem “O cześć, szukaliście mnie”. Co było dalej to innym razem… Ktoś tu znał dokładny momemnt pobytu i miejsce spotkania z Jarkiem, a gdzie dane osobowe…

W każdym razie nauczyłem się, że im mniej mam do ukrycia przed Bogiem, tym więcej takich dziwnych ‘głosów’, ‘wizji’, ‘przeczuć’ doznajemy… każda z nich sprawia, że czuję się za każdym razem tak naprawdę coraz spokojniej, i coraz bezpieczniej mając wrażenie, że ktoś nad tym wszystkim czuwa i to ogarnia… A ten ktoś nie może dla mnie chcieć źle… skoro oddał za mnie życie…

Czasem są to drobnostki, np. gdy moja żona wsiadała do samochodu i usłyszała głos “tym razem zapnij pasy” (nie zapinała pasów na osiedlu, a zapinała wyjeżdżając na większą drogę), ale tym razem zapięła wcześniej… radiowóz “tym razem” stał na osiedlu czatując na zaspanych mieszkańców bez pasów. Innym zaś razem są to trudniejsze sprawy, pewnego razu Bóg pokazywał mi śmierć i lecącą głowę, czaszkę… ja jednak kompletnie się na wizji nie skupiłem, uznałem że to jakieś moje senne mary z przeszłości, i ją praktycznie olałem, a tego dnia pociąg którym miałem jechać spotkał się z samobójcą…

Wiem, że im mniej będę miał do ukrycia przed Bogiem, tym lepiej będę mógł naprawdę usłyszeć jego głos… i zrozumieć co ma mi do powiedzenia, by złapać ten wiatr i podążać za nim. Izajasz pisał, że zasłaniamy się przed Bogiem swoimi grzechami… RODO co prawda o Bogu nic nie pisze, ale mówi nam by zasłaniać się przed innymi ludźmi, bo wiedząc co o nas mogli by to wykorzystać. Tak naprawdę nie jest to zasłanianie się przed innymi ludźmi… tak naprawdę jest to budowa zasłony przed Bogiem, bo co czujemy do innych ludzi to będziemy czuli do Boga. Pisał o tym Jan w swoich listach, pisał by kochać wszystkich ludzi… bo wtedy i Boga mamy jak kochać. Jeśli przed innymi ludźmi czujemy strach… czujemy go tak naprawdę też przed Bogiem, on ich przecież stworzył…

Nie nam to jednak oceniać, takie są znaki obecnych czasów. Czasów oddzielania tych co idą za Bogiem… To wszystko ma się jeszcze zaostrzyć przed ponownym nadejściem, tak być musi, a my się mamy pocieszać 🙂

Tak więc pocieszam 🙂 i pozdrawiam

Wed, 30 May 2018 10:20:35 +0000


» Czy na cmentarzu RODO też działa? Będą od dziś same NN?

Gdy kilka lat temu wchodziło tzw. GIODO, miałem trochę bardziej grobowy humor, spacerując po cmentarzu, patrzyłem wtedy z zadziwieniem jak to jest, że na domofonie nie będzie już nazwiska…? Jak to jest, że te nazwiska pojawiają się później wyryte na kamiennym grobowcu? Jak to jest że nie znam osoby która chciałby mieć na grobowcu wyryte […]

Gdy kilka lat temu wchodziło tzw. GIODO, miałem trochę bardziej grobowy humor, spacerując po cmentarzu, patrzyłem wtedy z zadziwieniem jak to jest, że na domofonie nie będzie już nazwiska…? Jak to jest, że te nazwiska pojawiają się później wyryte na kamiennym grobowcu? Jak to jest że nie znam osoby która chciałby mieć na grobowcu wyryte NN?

Uczyłem się wtedy obsługi aparatu. Czy ja fotografując nagrobki przypadkiem nie gromadzę zbioru danych osobowych? Czy mam zgłaszać taki zbiór do bazy GIODO? I czy przypadkiem nie powinienem zachować wszelakich środków ostrożności, przecież to dane wrażliwe zwykle ujawniające wyznanie danej osoby… A co z osobami stojącymi przy grobach… przecież one zdradzają swoje poglądy, wiem do jakiej rodziny najprawdopodobniej należą…

Czy skoro wierzę w życie wieczne dla tych którzy uznali Jezusa Chrystusa Syna Bożego, za swojego Pana, to czy przypadkiem nie należy do jutra usunąć z cmentarzy nagrobki z nazwiskami, i datami jak i innymi danymi sugerującymi poglądy religijne. Tam są wrażliwe dane osób, które mogą lada dzień zmartwychwstać. Od jutra powinny być tam tylko napisy NN. Może lepiej nie będę robił takich zdjęć… kto wie, może to będzie jutro i będę miał problemy.

Jak to jest że gdy umiera sąsiad, a na klepsydrze pojawia się nazwisko to ja tak naprawdę mieszkając kilka metrów od niego, w jednej z betonowych szufladek, to tak naprawdę nie wiem który to był? A jak jeszcze usuną nazwiska z domofonów to już nijak się praktycznie nie dowiem…

Fragment preambuły do wchodzącej ustawy o RODO brzmi jakoś tak:

Pkt 51 preambuły ustawy o RODO

Dane osobowe, które z racji swego charakteru są szczególnie wrażliwe w świetle podstawowych praw i wolności, wymagają szczególnej ochrony, gdyż kontekst ich przetwarzania może powodować poważne ryzyko dla podstawowych praw i wolności. Do takich danych osobowych powinny zaliczać się dane osobowe ujawniające pochodzenie rasowe lub etniczne, przy czym użycie w niniejszym rozporządzeniu terminu „pochodzenie rasowe” nie oznacza, że Unia akceptuje teorie sugerujące istnienie osobnych ras ludzkich.

W kwestii wyjaśnienia dane wrażliwe to:

1) dane ujawniające pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych,

2) dane genetyczne,

3) dane biometryczne, (tutaj dochodzą nawet zdjęcia jeśli są przetwarzane metodami identyfikacji… ale skąd ja mam wiedzieć kto i jak będzie je przetwarzał?)

4) dane dotyczące zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej,

5) dane dotyczące wyroków skazujących oraz naruszeń prawa lub powiązanych środków bezpieczeństwa.

Czy jestem zagrożony…?

Czemu ta ustawa stwierdza wprost, że ujawniając moje dane mam być zagrożony? O co tu wogóle chodzi? Czy naprawdę mam dostać paranoi, że osoba z którą rozmawiam dowiadując się o moich poglądach, chorobie, moim pochodzeniu czy tez przynależności itd. ma zamiar je wykorzystać w celu pozbawienia mnie podstawowych praw i wolności?

Zgłębiając się w tą ustawę można dostać paranoi… musiałem się przewietrzyć, wyszedłem się spotkać z kolegą… idąc wsiadłem do WKD, stałem na przystanku z 50 innymi osobami… jechałem pociągiem, w którym było ok 200 osób…

Tuż przed chwilą dowiedziałem się, że każda z tych osób czycha na moje dane osobowe i na to by poznać moje poglądy, oczywiście po to by je potem wykorzystać i naruszyć moje prawa i wolności. Ktoś trzyma telefon w ręce… czy on mi robi zdjęcie? Czy on zbiera moje dane osobowe?

Od dziś będę bardziej ostrożniejszy 😛 muszę zadbać o siebie. Pomysły mi różne chodzą po głowie, wypisze sobie plakietkę z moimi danymi i poglądami by na wszelki wypadek ktoś nie wpadł, że warto mnie pobić lub też naruszyć w jakiś sposób przypisując mi inne poglądy niż mam. Wolę być prześladowany za swoje poglądy, a nie za wyprojektowane na mnie.

Czy ja przesadzam? Czego się boimy?

Tworząc taką ustawę i wprowadzając ją w życie wszyscy tu działają w imię dobra społecznego. Autorzy mają przecież za zadanie wszystkich chronić i rzeczywiście taki będzie chwilowy efekt… Wszyscy poczujemy się bezpiecznie, poczujemy się że ludzie zaczynają dbać o nasze dane i możemy spać bezpiecznie. Nie usuwa to jednak przyczyny ale skutek… coś w stylu tabletka przeciwlękowa, prawdziwa przyczyna ma dzięki temu wolną drogę w dalszym rozwoju.

Ta i inne tego typu ustawy nie wprowadzają nic innego jak w zasadzie tylko zwiększony poziom lęku i niepokoju. Nie od dziś wiadomo że te dwie rzeczy, to nic innego jak źródło obaw, chorób, prześladowań i innych tego typu rzeczy. Zacznie się od jednostek, które paranoicznie w imię jakiegoś wyższego celu zaczną się upominać o ochronę swoich danych… a potem pójdzie jeszcze dalej, aż do coraz większej anonimowości, a  co z tym idzie psychicznych lęków wyprojektowanych na każdego kto nas otacza. Krok po kroku zostajemy sami z tym co przeżywamy wewnątrz… a co z tym idzie lęk i niepokój narasta.

Gdy zajmiemy się np. psychosomatyką, czyli naukową teorią na pochodzenie wielu, jak nie znacznej większości chorób to dowiemy się że pochodzą one przede wszystkim ze stresu, z lęku czy też niepokoju. Ta ustawa to tylko dołożenie kolejnej wisienki na tym lękowym niespokojnym torcie.

Czy tak ma być?

Wedle tego jak rozumiem biblie to wszystko musi się zadziać. Przychodzi czas oczyszczania świątyni, a jako że my mamy być świątynią to zostajemy krok po kroku sami ze sobą i swoimi lękami, swoim wnętrzem, w którym to wnętrzu albo odnajdujemy Boga żywego, albo śmierć…. Ta ustawa do tego dąży, teoretycznie zmniejszając a w praktyce zwiększając lęki społeczne… Będąc takim kłębkiem przestraszonego człowieka, pozostaje pytanie gdzie szukać skutecznej pomocy? Przedłużamy sobie trwanie, ucieczkami od tego co wewnątrz. Przeżywamy nowym modelem życia np. ciągłym podróżowaniem, zabawami, ciągłymi przygodami, rozmowami z psychologami itd. To wszystko jest na miejscu… i zapewne tak ma być 🙂 Jednak prędzej czy później dociera do nas prawda i dociera do nas nasze prawdziwe oblicze, starzejemy się dalej i umieramy, czując gdzieś wewnątrz że coś jest z tym nie tak jak ma być.

Teraz pozostaje pytanie czy zwrócimy się do Boga, do zbawiciela, czy też zostaniemy ze swoimi lękami sami…

Jezus sam jak stwierdził nie przyszedł by wprowadzić pokój na ziemi, raczej efekty jego przyjścia są inne, przynajmniej do czasu…. Wprowadził jednak zasadę odpocznienia dla tych co do niego przychodzą… patrząc na ludzi głęboko wierzących, można dostrzec że są oni jakoś dziwnie naprawdę spokojni. Życzę Ci byś spotkał takich ludzi na swojej drodze, na tyle byś nauczył co znaczy oddzielić się od tego wszystkiego…

PS: Z racji tego ze mimo wprowadzenia RODO, mam zamiar tu dalej prowadzić stronę zbierać komentarze itd. Staję się tzw. administratorem danych osobowych, i mam coś takiego jak polityka prywatności, czy jest poprawna tego nie wiem.. starałem się.

Thu, 24 May 2018 07:58:10 +0000


» Przeżyliśmy… bo zgłupieliśmy.

Na zdjęciu powyżej mazury 2007 biały szkwał uderzy za kilka minut (12 ofiar śmiertelnych), wszyscy jeszcze pływają na podwójnym żaglu z racji słabego wiatru, który się szybko wzmaga. Tymczasem nasze wakacje zaczęły się około 2 godziny wcześniej… Właśnie wypożyczyliśmy żaglówkę i wypływamy by rozpocząć tydzień wakacji na mazurach, taki relaks zanim oddamy prace magisterskie. Kiedyś […]

Na zdjęciu powyżej mazury 2007 biały szkwał uderzy za kilka minut (12 ofiar śmiertelnych), wszyscy jeszcze pływają na podwójnym żaglu z racji słabego wiatru, który się szybko wzmaga.

Tymczasem nasze wakacje zaczęły się około 2 godziny wcześniej…

Właśnie wypożyczyliśmy żaglówkę i wypływamy by rozpocząć tydzień wakacji na mazurach, taki relaks zanim oddamy prace magisterskie. Kiedyś już pływałem jak byłem mały, więc mniej więcej wiedziałem jak łódka działa. Z resztą nie musiałem, bo Asia, miała świeżo zrobione papiery sternika i ona tu kapitanowała, a wszystkiego o łódce mieliśmy się jakoś w wolnym czasie nauczyć, raczej nie pierwszego dnia. W każdym razie jakimś cudem udało nam się włożyć żagiel na maszt i można zacząć upragniony odpoczynek.

Jest upalnie, ale bez słońca, praktycznie bez wiatru… można rzec flauta… Siedzimy, rozmawiamy, ktoś sączy powoli piwo, łódki praktycznie stoją na jeziorze, uporczywie próbując złapać jakikolwiek wiatr. Powoli zbliża się jakieś odrobinę ciemniejsze niebo, bez piorunów, wygląda na na jakąś nadchodzącą mżawkę w upalny dzień, jak to czasem bywa. Ale w zasadzie z daleka niewiele się różni od chmur, które cały czas wiszą na niebie.

Nagle – dosłownie w kilka minut, wszystko przyspieszyło, łódki zaczęły spływać z jeziora, stwierdziliśmy że też pokierujemy się w stronę brzegu. Delikatnie zatem próbujemy, coś Asia zdziałać żaglem, jednak wiatru nadal nie ma, jedynie coraz ciemniej. Popatrzyliśmy dookoła i odkryliśmy, że wszyscy mają dookoła złożone żagle i spływają w stronę brzegów na maleńkich silniczkach. Silniczki te dołączone są do żaglówek i ze względu na małą moc służą raczej do manewrów portowych, przepływania przez kanały niż do poruszania się po jeziorze, ale w razie potrzeby i tak można się poruszać. Postanowiliśmy że składamy żagiel i uruchamiamy silnik tak jak cała reszta. Ktoś zaczął szukać kapoków tak na wszelki wypadek (nie wiemy nawet gdzie są… schowane gdzieś po skrytkach), moim zadaniem było uruchomienie silniczka, Asia stała przy sterze, reszta miała za zadanie złożyć żagiel.

Próba uruchomienia silniczka żaglówki udała się, jednak ten za moment zgasł, okazało się że nie ma w nim paliwa… Żagla nie daje się złożyć, wszyscy nagle zapomnieli jak się to robi, nikt nie wie którą linkę pociągnąć, którą odwiązać niby to proste jak konstrukcja cepa jednak nikt z nas nie ma pojęcia jak to się robi.

No i przyszedł wiatr a my nadal na środku jeziora z pełnym żaglem… zaczęło wiać tak silnie, że szczyt masztu z żaglem zaczął dotykać powierzchni wody leżąc na niej. Siedząc po drugiej stronie wyszedłem na brzeg łódki i siedząc robiłem balast w drugą stronę – widziałem kiedyś coś takiego na filmie z jakiś regat sportowych… (szkoda tylko że nie miałem kapoka jak na tych filmach i że łódka nie była do tego przystosowana musiałem sie prześlizgać pomiędzy olinowanie… co wiązało się z utrudnionym powrotem w razie zmiany kierunku nachyłu, a co z tym idzie wpadnięciem raczej do wody, z drugiej zaś strony brak kapoka pozwolił mi się swobodnie poruszać pomiędzy linkami…). Pierwszy raz wtedy widziałem jak wygląda dno łódki… i mimo że wiedziałem że było to niebezpieczne, wystarczy fala, czy też obrócenie łódki i wpadnę do wody to jednak innego wyjścia nie widziałem. Bo i tak nie miałem się gdzie skryć, widząc resztę praktycznie wypadającą z burty łódki, która zaraz może się wywrócić.

Pierwszy wiatr nas nie wywrócił, trochę już było lepiej przechył się zmniejszył, ja wróciłem do próby nalania do silniczka benzyny, co było dosyć trudne gdyż benzyna ze względu na silny wiatr znikała w powietrzu, reszta wróciła do swoich wyznań próbując nie wypaść łódki. Po jakimś czasie przypomnieliśmy sobie jak składa się żagiel – jeśli tak można nazwać paniczne odwiązanie wszystkich możliwych linek i wspinanie się po żaglu by go ściągnąć w dół, a silniczek udało się uruchomić (benzynę przelewałem z baniaka do kubka, z kubka do zbiornika – co zmniejszało straty spowodowane silnym wiatrem). Jak tylko udało się to zrobić okazało się że stoimy już bezpiecznie na mieliźnie, Asia przy sterze zrobiła swoje. Zabezpieczyliśmy łódkę weszliśmy do środka, bo deszcz jeszcze był spory, pijemy spokojnie ciepłą herbatkę.

Jak się wszystko uspokoiło, wyszliśmy na zewnątrz… widok był okropny…. Pierwszy raz widziałem pływające do góry nogami wywrócone kadłubki łódek na jeziorze. Dopiero wtedy dotarła do nas powaga sytuacji, a przynajmniej do mnie… w tym czasie dopłynęli do nas trochę bardziej doświadczeni znajomi, którzy podczas tego białego szkwału ratowali rodzinę z wywróconej łódki.

Ich historia była z kolei inna, z racji doświadczenia szybko złożyli żagiel uruchomili silniczek, i zobaczyli następnie wywrócona łódkę na której siedziała jedna osoba, a druga pływała koło łódki. Był to ojciec który nurkował po córkę uwięzioną w kajucie wywróconej łódki. Jak tylko ich wydobyli, pierwszą reakcją była próba odebrania steru naszemu koledze przez ojca rozbitka. Który chciał to wręcz zrobić siłą, zapewne twierdząc że lepiej będzie potrafił kierować łódką… mimo że swoją przed chwilą wywrócił.

Można rzec wakacyjna przygoda… W praktyce jednak nic co się nam przydarza w życiu nie pozostaje bez znaczenia, dla mnie to wydarzenie wpływa na mnie do dziś…

Podobno niektórzy Izraelici bacznie analizowali co się dzieje z każdym dzieckiem już od poczęcia, a nawet jeszcze przed poczęciem. Wszystko to traktowali jako pewnego rodzaju proroctwo na życie dziecka. Dobrze to widać w opisach narodzin Jana Chrzciciela i Jezusa Chrystusa… Racjonalnie można by się zastanawiać nad tym czy to nie przypadkiem myślenie magiczno – życzeniowe przyglądać się narodzinom dzieci i wnioskować jaka będzie ich przyszłość. Racjonalizm jednak prędzej czy później kończy się na psychologii, a następnie na psychoanalizie, która z kolei w niektórych nurtach doszła to tego samego wniosku co Izraelici, analizując co się dzieje z dzieckiem jeszcze nawet przed poczęciem.

Nauczyłem się w życiu jednego – nic co się nam przydarza nie pozostaje bez znaczenia, a im bardziej temu zaprzeczamy tym bardziej dane wydarzenie ma dla nas znaczenie. I przyjąłem to jako pewnego rodzaju aksjomat… życia na ziemi. Jakie znaczenie ma więc ta przygoda dla mnie?

Nikt nas nie ostrzegał!

Zdjęcie wykonane około 1 godziny przed białym szkwałem.

Zaraz po tym wydarzeniu zdecydowano się na mazurach wprowadzić jakiś system ostrzegania. Nas jednak teoretycznie nikt nie ostrzegał, biały szkwał był dla nas nagłym wydarzeniem, mimo że przechodził on z jeziora na jezioro, i w zasadzie w momencie gdy wypływaliśmy zbierał żniwo kilka jezior wcześniej….nikt o niczym nie wiedział…

Ale ja będąc szczery sam ze sobą nie mogę powiedzieć że nie byłem ostrzegany. Pogoda była cały dzień niczym – cisza przed burzą. Nie było żadnego piorunu, jednak nie można powiedzieć że nie było ostrzeżenia, ogromna wilgotność powietrza, ciemne chmury utrzymujące się od kilku godzin jeszcze zanim wypłynęliśmy – ostrzegały nas praktycznie cały czas. Pogoda była tak spokojna, że wątpię nawet jeśli byłoby ostrzeżenie że wszyscy by posłuchali… Mowa o tym, że przyjdzie silny wiatr i fale wywracające łódki, w momencie gdy nie ma praktycznie wogóle wiatru a pogoda jest bardzo spokojna, byłaby trochę nie na miejscu…

Gdybym miał tam stać i mówić ludziom że za godzinę przyjdzie wiatr wywracający łódki – czułbym się jak wariat! A jednak wiatr taki przyszedł.

Dziś rozumiem lepiej to co się działo w historiach biblijnych… Noe budował swoją arkę przez około 100 lat, nie było wtedy oceanów ani innych wielkich zalewów, arka była olbrzymia i nie mogła zostać niezauważona. Czas budowy był bardzo długi by reszta mogła się o tym dowiedzieć, inni jednak nie wpadli na budowę choćby małej łódki dla siebie… a nie wierzę że nie byli ostrzegani…

Dziś mamy czas kiedy praktycznie coraz więcej proroctw biblijnych okazuje się być już spełnionych, mowa o powtórnym przyjściu Chrystusa jest na ustach coraz większej ilości osób. Wypełniają się proroctwa biblijne, które wcześniej były praktycznie niewykonalne dzień ten nadchodzi, wszyscy są ostrzegani… są nawet Ci wariaci co stają na rogach ulic i mówią o tym głośno…

Po tym jak w 1948 powstał Izrael, ciężko jeszcze mieć nawet racjonalne wątpliwości w inne proroctwa. A takich przepowiedni jak ponowne zebranie Izraelitów jest znacznie więcej i coraz mniej zostaje do spełnienia, coraz więcej jest spełnionych. A to wszystko świadczy tylko o jednym, ten dzień nadchodzi i zapewne choćbyśmy usłyszeli o wojnach i trzęsieniach ziemi – to tak czy inaczej znajdą się tacy co będą mówić że nie zostali ostrzeżeni, tak jak było na jeziorach…

Swoja drogą są to bardzo ciekawe słowa Jezusa:

(6): Usłyszycie też o wojnach i pogłoski o wojnach. Uważajcie, abyście się nie trwożyli. Wszystko to bowiem musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 24]

Jezus nie powiedział w tych słowach że będą wojny, ale że będziemy słyszeć o wojnach i że będą pogłoski o wojnach. Dziś cały czas słyszymy o wojnach z terroryzmem, i cały czas są o tym pogłoski, są też ciągłe straszenia wojnami. Terroryzm jako taki, który można nazwać wojną wręcz powszechną o której słyszy się pogłoski które mogą trwożyć, nie miał do czasu rozwinięcia się komunikacji i mass mediów takiej siły. Były akty terrorystyczne, ale nigdy na skalę światowych pogłosek o wojnach z terrorystami. Nigdy aż do naszych czasów nie działo się to na skalę tego, aby każdy do kogo skierowane są te słowa miał się trwożyć.

Czym jest słuchanie o wojnach i pogłoski o wojnach jak nie słuchaniem o wojnach z terroryzmem, czy też o wojnach na ulicach miast z imigrantami? Niby wojna, niby wojny a jednak ich nie widać, a jedynie o nich słychać i pogłoski które mają trwożyć krążą…

Czy kiedykolwiek wcześniej bez masowej komunikacji było możliwe słuchanie pogłosek o wojnach, a jednocześnie brak możliwości ich ujrzenia? Rzecz jasna wojny mają być jako następny etap, ale jak na moje oko żyjemy w czasie gdy to zdanie powyżej się wypełnia…

(7): Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu i będzie głód, zaraza i trzęsienia ziemi miejscami. (8): Lecz to wszystko jest początkiem boleści. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 24]

Jak przetrwać?

+ biały szkwał

+ środek jeziora

+ brak silniczka

+ dla załogi obsługa łódki to czarna magia

+ rozłożony pełny żagiel, którego nie umiemy złożyć

+ brak kapoków (potem okazało się że były w skrytce na której siedzieliśmy)

+ doświadczenie sternika, niewielkie

= przeżyć i nie wywrócić łódki

To że nasza łódka podczas białego szkwału nie została wywrócona, graniczy z cudem. Jak później analizowałem sytuację doszedłem do wniosku że nie wywróciliśmy się w zasadzie tylko dlatego, że nie umieliśmy złożyć żagla . Pierwszy wiatr nas nie wywrócił, zamiast tego nas rozpędził i to do dosyć sporej prędkości, a co z tym idzie nabraliśmy prędkości i nasza prędkość względem wiatru była znacznie mniejsza niż łódek płynących na silniczku. Jak się płynie z wiatrem to jest on dla obiektu poruszającego się w tą sama stronę znacznie słabszy, niż w sytuacji gdy wiatr wieje na obiekt praktycznie stojący w miejscu. A co z tym idzie nie był dla nas na tyle silny by nas wywrócić, a poza tym łódka dzięki żaglowi i zdolności naszej Asi – kapitana trzymała w zasadzie swój stały kąt i prędkość, a co z tym idzie skakaliśmy po fali, a nie chwialiśmy się z falą, co byśmy zapewny czynili bez żagla.

Nie dało się jednak tego zaplanować nie wiedząc co się będzie działo, gdyby znać fakt że pierwszy wiatr nas nie wywróci, gdyby wiedzieć że wiatr będzie wiał w miarę jednorodnie w jedną stronę, rozwiązanie pozostania na żaglu (choćby częściowym) byłoby bardzo racjonalne. Jednak praktycznie żaden doświadczony żeglarz nie podjął takiej decyzji…. nikt nie znał przyszłości. My jednak zgłupieliśmy… i zapomnieliśmy jak się składa żagiel. Ostatecznie po panicznym rozwiązaniu wszystkich możliwych linek na łódce złożył go kolega gdy już staliśmy na mieliźnie, po prostu wspinając się na niego i ciągnąc go w dół własnym ciężarem.

W momencie kiedy to się działo nie wiedziałem, że będzie to lekcja dla mnie jak poruszać się za głosem Ducha Świętego, a takową się stała. Dziękuję Bogu, że na ten moment dostaliśmy zaćmienia umysłu i dosłownie zgłupieliśmy i nie złożyliśmy żagla. Byśmy raczej napewno szybko wylądowali do góry dnem, gdyby w tym czasie ktoś z nas wykazał się ludzką mądrością. Jak sobie to jakiś czas temu uświadomiłem, że mógłbym być na tamtym świecie gdybym wykorzystał w tamtym czasie szare komórki znacznie spokorniałem i moja modlitwa brzmi: Boże spraw mnie głupim na ludzkie mądrości, a mądrym na Twoje.

Potem odkryłem że to była dosyć mądra decyzja – jak wyczytałem że Salomon też się o coś takiego modlił. W każdym razie wiem jedno jak Duch Święty zawieje robię wszystko by złapać ten wiatr… później to już wszystko płynie gładko, choćby po największej fali.

Pytanie tylko jak złapać ten wiatr… Salomon może i mądrość miał, ale wykonanie nie w każdej sytuacji mu wychodziło…

Czy pozwolę siebie uratować?

Kolega sterujący drugą łódką wraz ze swoją załogą miał trochę więcej doświadczenia i zacięcie żeglarskie, dał więc radę uchronić i swoją łódkę jak i uratować rozbitków. Sytuacja, która się zadziała w momencie gdy kapitan rozbitek wchodzi na łódź która go ratuje i pierwsze co robi to próbuje przejąć ster, wydaje się być jednak dosyć absurdalna. A jednak miała miejsce.

Może starszy i teoretycznie w związku z wiekiem i stażem żeglarskim bardziej doświadczony, ale coś tu jednak nie gra… Przecież przed chwilą swoją łódkę wywrócił, a teraz nagle na zupełnie innej łodzi, z innymi warunkami technicznymi których nie zna, nie ma zamiaru wywrócić kolejnej? Ta i inne sytuacje jakie doświadczyłem w życiu, uświadomiły mi jedno, im bardziej budujemy swoje doświadczenie, im bardziej budujemy swoją wiedzę w jakimś temacie tym bardziej jesteśmy pewni o swojej słuszności, nieomylności i umiejętności. Ten ojciec rodziny nie zauważył nawet, że zdolności młodego chłopaka najprawdopodobniej uratowały mu i jego rodzinie życie. Ważniejsze dla niego było to by mieć pod kontrolą to co się dzieję, ważniejsze dla niego było to by móc sterować kolejną łódką…

Na szczęście przewaga liczebna i jakaś drobna argumentacja słowna osób na łodzi nie pozwoliła mu na odebranie steru.

Zobaczyłem w tym swoją przyszłość…. to jest chore, przyszłość w pewności siebie – całe moje dotychczasowe życie, szkoła, nowy biznes, polega na budowaniu pewności siebie, w budowaniu jakiegoś postrzegania świata dookoła jako stabilnego, w budowaniu jakiegoś zaplecza które daje bezpieczeństwo. Ja właśnie kończe studia, a dziś widzę że one tak naprawdę nic nie dają – tylko iluzję wobec czegoś takiego jak zwykły sztorm na małym mazurskim jeziorze.  Przecież ja już mam zapędy by wszystko wiedzieć lepiej, przecież ja już wiem wszystko lepiej, ja już mam zapędy do gromadzenia… a co dopiero jak będę starszy… Czy też tak oślepnę – by nawet w momencie gdy ktoś ratuje mi i mojej rodzinie życie, chcieć mu nadal odebrać władzę?

Gdy zacząłem szukać Boga Jezusa Chrystusa, poddałem się. Stwierdziłem że pierwszy raz w życiu będę głupszy, nie chcę być mądrzejszy, zachowam się inaczej niż ten ojciec rodziny i podejdę z pokorą do kogoś kto chce mnie ratować. Stwierdziłem, że pierwszy raz w życiu oddam komuś ‘pałeczkę’ bycia mądrzejszym. Pamiętam otwierałem biblię, a zaraz natychmiast jakieś opracowanie słów które są tam napisane, albo zaraz kogoś pytam o co w danym fragmencie chodzi, bo przecież ja nie mogę wiedzieć lepiej…

Skoro już od tysięcy lat ludzie to analizują… nic nowego tam nie znajdę, lepiej czytać od razu z opracowaniami.

To wszystko do czasu. Gdy jeden z pastorów widząc moje postępowanie, które uznał jako brak uznania autorytetów, zacytował mi słowa z księgi Jeremiasza. Co prawda z mojej strony to inaczej wyglądało, myślałem, że jak na moje zdolności jestem ogromnie posłuszny wobec kogoś kto wie coś więcej… on jednak widział to zupełnie inaczej, i chcąc jakoś to skomentować przytoczył ten fragment:

(5): Tak mówi PAN: Przeklęty człowiek, który ufa człowiekowi i który czyni ciało swoim ramieniem, a od PANA odstępuje jego serce. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Jr 17]

Zaskoczyło mnie, że takie słowa są w biblii. Bardzo mi się spodobały – idą po mojej linii patologicznej w której boję się autorytetów. I mimo że znałem już ten fragment to zagubienie w tym co i jak, kogo i jak słuchać… dochodziło i nadal czasem dochodzi do granic zenitu – bo trudno zauważyć jest, że to zdanie jest złożone i trudno zauważyć drugą jego część. Te pytania Jezusa, kto ma uszy niechaj słucha odnosiły się raczej napewno do mnie…

Jak załapać się na tą łódkę, na której będzie sternik który doprowadzi mnie do życia? Jak wiedzieć któremu sternikowi się poddać, który będzie chciał dla mnie życia? No i czy wogóle to pytanie ma sens? – skoro przeklęty jest człowiek polegający na człowieku, a wszystkie łódki jakie widzę są prowadzone przez ludzi? Czy nie lepiej załapać się na łódkę na której ludzie zgłupieją i poddadzą się mądrości Boga?

I tu odkrycie (myśl? doświadczenie?) z biegiem czasu zaświtało… a może istnieje łódka prowadzona przez głowę tego kościoła, czyli przez Jezusa Chrystusa?

Jeśli znajdę osobą wierzącą, która jest jak Jezus Chrystus, w myśl że “starczy jak uczeń będzie jak mistrz Jego”, będę wiedział że to ta łódka… dopóki nie znalazłem poszukiwania trwają. Na każdej nowej zakupionej bibli (nowe tłumaczenie, może będzie nowe objawienie…?), umieszczam mniej więcej taką frazę: “dopóki nie będę jak Jezus nie przestanę szukać”.  W trakcie tych poszukiwań, odsłania się przede mną coś co mógłbym nazwać prawdziwym kościołem Jezusa Chrystusa, organizacja która istnieje a jakby nie istniała, świat prawdziwego kościoła, który funkcjonuje, mimo tego że każde praktycznie każde nasze umysłowe ludzkie działanie mu ze wszelkiej mocy przeciwdziała. Każda chwila przebywania w tym kościele, każda chwila budowania tego kościoła jest cudem jakiego nie da się kupić za żadne pieniądze… To nawet nie są te kategorie, to coś jak rodzić się na nowo w czymś co jest nowym światem, zwą to Królestwem Bożym, dla mnie to dom w którym czuje się w końcu, że mam święty spokój. Ale spokoju ludzkiego to nie przypomina, wszystko jest w ruchu, wszystko się rusza, wiatr wieje tam gdzie chce… rozwiewa na spokojnie wszystkie mury, krusząc je mocą miłości. 

CDN

Wed, 16 May 2018 17:08:13 +0000


» #4 Religia bez cenzury 📢

Na czym polega religia? Skąd się wzięła? Czy religia jest potrzebna? Po co nam jest religia? System ofiar religijnych - skąd się wziął, po co jest? Czy ofiary dla Boga są konieczne? Ofiara Kaina i Abla?

Po co nam Religia?

´Choroba psychiczna,

´Potrzeba psychiczna,

´Zacofanie..

´Tradycja wieków,

´Ludzie pierwotni nie potrzebowali religii (w obu wierzeniach kreacjonizm/ewolucjonizm)

´Źródło konfliktów

Czy może coś innego?

Religia to nasz wybór formy kontaktu z Bogiem. Religia nie jest konieczna, czy religia jest potrzebna?

Religijna obrzędy co biblia na to?

´(11): Co mi po mnóstwie waszych ofiar? – mówi PAN. Jestem syty całopaleń baranów i tłuszczu tuczonych zwierząt; nie pragnę krwi cielców, jagniąt i kozłów. (12): Gdy przychodzicie, by stanąć przede mną, kto od waszych rąk żądał tego, abyście deptali po moich dziedzińcach? (13): Nie składajcie już więcej daremnych ofiar. Kadzidło wzbudza we mnie odrazę; nowiów i szabatów, zgromadzeń nie mogę znieść – bo to nieprawość, ani uroczystości. (14): Waszych nowiów i świąt nienawidzi moja dusza. Stały się dla mnie ciężarem; znużyło mnie ich znoszenie. (15): Gdy wyciągniecie swoje ręce, skryję swoje oczy przed wami. A gdy będziecie mnożyć modlitwy, nie wysłucham, gdyż wasze ręce są pełne krwi. (16): Obmyjcie się i oczyśćcie; usuńcie sprzed moich oczu zło waszych uczynków; przestańcie źle czynić. (17): Uczcie się czynić dobrze; szukajcie tego, co sprawiedliwe, wspomagajcie uciśnionego, brońcie sieroty, wstawiajcie się za wdową.

´[Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Iz 1]

Po co nam Bóg?

´Czym się zajął Bóg po swych trudach przy stworzeniu świata? – zapytał student.

´Poszedł do lasu i nałamał rózeg, by chłostać nimi takich ciekawskich jak ty – rzekł wyprowadzony z równowagi Luter….

Wed, 09 May 2018 16:54:09 +0000


» Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości…

Co znaczą te słowa: (12): Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 13] (12): Bo kto ma, temu będzie dane więcej i będzie obfitował, ale temu, kto nie ma, zostanie odebrane nawet to, co ma. […]

Co znaczą te słowa:

(12): Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 13]

(12): Bo kto ma, temu będzie dane więcej i będzie obfitował, ale temu, kto nie ma, zostanie odebrane nawet to, co ma. [Przekład Nowego Świata, Mt 13]

(12): Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. [Biblia Tysiąclecia V, Mt 13]

(12): Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma. [Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Mt 13]

(12): Albowiem temu, kto ma, będzie dane i obfitować będzie; a temu kto nie ma, i to, co ma, będzie odjęte. [Biblia Warszawska, Mt 13]

(12): Albowiem kto ma, będzie mu dano, i obfitować będzie, ale kto nie ma, i to, co ma, będzie od niego odjęto. [Biblia Gdańska, Mt 13]

Mamy tu przedstawioną dosyć okrutną ekonomię, albowiem wydaje się tak jakby wspierała ona bogatych i zabierała biednym. I raczej nie ma co doszukiwać się w tych słowach przenośni czy też jakiegoś wielce duchowego znaczenia. Jezus po prostu wprowadzał Królestwo Boży i mówił jak jest (palcem Bożym wyganiał demony). Znaczenie tych słów wydaje się być dosyć proste biorąc pod uwagę cały koncept tego jaki i kim jest Bóg. Bóg jest miłością, w królestwie bożym, a o nim w tym fragmencie mowa im więcej miłości mamy do Boga, tym lepiej możemy rozpoznawać jego wolę i tak naprawdę więcej mamy.

Jezus dał nam przykazanie miłości, abyśmy przede wszystkim miłowali Boga, a potem bliźniego swego jak siebie samego. Chcąc być posłusznym temu przykazaniu zacznijmy od miłości do Boga, jeśli ją będziemy mieli, będzie nam łatwiej mieć miłość do bliźnich i siebie samego. Bo przecież wszystkich nas stworzył Bóg, i jesteśmy na jego podobieństwo.

Tak więc, pokuszę się, jako ten kusiciel o obrazową parafrazę na nasze czasy:

Kto ma miłość do Boga, temu będzie dane i obfitować będzie, ale kto nie ma miłości do Boga, temu zostanie zabrane i to wydaje mu się że ma.

Równie dobrze wydaje mi się że mogłoby to brzmieć tak:

Kto ma skarby w niebie, temu będzie dane i obfitować będzie, ale kto nie ma skarbów w niebie, temu zostanie zabrane i to co wydaje mu się że ma.

Jeśli to czytam w tym kontekście wszystko wydaje się być dobre. Eliasz np. miał miłość do Boga, mógł więc Elizeuszowi przekazać swoje namaszczenie by żyło dalej, nie zamknął go.

Jak weźmiemy się za opracowania psychologiczne o tym czym jest miłość, pojawi nam się problem inwestycji miłości w jakiś obiekt, który nie do końca odwzajemnia… ale to jest rozumienie, które nie badało dotychczas o ile się nie mylę miłości do obiektu jakim jest Bóg. Biblijne rozumienie jest takie, że jeśli pokochamy tego prawdziwego, jedynego Boga i będziemy mieli go jako Pana ponad innymi, to inwestycja ta zwraca się w nadmiarze.

Patrząc jeszcze na ostatnie słowa: “zostanie zabrane i to co ma”, sugerowałbym skorelowanie tych słów z tzw. Hymnem do miłości, gdzie Paweł pisze o tym co nam się wydaje że mamy. A pisze tam że:

Więc jakby nie patrzeć i “to co ma zostaje zabrane”, zostaje tylko miłość…

PS: Pamiętaj że są to moje indywidualne rozważania,na których nie raz sam się zaciąłem, zawsze pytaj Ducha Świętego. Nasze rozumienie jest zawsze brane przez filtr naszych grzechów, im więcej ich wyznajemy przez Bogiem, tym lepiej rozumiemy prawdziwe słowa Boga, aż do czasu gdy fałszywi  prorocy przeminą (patrz Zachariasza 13)

Thu, 05 Apr 2018 17:53:45 +0000


» Program do czytania/przeglądania różnych tłumaczeń Biblii – rBiblia

Dziś chciałem po prostu polecić programik do przeglądania biblii, świetny jest.W środku ogrom tłumaczeń, wszystkie w jednym miejscu, bez potrzeby grzebania po internecie. Wszystko działa sprawnie i bez zarzutu 🙂 Polecam. https://rbiblia.toborek.info/

Dziś chciałem po prostu polecić programik do przeglądania biblii, świetny jest.W środku ogrom tłumaczeń, wszystkie w jednym miejscu, bez potrzeby grzebania po internecie. Wszystko działa sprawnie i bez zarzutu 🙂

Polecam.

https://rbiblia.toborek.info/

Thu, 05 Apr 2018 17:28:28 +0000


» #3 Gdzie jest ANTYCHRYST? 📢

Poszukiwania antychrysta, poszukiwania powodu dla którego wszystko się nie udaje, poszukiwania powodu dla którego chwała Jezusa nie może się objawić w pełni w kościele. Czy papież Franciszek to antychryst? Czy kościół katolicki to antychryst? Gdzie tak naprawdę jest Antychryst? Czy Bóg jest miłością? Czy miłość jest Bogiem? Czym się różni miłośc rozumiana po ludzku, od miłości którą okazał na Jezus Chrystus? Po co nam przykazania miłości?

Poszukiwania antychrysta, poszukiwania powodu dla którego wszystko się nie udaje, poszukiwania powodu dla którego chwała Jezusa nie może się objawić w pełni w kościele.

Czy papież Franciszek to antychryst? Czy kościół katolicki to antychryst? Gdzie tak naprawdę jest Antychryst?
Czy Bóg jest miłością? Czy miłość jest Bogiem? Czym się różni miłośc rozumiana po ludzku, od miłości którą okazał na Jezus Chrystus?
Po co nam przykazania miłości?



użyto materiałów

Free Stock Video by
Videezy.com
videvo.net
pixabay.com
pexels.com

Music by Kevin MacLeod (incompetech.com)

Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/

Thu, 29 Mar 2018 06:11:00 +0000


» #2 – Waluty przyszłości, w co inwestować? 📢

Waluty przyszłości, w co inwestować? Inwestowac w dolary bitcoiny, złoto, nieruchomości? Co będzie walutą przyszłości, co będzie miało jeszcze jakąś wartośc po przemianach jakie mają przyjść? Czy będzie kryzys ekonomiczny? Zarazki sposobm na kreacje pieniadza? Czym jest pieniądz? Czy pieniądz jest jeszcze środkiem wymiany czy długiem? Czy pieniądze są jescze nasze czy są tylko umową […]

Waluty przyszłości, w co inwestować?
Inwestowac w dolary bitcoiny, złoto, nieruchomości?
Co będzie walutą przyszłości, co będzie miało jeszcze jakąś wartośc po przemianach jakie mają przyjść?
Czy będzie kryzys ekonomiczny?
Zarazki sposobm na kreacje pieniadza?
Czym jest pieniądz?
Czy pieniądz jest jeszcze środkiem wymiany czy długiem?
Czy pieniądze są jescze nasze czy są tylko umową z bankami?
Czy utrzymywanie infrastruktury do pieniądza elektronicznego jest tańsze od działalności mennicy?
Czy bezpieczne jest stosowanie pieniądza elektronicznego?
Depozyt w banku czy to Twoje pieniądze czy Twoja umowa z bankiem?
Dlaczego boimi się wojny, dlaczego uczymy się surivalu?
Kryzys w stanach zjednocznych
Czym będziemy handlować w przyszłości,
Waluta przyszłości = miłość
Czy mamy dalej pieniądz czy tylko elektroniczną umowę z bankiem?
Pieniądz okolicznościowy podratowaniem rynku…
Moneta okolicznościowa z okolicznościowym napisem 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości,
Mnożnik kreacji pieniądza, jak działa mnożnik kreacji pieniądza?
Gromadzenie skarbów w niebie,
Jak gromadzić skarby w niebie?
Koniec handlu, koniec używania pieniędzy,

Nowa Biblia Gdańska
Księga: Dobra Nowina spisana przez Mateusza 6

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczy, oraz gdzie złodzieje podkopują i kradną;
ale gromadźcie sobie skarby w Niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczy, i gdzie złodzieje nie podkopują, ani nie kradną.
Bowiem gdzie jest wasz skarb, tam jest i wasze serce.
Oko jest świecą ciała; więc jeśli twoje oko byłoby dobre, całe twoje ciało będzie jasne;
zaś jeśli twoje oko byłoby złe, całe twoje ciało będzie ciemne. Zatem jeżeli światło, które jest w tobie, jest mrokiem, sama ciemność jakaż będzie?
Nikt nie może dwóm panom służyć; gdyż albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłował; czy jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzi; nie możecie służyć Bogu oraz mamonie.
Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o wasze życie, co zjecie, albo co wypijecie; ani o wasze ciało, czym się będziecie przyodziewać. Czyż życie, nie jest zacniejsze niż pokarm, a ciało niż odzienie?
Spójrzcie na ptaki nieba, że nie sieją, ani nie żną, ani nie zbierają do stodół, a przecież wasz niebiański Ojciec je żywi; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?
Bo któż z was, troszcząc się, może dodać jeden łokieć do swojego wzrostu?
A o odzienie dlaczego się troszczycie? Przypatrzcie się polnym liliom, jak rosną; nie trudzą się, ani nie przędą.
A powiadam wam, że ani Salomon w całej swojej sławie nie był przyodziany jak jedna z nich.
Zatem jeśli polną trawę, która dziś jest, a jutro w piec jest wrzucana, Bóg tak przyodziewa, czyż nie daleko więcej was, o małej wiary?
Więc nie troszczcie się, mówiąc: Co będziemy jeść? Albo, co będziemy pić? Albo, czym się będziemy przyodziewać?
Bo tego wszystkiego narody szukają; gdyż wie wasz Ojciec niebiański, że tego wszystkiego potrzebujecie.
Ale szukajcie najpierw Królestwa Boga, i Jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane.
Dlatego nie troszczcie się o jutro, bowiem jutro samo będzie się troskać o swe potrzeby. Dosyć ma dzień swojego utrapienia.

Nowa Biblia Gdańska
Księga: Dobra Nowina spisana przez Łukasza 16,9
Także ja wam powiadam: Uczyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości, aby gdy ustaniecie powitali was na wieczystych przybytkach.

Nowa Biblia Gdańska
Księga: Objawienie Jezusa Chrystusa spisane przez Jana 18,1

Będą też nad nią płakać oraz uderzą się w pierś władcy ziemi; ci, co z nią szaleli i uprawiali prostytucję, gdy zobaczą dym jej pożogi.
Będą stać z daleka z powodu strachu przed jej udręką, oraz mówić: Biada, biada ci wielka ojczyzno Babilonie ojczyzno potężna, gdyż w jedną godzinę przyszedł twój sąd.
Płaczą też nad nią i boleją kupcy ziemi, bo nikt już nie kupuje ich towaru
ładunku złota, srebra, drogiego kamienia, pereł, bisioru, purpury, jedwabiu, szkarłatu, wszelkiego drzewa cytrusowego, wszelkiego sprzętu z kości słoniowej, wszelkiego sprzętu z najkosztowniejszego drzewa, miedzi, stali oraz marmuru.
A nadto cynamonu, wonności, pachnideł, kadzidła, wina, oliwy, wyborowej mąki pszennej, zboża, bydła, owiec, koni i powozów, ciał oraz dusz ludzi.
Odeszły od ciebie owoce pożądania twej duszy, oraz odeszło wszystko tłuste i wspaniałe; zatem więcej ich już nie znajdziesz.
Ci, którzy nimi handlowali oraz wzbogacili się z jej powodu, będą stali z daleka ze strachu przed jej udręką, płacząc, smucąc się,

Biblia Warszawska
Księga: Ewangelia św. Mateusza 25,29
Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma.

Autor Tomek Urban

Dla przyjaciół

użyto materiałów

Free Stock Video by
Videezy.com
videvo.net
pixabay.com
pexels.com

Music by Kevin MacLeod (incompetech.com)

Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/

Thu, 22 Mar 2018 17:07:33 +0000


» #1 – Nakarmią nas Kruki – czyli survival w miłości 📢

Eliasz, kruki, orzechy włoskie, survival w miłości - Czyli rozważania o tym Czy Bóg jest kobietą?

Eliasz, kruki, orzechy włoskie, survival w miłości – Czyli rozważania o tym Czy Bóg jest kobietą?

I doszło do niego słowo PANA:
Odejdź stąd, skieruj się na wschód i skryj się przy potoku Kerit, który jest przed Jordanem.
I będziesz pił z potoku, krukom zaś rozkazałem, aby cię tam żywiły.
Poszedł więc i uczynił według słowa PANA: Poszedł i zamieszkał przy potoku Kerit, leżącym przed Jordanem.
A kruki przynosiły mu chleb i mięso rano oraz chleb i mięso wieczorem, wodę zaś pił z potoku.

Uwspółcześniona Biblia Gdańska
Księga: I Księga Królewska 17

Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli ludziom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się [prawdziwego] Pana.
Biblia Tysiąclecia
Ksiega: List do Kolosam 3, 22

podkład:
Music from Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0 License

Mon, 19 Mar 2018 18:05:19 +0000



do góry